Misterium oczekiwania

Sygnały Troski 12/2011

Sztuka oczekiwania. Czar i piękno oczekiwania. Tęsknota i spełnienie w oczekiwaniu. Kto z nas zna smak, treść, a przede wszystkim sens oczekiwania? Dlaczego boimy się czekać? Nie boimy się? Czyżby? Jeśli nie boimy się czekania, dlaczego co chwilę dźwięczą dzwonki naszych telefonów komórkowych, przepełnione wiadomościami są nasze skrzynki mailowe, ciągle obciążone komunikatory internetowe i wszelkie inne formy szybkiej komunikacji?

 

Boimy się czekać, bo lękamy się tajemnicy, tego, co może się zdarzyć poza naszą kontrolą i bez nas. A liturgiczny Adwent jest w całości poza naszą kontrolą. Tajemnicy przychodzenia Boga nie możemy sami stworzyć, spreparować, wymyślić, określić czy wyznaczyć jej sposobu zaistnienia w tym świecie. Bóg przychodzi w tajemnicy swojej miłości, której my w żaden sposób nie tworzymy, ale jesteśmy zaproszeni do wzięcia w niej udziału. Udziału, który stanie się naszym szczęściem, spełnieniem i sensem.

W Adwent, jak w każdą inną tajemnicę i misterium, nie można wbiec. Nie można się w nim rozpychać łokciami i krzykiem. W misterium oczekiwania na Boga można wejść tylko w ciszy i w poddaniu się prawom oczekiwania. I to nas napawa lękiem, bo nagle to, co dla naszych przodków było znane i szczęściodajne, dla nas coraz częściej jest dalekie i obce. Aby wejść w to, co obce i dalekie, trzeba wyciszyć swój lęk. Może dlatego czytając Ewangelię, wielokrotnie słyszmy słowa: „Nie lękaj się!”.

Adwentu i związanego z nim misterium oczekiwania nie trzeba się lękać, bowiem to, co on może w nas wnieść i czym w nas zaowocować, jest piękne i dobre. A piękno i dobro zawsze rodzi w człowieku pokój serca, poczucie spełnienia, szczęścia i takiego odpoczynku duszy, który może dać tylko obcowanie z Bogiem. Dawne, często zapomniane przez nas zwyczaje adwentowe w to doświadczenie chcą nas wprowadzić.

Adwent uczy nas ciszy.  Cisza zaś prowadzi do spotkania z samym sobą w obliczu Boga. To ważne, bo coraz częściej nie mamy w sobie przestrzeni na spotkanie z sobą, a już na pewno najtrudniej spotkać nam się z sobą w obliczu Boga. Takie spotkanie ma w sobie smak i wartość adwentowego wołania św. Jana Chrzciciela, który z jednej strony wołał o nawrócenie i budził ludzkie sumienia, a z drugiej strony natychmiast pokazywał drogę wyjścia z grzechu, jaką jest sam Jezus Chrystus.

Adwent przez Msze święte roratnie wprowadza nas w misterium tajemnicy wiary. Wiary, której przewodzi Maryja. Ona, która do końca zawierzyła, może uczyć nas wyciszać nasze skołatane serca ufnością, że dla Boga i w naszym życiu nie ma nic niemożliwego.

Adwent uczy nas oczekiwania. Prawdziwe adwentowe oczekiwanie nie ma w sobie nic z gorączkowości zakupów i szukania wytrawnego menu na wigilijny stół. Jest oczekiwaniem na spotkanie z Osobą, którą kocham i którą chcę obdarować sobą - swoją miłością gorącą, piękną, czystą, delikatną. Może dlatego adwentowy wieniec powoli jest rozświetlany delikatnym płomykiem czterech świec, bo miłości uczymy się powoli, wygaszając w nas to, co zrodzone z egoizmu, by rozświetlać nasze czyny mogła prawdziwa miłość.

Wszystko, co piszę to teoria? Żadną miarą. A jeśli ktoś myśli że to tylko teoria, niech sam odpowie sobie na pytanie: „Gdzie obecnie człowiek może nauczyć się prawdy o sobie, doświadczyć miłości, która jest większa od ludzkich słabości, być wyzwolonym z tego, co od wewnątrz zniewala i pęta, mieć pokój w sercu i wnętrze prawdziwe gotowe na to, by stać się domem dla innych?”. Tak owocuje dobrze przeżyty Adwent. Pod warunkiem że pokonamy w sobie lęk przed tym, co zdaje się być tylko tradycją i teorią, i podejmiemy wysiłek wejścia w misterium oczekiwania.

 


 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama