Kwiatek do kożucha?

Imago 5/2011

Niezrozumiałe jest pozbawienie wpływu ojca dziecka na decyzję kobiety o przerwaniu ciąży, szczególnie w oparciu o przesłankę eugeniczną, kiedy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu” (artykuł 4a. ustęp 2. ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży).

 

W debacie na temat regulacji prawnych dotyczących aborcji, która od wielu lat toczy się w Polsce, mimo licznych argumentów przywoływanych przez jej uczestników, pomija się, jak się wydaje, jedno z fundamentalnych zagadnień, to znaczy rolę ojca w procedurze mającej doprowadzić do pozbawienia życia dziecka nienarodzonego. Należałoby chyba powiedzieć o braku jakiegokolwiek formalnego – umocowanego w ustawie – wpływu ojca dziecka na decyzję kobiety o przerwaniu ciąży. Ten brak jest widoczny przede wszystkim w stanowisku osób walczących o dopuszczenie pozbawiania życia dzieci nienarodzonych bez ograniczeń. Osoby te mówią, że decyzja o aborcji to wyłączna sprawa kobiet, należąca do obszaru chronionego prawem do prywatności, a także, że nikt nie ma prawa do decydowania o tym, co robią ze swoim brzuchem (sic!). Skrupulatne pomijanie roli ojca mogłoby sugerować, że jego rola sprowadza się jedynie do poczęcia dziecka, zaś decydowanie o losach Poczętego, w tym o tak istotnych sprawach, jak decyzja o jego dalszym życiu, znajduje się wyłącznie w gestii matki.

Strona prawna

Konieczne zatem wydaje się spojrzenie na ów fenomen od strony prawnej, poczynając od Konstytucji, będącej źródłem wiedzy o podstawowych wartościach naszej wspólnoty społecznej, po kodeks rodzinny i opiekuńczy, szczegółowo regulujący problematykę ojcostwa i macierzyństwa. Wcześniej jednak należy krótko przeanalizować ustawę z dnia 7 stycznia 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, która formułuje warunki wyłączające karalność przerwania ciąży (por. wywiad z prof. A. Zollem w IMAGO nr 4/2011). Na marginesie należy zauważyć, że przedmiotowa ustawa w dużej części – szczególnie w zakresie art. 4a wskazującego na przesłanki wyłączające karalność przerwania ciąży – wydaje się niezgodna z Konstytucją RP, niemniej jednak nie to jest tematem niniejszego artykułu.

Zgodnie z artykułem 4a, ustęp 4. wspomnianej ustawy: „Do przerwania ciąży wymagana jest pisemna zgoda kobiety. W przypadku małoletniej lub kobiety ubezwłasnowolnionej całkowicie wymagana jest pisemna zgoda jej przedstawiciela ustawowego. W przypadku małoletniej powyżej 13. roku życia wymagana jest również pisemna zgoda tej osoby. W przypadku małoletniej poniżej 13. roku życia wymagana jest zgoda sądu opiekuńczego, a małoletnia ma prawo do wyrażenia własnej opinii. W przypadku kobiety ubezwłasnowolnionej całkowicie wymagana jest także pisemna zgoda tej osoby, chyba że na wyrażenie zgody nie pozwala stan jej zdrowia psychicznego. W razie braku zgody przedstawiciela ustawowego do przerwania ciąży wymagana jest zgoda sądu opiekuńczego”. Jak widać ustawodawca nie zauważa konieczności przyznania ojcu jakiegokolwiek wpływu na podejmowaną decyzję, choćby nawet konsultacji z nim. Co więcej, nie przewidziano nawet obowiązku informacyjnego, na którego podstawie należałoby powiadomić ojca dziecka o podjętej decyzji.

Wyraz obowiązku władzy publicznej polegającego na wprowadzeniu należytej ochrony ojcostwa znajduje się już w art. 18. Konstytucji: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. Gwarancja ochrony i opieki została zadekretowana w rozdziale I Konstytucji RP, zawierającym podstawowe zasady, wokół których skonstruowano ustrój Rzeczypospolitej. Ochrona i równouprawnienie roli ojca wynika z tego, iż Konstytucja RP chroni rodzicielstwo. Nie przeczy temu wyodrębnienie macierzyństwa. Jest o to raczej podkreślenie szczególnej relacji pomiędzy kobietą a dzieckiem od momentu poczęcia (por. wyrok TK z 28 maja 1997 r., sygn. K 26/96; B. Banaszak, Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz, Warszawa 2009, s. 120) aniżeli nadanie macierzyństwu priorytetu względem ojcostwa w rodzinnych stosunkach prawnych. Przywołany tu już Bogusław Banaszak wskazuje expressis verbis: „Konstytucyjna ochrona rodzicielstwa oznacza objęcie nią zarówno macierzyństwa jak i ojcostwa, zarówno praw matki, jak i ojca”. Przeciwwagą dla tak sformułowanej tezy nie może być argument z prawa do prywatności wynikającego z art. 47 Konstytucji RP, który staje się podstawą wnioskowania wielu zwolenników prawa do tak zwanej aborcji na życzenie. Próbują oni bowiem udowadniać, że decyzja o postępowaniu wobec poczętego dziecka leży w obszarze prawa do prywatności kobiety ciężarnej. Podstawowy błąd tak pojmowanego prawa do prywatności tkwi w tym, że jego zwolennicy nie zauważają, iż Konstytucja chroni po pierwsze prawo do decydowania przez człowieka o swoim życiu osobistym – a zatem nie o życiu poczętego już dziecka – a po drugie wyraża także wolę ochrony życia rodzinnego. Tym samym, nawet w obszarze prawa do prywatności, w którym niektórzy chcieliby widzieć zupełną autonomię nawet od godności i prawa do ochrony życia, wskazano na konieczność ochrony życia rodzinnego.

Równouprawnienie ojca w podejmowaniu decyzji o istotnych sprawach dziecka znalazło swój wyraz w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, który w art. 93 § 1 stanowi: „Władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom”. Zawieszenie, ograniczenie lub pozbawienie władzy rodzicielskiej jednego z rodziców może nastąpić tylko dla dobra dziecka. Dobro dziecka jest podstawową kategorią, wokół której zbudowane zostało polskie prawo rodzinne. Na oparty na art. 93 § 1 kodeksu wniosek o równouprawnieniu ojca nie wpływa nawet dopuszczenie tezy, podnoszonej w doktrynie prawa rodzinnego, wedle której władza rodzicielska aktualizuje się dopiero z momentem urodzenia się dziecka. Nawet aprobując ten pogląd, należałoby dojść do wniosku, że również władza rodzicielska matki powstaje w tym momencie, a wcześniej matka ma zapewnić poczętemu dziecku warunki rozwoju, zaś do ochrony przyszłych praw dziecka w razie potrzeby można ustanowić kuratora. Nie próbuję tu oczywiście wskazywać związku między zagadnieniem władzy rodzicielskiej i przerywaniem ciąży – zaprzeczającej raczej istocie rodzicielstwa, niż ją realizującej –  wskazuję natomiast równoprawną relację między władzą ojca i władzą matki. Jeżeli zatem władzę rodzicielską ma matka, to ma ją także ojciec, chyba że – jak już wyżej zauważono – któreś z rodziców zostanie jej pozbawione ze względu na dobro dziecka.

Nasuwa się wniosek…

Niezrozumiałe jest zatem pozbawienie wpływu ojca dziecka na decyzję kobiety o przerwaniu ciąży, szczególnie w oparciu o przesłankę eugeniczną, kiedy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu” (artykuł 4a. ustęp 2. ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży). Warto zasygnalizować jeszcze inną możliwość, którą mogą wykorzystać ojcowie, a także inne osoby dla ratowania życia dziecka nienarodzonego, nawet wbrew woli matki. To, że przerwanie ciąży nie jest karalne w pewnych przypadkach, nie znaczy, że czyn ten przestał być bezprawny (por. wywiad z prof. A. Zollem w IMAGO nr 4/2011), a zatem wydaje się, że realne jest uniemożliwienie przerwania ciąży w oparciu o okoliczność wyłączającą karną bezprawność czynu (kontratyp) obrony koniecznej, polegający w tym wypadku na odparciu bezpośredniego, bezprawnego zamachu na życie dziecka poczętego.

Krzysztof Szczucki – doktorant na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, sekretarz redakcji Forum Prawniczego. Autor publikacji z zakresu prawa karnego, bioetyki, filozofii prawa.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

TAGI| ABORCJA, OJCIEC

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Tomasz
    13.12.2011 08:34
    Witam
    Nie jest to wcale takie niezrozumiałe (choć jest oburzające i niezgodne ze zdrowym rozsądkiem), jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że przepisy te to jeden z kroków lewacko-homoseksualnego lobby na drodze do zniszczenia ojcostwa - zarówno tego ludzkiego, którego przedstawicielem i podmiotem jest mężczyzna, jak i Ojcostwa boskiego, którego podmiotem jest Bóg Ojciec.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama