Czołgi na ulicach

Nasza Droga 24/2011

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku władze PRL, uderzając w ruch „Solidarności”, wprowadziły stan wojenny. Tego dnia w obozach internowania uwięziono ponad 3 tys. osób (przez cały 1982 internowano 9737 osób). Bezprawie wojskowego reżimu dotknęło miliony Polaków, również tych niezaangażowanych politycznie, zwykłych ludzi. Zmarnowano nadzieje całego pokolenia. W tym roku obchodzimy 30. rocznicę tych wydarzeń.

 

Fala strajków, jaka przetoczyła się przez kraj latem 1980 roku, z której narodziła się „Solidarność”, zmieniła Polskę nieodwracal­nie. Doświadczenie wolności i wiara, iż działając razem można wie­le zmienić, zderzyły się z komunistyczną rzeczywistością i całkowi­cie ją obnażyły. Skupiająca prawie 10 milionów członków NSZZ „Solidarność”, a wokół niej organizacje rolników, studentów, sto­warzyszenia twórcze, artystyczne, naukowe, akademickie, wybie­rające w sposób demokratyczny swych przedstawicieli obnażały całkowicie fasadowość i fikcję komunistycznej ideologii. Pozosta­wała zatem jedynie przemoc. Pokusa jej użycia dla zdławienia wolnościowych aspiracji społeczeństwa towarzyszyła komuni­stom od samego początku narodzin „Solidarności”. Już wtedy przygotowano pierwsze plany jej siłowej pacyfikacji. Determinacja i skala robotniczych protestów latem 1980 roku uniemożliwiła jej przeprowadzenie. Dopracowywano ją przez następne 16 miesięcy – za zasłoną poro­zumienia i rozmów ze społeczeństwem. Pierwsze listy osób prze­znaczonych do internowania powstały już w październiku 1980 – kilkanaście miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego.

Po 13 grudnia wojskowy reżim zawiesił podstawowe swobody obywatelskie, co określał „Dekret o stanie wojennym”. Komuniści zmilitaryzowali służby łączności, komunikację kolejową i drogową, energetykę, górnictwo, porty oraz ponad stu wielkich zakładów pracy. Wprowadzili także zakaz poruszania się po kraju bez specjalnych zezwoleń oraz „zakaz przebywania w miejscach publicznych” oraz godzinę milicyjną od 22.00 do 6.00. Wprowadzono cenzurę korespondencji, zakazano opuszczania miejsc zamieszkania, zakazano działalności „Solidarności” robotniczej i rolników (rozwiązane 8 października 1982), Niezależnego Zrzeszenia Studentów (rozwiązane 5 stycznia 1982) oraz stowarzyszeń twórczych (jako pierwsze rozwiązano Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich 19 marca 1982). Zawieszono wydawanie prasy z wyjątkiem dzienników PZPR i „Żołnierza Wolności” (w kilku miastach ukazywały się wspólne wydania lokalnych gazet), wiele tytułów zlikwidowano, dziennikarzy poddano weryfikacji – zwolniono 1200 z nich, a tysiąc zdegradowano. Weryfikacje przeprowadzano także wśród kadry kierowniczej, nauczycieli, na wyższych uczelniach (w 1982 roku odwołano 20 rektorów).

Otoczone kopalnie

W proteście przeciwko stanowi wojennemu wybuchły strajki w największych zakładach. Najszerszy zasięg miały protesty na Górnym Śląsku, gdzie stanęło ponad 50 zakładów, w tym 25 kopalni.  W wielu z nich skończyły się one dopiero po pacyfikacji ZOMO. W kopalniach „Manifest Lipcowy” („Zofiówka”) w Jastrzębiu-Zdroju i „Wujek” w Katowicach milicja użyła broni palnej.

W Jastrzębiu, gdzie pracę przerwały wszystkie miejscowe kopalnie, górnicy zgłosili trzy postulaty: „1) zawieszenie stanu wojennego, 2) zwolnienie wszystkich internowanych działaczy związku i zapewnienie wszystkim członkom NSZZ „S” pełnego bezpieczeństwa, 3) przybycie do KWK „Manifest Lipcowy” przewodniczącego Regionu Śląsko-Dąbrowskiego Leszka Waliszewskiego obojętnie w jakim stanie jest”. Pacyfikacje rozpoczęły się we wtorek, 15 grudnia. Informacje, że milicja rozbija „Jastrzębie” i „Moszczenicę” już dotarły przed południem Był to dzień wypłaty, więc na kopalnie przyjechali nawet ci, którzy nie strajkowali. Milicja uderzyła, rzucając gazy łzawiące i bijąc wszystkich zgromadzonych w cechowni, ludzie będąc w szoku,  uciekali nawet kilka kilometrów bez butów, mimo mrozu – takie informacje dotarły do „Manifestu”.

Górnicy postanowili, że będą się bronić. Ktoś trzymał gaśnicę, inny wąż z wodą, przed bramą postawiono przyczepę. Tymczasem przed kopalnią gromadziły się coraz to nowe jednostki milicji. Przed południem czołg rozbił bramę, za nim weszli zomowcy i rozpoczął się ostrzał gazami łzawiącymi. Górnicy podnosili puszki i odrzucali. Nagle zza zomowców wyskoczyła grupa milicjantów – strzały zostały oddane z biodra. Ludzie schylili się i padli na kolana, sekundę później z okrzykiem „hurra” ruszyli do przodu. Znów rozległy się strzały i wtedy kilka osób osunęło się na ziemię. Jednym z trafionych był Czesław Kłosek. Wystrzelony na wprost pocisk, trafił górnika w brodę, zmienił tor i przebił szyję zatrzymując się w kręgosłupie. W kolejnych operacjach nie udało się kuli wydostać, Kłosek cudem uniknął śmierci i paraliżu. Nikt nie zginął, rannych zostało kilku górników. Pluton specjalny MO strzelał w „Manifeście Lipcowym” trzy razy. „Odrzucaliśmy puszki z gazem łzawiącym, gdy nagle zza zomowców wyskoczyła grupa milicjantów. Usłyszeliśmy suche trzaski i kule przeleciały ze świstem nad naszymi głowami. Rannych zanieśliśmy do punku opatrunkowego, gdzie szybko całą podłogę zalała krew. Nie było lekarzy. Pielęgniarki plastrem zaklejały rany postrzałowe brzucha. Gdy poprosiliśmy jednego z oficerów milicji, aby sprowadzał pomoc lekarską, odpowiedział krótko: sp…! Karetki przyjechały po czterdziestu minutach, to, że nikt nie zginął, było cudem” – zapamiętał Leopold Sobczyński, jeden z uczestników strajku.

„Idą pancry na »Wujek«”

Zabici padli następnego dnia w kopalni „Wujek”, gdzie milicja zastosowała identyczną taktykę jak w Jastrzębiu. Do górników dotarły informacje, w jaki sposób  rozprawiano się ze strajkującymi w pobliskiej kopalni „Staszic” 15 grudnia. Postanowili się bronić. Milicja rozpoczęła atak 16 grudnia przed południem od pacyfikacji za pomocą armatek wodnych i gazów łzawiących zebranych przed kopalnią w większości kobiet i dzieci. „Powoli nadjeżdżają czołgi. Kobiety tarasują ulicę. Kilka kładzie się wprost pod gąsienice sunącego pojazdu. Czołg zatrzymuje się. Po chwili jednak rusza i przebija się przez kordon kobiet. Kobiety leżące na ziemie zostały zmyte sprzed czołgów strumieniami wody z armatki wodnej. Czołgi otaczają kopalnię. Kobiety wieszają na lufach różańce”. Przez wyrwane w murze otwory wkroczyły setki zomowców, ale początkowo zostali wyparci. Rannych, lekarzy, pielęgniarki zomowcy wyciągali z karetek i bili. W czasie kolejnego ataku pluton specjalny użył broni palnej, strzelając z odległości 20-30 metrów. Kule trafiały w głowy, klatki piersiowe, a nawet plecy, zabijając 9 górników. Najmłodszy z nich, 19-letni Andrzej Pełka, umierał ze słowami „mamusiu ratuj!”. Wraz z nim zamordowani zostali: Józef Czekalski, Krzysztof Giza, Ryszard Gzik, Bogusław Kopczak, Zenon Zając, Zbigniew Wilk, Jan Stawisiński, Joachim Gnida. Tragedia w kopalni Wujek wstrząsnęła Polską, było to dokładnie w rocznicę Grudnia 1970 na Wybrzeżu. Po jedenastu latach Polska Zjednoczona Partia Robotnicza znów strzelała do robotników.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama