Skazani na gaz

Niedziela 51/2011

Już dziś jest ponad 40 rozporządzeń i dyrektyw europejskich, które mogą hamować wydobycie polskiego gazu łupkowego. Są to rozmaite akty prawne wpływające na wydłużenie procedur administracyjnych, podczas gdy tu potrzebna jest szybka ścieżka wydawania koncesji.

 

Historia polskiej bajki o łupkowym gazie zapowiada się burzliwie. Co przyniesie nam „rewolucja gazowa”? – to mocne pytanie podnieca przede wszystkim polityków, którzy już dziś gotowi są zapowiadać szansę na zahamowanie spowolnienia gospodarczego, bezpieczeństwo emerytur dla naszych dzieci i wnuków, likwidację deficytu budżetowego państwa. Eksperci w dziedzinie energetyki i gospodarki są ostrożniejsi w szacowaniu profitów, jednak podkreślają największy zysk, czyli uniezależnienie się Polski od coraz droższego dla nas gazu rosyjskiego. W Polsce tzw. zasoby wydobywane gazu łupkowego szacuje się na 1-5 bln m3. Najistotniejsze jest to, że nawet najmniejsza z przypuszczalnych wielkości wydobycia przekracza kilkakrotnie poziom krajowej konsumpcji gazu.

Zbijanie polskiej gorączki gazowej

Polska jest dziś krajem zdecydowanie największej aktywności poszukiwawczej na świecie (poza USA i Kanadą). Już kilka lat temu światowy przemysł naftowy docenił potencjał polskich złóż łupkowych. Doświadczyliśmy gorączki gazowej. W ciągu minionych 3 lat większość obszarów gazonośnych została pokryta koncesjami poszukiwawczymi. Na podstawie odwierconych już 14 otworów można zakładać optymizm, żeby jednak mieć bardziej pewny obraz zasobów, trzeba wykonać ok. 150-200 wierceń.

Aby nastał w Polsce „złoty wiek gazu”, należy przygotować złotą technologię, sprostać wyzwaniom ekologicznym oraz przede wszystkim zapewnić znakomitą organizację – administracja kraju musi sprawnie przygotować i nadzorować wydobycie tego „złota”. Z pewnością potrzebne są odpowiednie regulacje prawne.

Pojawiają się uzasadnione obawy, że na polskich regulacjach prawnych może się odcisnąć prawo UE, ograniczając swobodne korzystanie Polski ze swego bogactwa, że UE będzie chciała minimalizować lub wręcz uniemożliwić wydobycie polskiego gazu łupkowego. Na niedawno odbytej w Krakowie konferencji dotyczącej rozwoju infrastruktury gazowej komisarz UE ds. energii Günther Oettinger zaprzeczył pogłoskom, jakoby ta kwestia miała stać się przedmiotem regulacji europejskich, ale tak naprawdę nie wiadomo, jak sytuacja dalej się potoczy... Jak mówi eurodeputowany Konrad Szymański, choć traktat europejski wyłącza w tej sprawie kompetencję UE, to specjalnie tworzone prawodawstwo wtórne, zwłaszcza wokół ochrony środowiska, może znacząco wpłynąć na opłacalność wydobycia gazu łupkowego w Polsce.

Już dziś jest ponad 40 rozporządzeń i dyrektyw europejskich, które mogą hamować wydobycie polskiego gazu łupkowego. Są to rozmaite akty prawne wpływające na wydłużenie procedur administracyjnych, podczas gdy tu potrzebna jest szybka ścieżka wydawania koncesji. Konrad Szymański podkreśla, że największych niespodzianek i utrudnień można się spodziewać ze strony europejskiego lobby ekologicznego, które zapewne zostanie poparte przez obecny gazowy monopol oraz przez silne w Europie lobby odnawialnych źródeł energii. Ochrona środowiska może stać się wygodnym argumentem przeciw gazowi łupkowemu, nawet pretekstem do rezygnacji z jego wydobycia. Bo gra toczy się w istocie nie o środowisko naturalne, lecz o gigantyczne pieniądze, które ktoś może stracić. Polska powinna więc już dziś robić wszystko, aby uniknąć tych „blokad”. Wydaje się, że polscy politycy są w tej sprawie wyjątkowo zgodni. Pozostaje tylko naświetlenie powagi problemu polskiemu społeczeństwu, które może być poddawane rozmaitym wpływom i swoimi lokalnymi blokadami wesprzeć konkurencję Polski.

Wyciskanie pieniędzy ze skał

Wielką niewiadomą zarówno dla inwestorów, jak i dla polityków jest kwestia ekonomiczności wydobycia gazu łupkowego. Bardzo trudno jest dziś określić tzw. ekonomiczne zasoby – czyli te, które będą mogły być wydobywane w celu opłacalnej sprzedaży. Zadecyduje o tym przede wszystkim siła restrykcji ekologicznych oraz wielkość popytu na bliższych i dalszych rynkach.

Politycy dziś rządzący chętnie widzieliby w gazie łupkowym żyłę złota, tymczasem potencjalni inwestorzy pytają, czy wydobycie tego gazu w Polsce w ogóle będzie opłacalne. Dziś nikt – nawet firmy poszukiwawcze – nie potrafi dać wiążącej odpowiedzi. Analizujący sprawę specjaliści, ekstrapolując z doświadczeń amerykańskich, zakładają, że jeżeli nawet koszty wydobycia będą 1,5 raza wyższe niż w Ameryce, to i tak produkcja może być opłacalna.

W prace poszukiwawcze zaangażowało się kilkadziesiąt zagranicznych firm i dwie rodzime – PGNiG oraz Orlen, mające ok. 20 proc. terenu koncesyjnego. Na początku pojawił się zarzut, że koncesje na poszukiwania oddano za bezcen, teraz minister finansów już zaciera ręce i zapewne liczy, że z gazu, który nie został jeszcze wyciśnięty ze skał, da się wycisnąć spore pieniądze dla ratowania finansów państwa...

Specjalista z Państwowego Instytutu Geologicznego Paweł Poprawa oblicza, że zakładając koszt produkcji na poziomie ok. 300 dolarów z 1000 m3, cenę zbytu – ok. 370 dolarów, a opodatkowanie – ok. jednej trzeciej zysku, co roku mielibyśmy przychody fiskalne rzędu kilku miliardów zł. To poziom minimum. Planując podatki napędzane chęcią załatania dziury budżetowej, trzeba jednak przede wszystkim zadbać o to, aby nie wystraszyć inwestorów. Oczywistą sprawą jest, że ze stworzeniem przejrzystego prawa w tej mierze nie należy ani zwlekać, ani też tworzyć go w popłochu, i jak to zazwyczaj u nas bywa – byle jak, z licznymi furtkami, ponieważ potencjalni wydobywcy – a są wśród nich firmy z czołówki światowego sektora naftowego – liczą przede wszystkim na przewidywalność i stabilność swych interesów. Muszą wszak podjąć decyzję o wejściu do Polski na 20-30 lat (taki jest horyzont czasowy eksploatacji złoża).

Odpowiedź na pytanie, w jaki sposób Skarb Państwa, obywatele mają czerpać korzyści, nie jest dziś w Polsce łatwa. Dotąd nie ma bowiem na świecie systemu podatkowego stworzonego specjalnie dla wydobycia gazu łupkowego. Wykorzystuje się te obowiązujące w całości działalności wydobywczej. Oprócz zwykłego podatku dochodowego państwa tworzą jeszcze specjalny podatek od dochodów od działalności wydobywczej – stawka waha się od 30 do 50 proc. W Kanadzie i USA wszyscy wydobywcy płacą tzw. royalty, opłatę zależną od wartości wydobycia, która uwzględnia nie dochód, lecz wartość wydobywanego surowca. Niezłym rozwiązaniem jest partycypacja państwa w spółkach wydobywczych – państwa powołują specjalne spółki, które są udziałowcami w prywatnych spółkach wydobywczych.

Zdaniem wielu specjalistów, budując nasz system fiskalny, powinniśmy wykorzystać wzory stosowane w Kanadzie Zachodniej, gdzie gospodarka najbardziej przypomina europejską.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama