„Glossa” do artykułu o sytuacji Kościoła w Polsce

Niedziela 49/2011

Sięgam do artykułu w „Niedzieli” z dnia 30 października 2011, nr 44, s. 12-13, w którym podjęto nieśmiałą próbę zarysowania sytuacji Kościoła w Polsce po ostatnich wyborach.

 

Przy całej wieloznaczności ostatnich wyborów, dla Kościoła w Polsce stanowią one jakiś punkt graniczny i pryzmat, przez który widać ten Kościół inaczej aniżeli jeszcze kilkanaście miesięcy temu.

Obraz ten jednak jest niekompletny, a w niektórych momentach niecałkowicie adekwatny. O ile jednak ewentualne korekty tego drugiego wymiaru nie są sprawą autora, to ten pierwszy wymiar wymaga uzupełnienia właśnie z jego strony. Wymiar ten bowiem stanowią tzw. białe plamy poprzedniej wypowiedzi, które są po prostu niedopowiedzeniami w poprzednim artykule. Niewątpliwie białą plamą na tym obrazie Kościoła w Polsce po wyborach jest –

Sprawa mediów

Jest rzeczą bezsporną, że media antykatolickie przyprawiły Kościół o przykrą niespodziankę. To głównie dzięki nim powstał nowy nurt wrogo nastawiony do Kościoła, jakim jest ugrupowanie, któremu przewodzi Janusz Palikot. Choć na powstanie tego dziwacznego tworu miały wpływ jeszcze inne czynniki – które też trzeba by było rozeznać, ale i odpowiednio w działaniu spenetrować – to niechętne Kościołowi media miały w tym wkład wyjątkowy, bowiem te media w Polsce to prawdziwa potęga – przede wszystkim ilościowa. To: Polskie Radio w jego przeróżnych odmianach, Telewizja Polska państwowa, telewizje prywatne (TVN i Polsat), morze wydawnictw, potok prasy codziennej i periodycznej.

A jak przy tej niesprzyjającej katolicyzmowi nawale medialnej wygląda stan mediów katolickich? Czy porównanie słonia z mrówką jest tu przesadą? A przecież ten Naród w zasadniczej masie uważa się za katolicki! Czy tak radykalnie zredukowany zasób mediów katolickich jest w stanie przeciwstawić się nawale mediów wrogich Kościołowi?

Odpowiedzi są dwie: pomnożyć zasób mediów katolickich albo zadbać o lepsze wykorzystanie tych, które już istnieją. Tak w pierwszym, jak i w drugim przypadku potrzeba ludzi i pieniędzy. Wydaje się, że problem pieniędzy na miarę aktualnych potrzeb byłby do rozwiązania. Gorzej jest z ludźmi. Paradoks polega na tym, że teoretycznie Kościół dysponuje sporą liczbą dobrze wykształconych kapłanów, a nawet świeckich teologów, którzy jednak nie piszą, albo piszą, ale tak, że nie jest to żadną przeciwwagą dla lawinowej, wyrafinowanej walki z Kościołem. Bo aby katolicki przekaz wiary mógł być skuteczny, musi być przede wszystkim merytorycznie dobrze znany, ale także dobrze i czytelnie napisany.

Dobre pisarstwo ma jeden doniosły wymóg: stanowi go czytelnictwo. W przypadku polskiego katolicyzmu jest to zwykłe nieczytelnictwo. Niestety, to smutny fakt, że polscy katolicy nie czytają literatury religijnej ani prasy katolickiej, która – choć liczebnie uboga – jednak jest. Tego czytelnictwa, obycia z katolicką prasą trzeba nauczyć. Kto ma tego nauczyć? Ambona i katecheza. Do katechezy trzeba będzie jeszcze wrócić osobno, ale obecnie komentarza wymaga polska ambona. Jest ona potężnym instrumentem medialnym Kościoła – pod warunkiem jej należytego wykorzystania. Tymczasem współczesne kaznodziejstwo polskie cierpi na trzy co najmniej dolegliwości: tematyczną, stylistyczną i kompozycyjną. Ta pierwsza jest najwyraźniejsza, bo konkretna, i polega na odteologicznieniu naszych kazań poprzez brak kazań katechizmowych (Bóg, Chrystus, Kościół, łaska, sakramenty) oraz kanonów chrześcijańskiej moralności (Dekalog). Brak również natarczywego nalegania z ambon na korzystanie z katolickich mediów, rzetelnej katolickiej prasy i z prawdziwego zdarzenia katolickiej telewizji.

Dziś widać już w sposób niepodlegający dyskusji, że zarówno Radio Maryja, jak i Telewizja Trwam stanowią bezsporne dobro Kościoła w Polsce i tylko ich zaciekli wrogowie sądzą inaczej. Dlatego cały Kościół, z jego najwybitniejszymi autorytetami, winien stanąć w zwartym szeregu przed stojącymi przed nim zagrożeniami w związku z laicką reorganizacją Radia. Nie oznacza to bynajmniej atrofii rozgłośni diecezjalnych, tyle że trzeba koniecznie zadbać o ich odpowiedni poziom techniczny i merytoryczny, a więc o efektywną jakość.

Istnieje jednak konieczność ścisłego koordynowania tymi skromnymi środkami medialnymi ze strony wysokiego autorytetu – przedstawiciela Episkopatu Polski. Nie można tego skąpego stanu posiadania puścić na żywioł w momencie tak palących potrzeb, jakie w tym wymiarze istnieją dzisiaj w Polsce.

Pozostałoby jeszcze zaapelować o tematykę apologetyczno-apologijną, stanowiącą solidny kontrargument na prymitywne ataki na same fundamentalne założenia chrześcijaństwa. Przykład obecnego Papieża w tym względzie, ale i bł. Jana Pawła II, m.in. w jego książce „Przekroczyć próg nadziei” – stanowią wzorzec i wyzwanie dla Kościoła na dzisiaj.

Duszpasterstwo młodych

Powszechnie znana jest troska Kościoła o dusze młodego pokolenia. W swoim sławnym Liście do młodych papież Jan Paweł II dostrzegł i uwypuklił walor młodości dla całego życia i doniosłość obranego w niej życiowego kierunku. Od tego, jak spożytkuje się młodość, zależeć będzie z reguły ostateczny kształt całego życia. Jan Paweł II nawiązywał tu do Kościoła polskiego II Rzeczypospolitej, zanim ugodził weń walec wrogości i nienawiści okupacji hitlerowskiej, a potem komunistycznej.

Kościół tamtego czasu był Kościołem aktywnych organizacji młodzieżowych, od Katolickich Związków Młodzieży Męskiej i Żeńskiej oraz Sodalicji Mariańskich, po autentyczne harcerstwo czy Towarzystwo „Sokół” oraz prężne duszpasterstwo akademickie. Śmiertelny cios organizacjom młodzieży męskiej i żeńskiej zadał reżym komunistyczny przez dekret z lutego 1953 r.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama