Polujemy na łabędzie. Polacy na emigracji

Przegląd Powszechny 12/2011

W 2010 roku z kraju wyjechało 120 tysięcy osób, głównie do pracy. Czy można mówić o „drugiej fali emigracji”? Jakie sieci społeczne tworzą Polacy? Czy „polskie piekiełko” przenosi się za granicę?

 

Strony internetowe z ogłoszeniami takie jak angolia.co.uk są takim trochę barometrem kondycji polskich emigrantów. Znajdziemy tam oferty przewozu osób z lotniska, oferty pracy i anonse towarzyskie. Pojawiają się informacje o Polakach zaginionych w Wielkiej Brytanii. Jest też zakładka „Oszukany / czarna lista”; osoby pokrzywdzone w różny sposób mogą się poskarżyć na pracodawcę niepłacącego wynagrodzenia, na mechaników, którzy niszczą samochody, zamiast je naprawiać, na nieuczciwych lekarzy oraz wszystkich innych oszustów i wyłudzaczy pieniędzy.

Robimy się w konia

O pracy dowiesz się wszystkiego, co najpiękniejsze, ale jest to tylko teoria – czytam w jednym ze zgłoszeń nadużycia z „czarnej listy” (w cytatach poprawiam lekko pisownię i redukuję liczbę wykrzykników). – Pierwszy tydzień głaskanie po główce. W drugim dostajesz już batem i do pracy. Szantaż! Zachęcać cię będzie do tej pracy pani o miłym głosie, tak miłym, że mogłaby prowadzić sekstelefon! Jednak czar szybko mija i zanim się obudzisz, jesteś już w obozie pracy!

Drugie: Uwaga na chłopaka o imieniu Darek, 30 lat, dobrze zbudowany, który zajmuje się kolportażem ulotek i gazet. Jest to osoba, która zabiera z wcześniej umówionego miejsca osoby do pracy, a na koniec nie płaci im. W wyjątkowych sytuacjach za 8 przepracowanych godzin zapłaci jak za 2 godziny to jest 8 funtów, nie można zrobić sobie żadnej przerwy na śniadanie, z toalety też nie ma gdzie i jak skorzystać. Naprawdę uważajcie na tego frajera, szkoda waszego czasu i zdrowia.

Ktoś inny chciałby się rozprawić ze złodziejami papierosów: Czy naprawdę nikt nie wie, gdzie mieszkają frajerzy z czerwonego vana Nissan Vanette, którzy kupują i sprzedają fajki? 90 procent tych fajek jest z rozbojów! Ludzie dajcie namiar na nich! Wystarczy numer rejestracyjny ich wypłowiałego, oszklonego gruchota lub miejscowość, gdzie przebywają, a my zrobimy z nimi porządek, żeby już nikogo nie oszukali i nie pobili, to dla dobra wszystkich Polaków, piszcie!

Pewna kobieta przestrzega przed kupowaniem w polskim sklepie mięsnym: Jesteśmy robieni w konia. Po smaku i wyglądzie żeberek, karkówki i kurczaka ocenia, że właściciel sklepu kupuje mięso w angielskim supermarkecie, by potem sprzedawać je Polakom – jako polskie – po zawyżonej cenie.

Patologia i syf! Będziecie bite i gnębione psychicznie – ostrzegają się nawzajem prostytutki. – Ciągłe chlanie i awantury, wiec jeśli już decydujecie się na taką pracę, to uważajcie na tych typów! Tatuś i syn gówno wiedzą o tym biznesie. Każde laski uciekają w przeciągu 1-2 tygodni. Wszędzie tylko nie tam! Ciecie i tyle. Buźka:*

Prawie wszystkie skargi dotyczą Polaków. Polskie piekiełko przeniosło się na Wyspy – śmiać się czy płakać? – komentuje bloger Emigrant (emigrant-uk.blogspot.com).

Liczby

Główny Urząd Statystyczny opublikował w październiku „Informację o rozmiarach i kierunkach emigracji z Polski w latach 2004 – 2010”. Mówi w niej, na ile szacuje liczbę mieszkańców Polski przebywających czasowo za granicą. To znaczy takich, którzy wyjechali, często wiele lat temu, jednak ale nie wymeldowali się z miejsca stałego pobytu w Polsce w związku z wyjazdem na stałe. Nadal właśnie w Wielkiej Brytanii jest takich osób najwięcej.

Szacuje się, że w końcu 2010 roku poza granicami Polski przebywało czasowo blisko dwa miliony (1 990 tysięcy) Polaków. W Europie 1 690 tysięcy osób, z których większość – około 1 615 tysięcy – przebywała w krajach członkowskich Unii Europejskiej. A już tylko wewnątrz Unii najwięcej osób było w Wielkiej Brytanii (565 tysięcy), Niemczech (456 tysięcy), Irlandii (119 tysięcy) oraz Niderlandach (108 tysięcy).

Polacy wyjeżdżają najczęściej do pracy, więc wielkość emigracji zależy od otwarcia się na nich zagranicznych rynków pracy oraz od sytuacji gospodarczej krajów przyjmujących. Od wejścia Polski do Unii możemy obserwować skokowe wzrosty liczb emigrantów. Pod koniec 2004 roku, zaraz po rozszerzeniu Unii o Polskę i dziewięć innych państw, naszych emigrantów było w Unii 750 tysięcy; dwa lata później – ponad dwa razy tyle. W Hiszpanii z 44 tysięcy w 2006 roku liczba ta skoczyła w 2007 roku do 80 tysięcy. Odpowiednio w Niderlandach: z 55 tysięcy do 98. W Irlandii w latach 2004-2007 szło jak burza: 15, 76, 120, do 200 tysięcy. W Wielkiej Brytanii liczba 150 tysięcy w 2004 roku w kolejnym roku się podwoiła (340 tysięcy), a w 2007 roku polskich emigrantów na Wyspach było już 690 tysięcy. W Niemczech ta liczba wzrastała z 294 tysięcy w 2002 roku do 490 tysięcy w 2008. Szacuje się, że w latach 2004-2007 liczba emigrantów czasowych w ogóle wzrosła z miliona do blisko 2,3 miliona osób (2 270 tysięcy) i osiągnęła tym samym najwyższą wartość.

Warto zauważyć, że część Polaków jako cel wyjazdu obiera także kraje europejskie nienależące do Unii Europejskiej. Liczba Polaków mieszkających czasowo w Norwegii wzrosła od 2007 do 2010 roku z 36 tysięcy do 46. Polacy zaczynają też stawiać na Szwajcarię, która jest w dobrej sytuacji gospodarczej, ma niskie bezrobocie, za to wysoki kurs franka.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama