Mroczny i współczujący Goya

Życie duchowe 4/69/2011

Artyści filozofujący, politykujący, prorokujący, ostrzegający i dający recepty na bolączki współczesności – w taki czy inny sposób – wydają się dziś oczywistością. Bywa, że swoje poglądy dotyczące otaczającej rzeczywistości przedstawiają za pomocą mediów. Regułą zaś staje się prezentowanie ich we własnej twórczości.

 

Niełatwo pisać o ludzkich przywarach, bo nawet jeśli mówimy o nich na podstawie literatury czy sztuki, zawsze pozostaje świadomość, że w jakieś mierze dotyczą one także nas samych. Jeszcze trudniej pisać uczciwie o śmierci, morderstwach, wojnach i rozlewie krwi. Uczciwie, czyli zakładając konieczność przyznania, że i autor dzieła, i jego odbiorca w obliczu wojny mógłby stać się bestią. Trudność w tym przypadku wiąże się także z faktem, że temat okrucieństwa, śmierci i wojny – przez upowszechnienie go w mediach – już dawno został zbanalizowany i strywializowany.

Artyści filozofujący, politykujący, prorokujący, ostrzegający i dający recepty na bolączki współczesności – w taki czy inny sposób – wydają się dziś oczywistością. Bywa, że swoje poglądy dotyczące otaczającej rzeczywistości przedstawiają za pomocą mediów. Regułą zaś staje się prezentowanie ich we własnej twórczości.

Portrecista i dekorator

Drogę do artystycznej wolności utorował twórcom Francisco de Goya y Lucientes (1746-1828) – Hiszpan o szlacheckich korzeniach ze strony matki i pełen witalności odziedziczonej po ojcu, pochodzącym z prostego ludu złotniku. U progu swojej artystycznej kariery, około 1780 roku, Goya wniósł do europejskiego malarstwa rewolucyjne spojrzenie na modela. Choć dbał o precyzyjne oddanie kunsztownych strojów i symboli władzy, nie bał się ukazywać w spojrzeniu malowanej postaci jej duszy. Stąd niezbyt urodziwa hrabina Osuna na obrazie Goi pięknieje dzięki bijącemu z jej oczu intelektowi. Mąż hrabiny, w otoczeniu czwórki małych dzieci, jawi się widzom jako człowiek szlachetny. Takiej dobroci nie zobaczymy już jednak w oczach urokliwej skądinąd Marii Teresy Cayetany de Silva, księżnej Alba (prawdopodobnie ukochanej Goi), pozbawionej skrupułów królowej Marii Luizy czy bezmyślnego w gruncie rzeczy jej kochanka, wyniesionego na szczyty władzy Manuela Godoya.

Specjaliści wytykają Goi błędy w rysunku postaci czy sylwetkach koni. Jednak dla arcydzieł, do jakich należy portret rodziny królewskiej – obraz będący przenikliwym studium psychologicznym, posiadający niedościgłe walory malarskie – nie ma to znaczenia. Dzięki portretom, a wcześniej także malarstwu przygotowywanemu jako szkice do tapiserii, czyli tkanin służących do dekoracji ścian w pokojach Eskurialu (zespołu pałacowo-klasztorno-bibliotecznego pod Madrytem), od 1789 roku Goya zyskał pozycję malarza nadwornego, a co za tym idzie finansowe zabezpieczenie.

Dziś to właśnie portrety Goi są nam bardzo bliskie. Możemy je obejrzeć w Madrycie, w Museo Nacional del Prado. Dostępne są także ich liczne reprodukcje. Paradoksalnie jednak Goya niemal do końca XIX wieku znany był jako autor grafik wykonanych w technice akwaforty łączonej z akwatintą, które za temat miały ludzkie przywary i zbrodnie.

Malarz ludzkich przywar

Słynny cykl Goi zatytułowany Los Caprichos – Kaprysy (1796-1798), z równie słynną jego pierwszą kartą z napisem „Gdy rozum śpi, budzą się upiory”, artysta próbował intratnie sprzedać. Chętnych na kupno było jednak niewielu. Ponieważ zawierały one elementy krytyki postanowień Inkwizycji, niezwykle silnej w Hiszpanii, malarz zaczął poważnie się jej obawiać. Cykl rycin podarował więc królowi Karolowi IV. Monarcha na portretach Goi wygląda jak safanduła, prawdopodobnie jednak miał świadomość, że przyjmując dar Goi, wielkodusznie chroni artystę i jego dzieło.

Kilkanaście lat później powstają równie słynne grafiki z cyklu Okropności wojny (Los Desastres de la guerra). Według nowych badań artysta tworzył je w latach 1810-1823. Są one zapisem krwawych dziejów wojen napoleońskich trwających na terytorium podbitego przez Francuzów Półwyspu Pirenejskiego w latach 1808-1814. W całości grafiki te wydano wiele lat po śmierci artysty. Wraz z Kaprysami rozsławiły one imię Goi. Pokazały bowiem to, co dotąd stanowiło tabu: wojna może wyzwolić w człowieku najniższe, mordercze instynkty, nie tylko u agresora, ale i u ofiary. Agresor może zachować człowieczeństwo, a zabicie w walce przeciwnika nie oznacza pastwienia się nad nim. Niestety, hiszpańska rzeczywistość w początkach XIX wieku była inna. W Okropnościach wojny Goya pokazał odrzucenie ludzkich odruchów: brak współczucia, znęcanie się nad ofiarą, budzenie się w tych ostatnich bestii.

KaprysyOkropności wojny, a także PrzysłowiaSzaleństwa mówią o naturze ludzkiej w czasach pokoju i w czasach wojny. Są uniwersalne, dotyczą bowiem spraw zawsze aktualnych. Gdyby Goya gorąco wierzył w Boga, być może wspomnianą kartę tytułową w Los Caprichos podpisałby: „Gdy człowiek odrzuca Boga, staje się potworem”. Jednak, jak wynika ze źródeł, nie był gorliwym katolikiem. Dla niego, zgodnie z ideami francuskiego oświecenia, wartością nadrzędną był rozum. W nim widział boga zdolnego ujarzmić skłonną do wynaturzeń ludzką naturę.

Kaprysy

Nazwa Kaprysy niesie z sobą posmak ironii i żartu, jednak same grafiki śmiechu nie wywołują, raczej zdegustowanie, a nawet przerażenie. W znacznej części występujące tu postaci przybierają zwierzęce kształty. To kpina z różnych przywar ludzkiego charakteru, ale przede wszystkim przekonanie o jakimś ogólnym odczłowieczeniu. Bohaterami grafik są na przykład głupota i pazerność. Goya przedstawił je jako lekarzy o wielkich oślich głowach przyglądających się pacjentowi, któremu upuszczają krwi. Ta „lecznicza” metoda jest parawanem dla ich niewiedzy. Oni sami – jak głosi napis towarzyszący grafice – zastanawiają się, na co umrze ich pacjent. Oczywiście nie zapomną też o odebraniu zapłaty za swe usługi. Ironia miesza się tu ze zgrozą.

Pesymizm Goi w spojrzeniu na rzeczywistość wypływał także z ciężkiej choroby, na którą artysta zapadł u szczytu kariery i w wyniku której stopniowo tracił słuch. Z każdym dniem czuł się coraz bardziej samotny. Zgorzknienie z powodu braku szans na pełne wyzdrowienie wyostrzało w nim potrzebę mówienia o złu natury ludzkiej i ukazywania tabu.

W katolickiej, ale sklerykalizowanej Hiszpanii problemem była ślepa wiara w nieomylność, dobroć i mądrość księży czy zakonników. Temat ten porusza grafika zatytułowana Co może zdziałać krawiec! przedstawiająca kobietę modlącą się do pustego habitu. Z pewnością grafika ta była – jakbyśmy powiedzieli dzisiaj – niepoprawna politycznie. Można tu odczytać aluzję do bezduszności kleru i egoizmu osób duchownych, a z drugiej strony do fanatyzmu i głupoty ludu, który zamiast do Boga, bezmyślnie modli się do pustych symboli. Ludu, który nie szuka prawdy, ale zadowala się tym, co podsuwają mu inni. W ten sposób daje sobą manipulować.

Z innych grafik tego cyklu wyziera groza, zwłaszcza z tych, na których mężczyźni i kobiety przybierają kształty czarowników albo straszydeł ucztujących podczas sabatu lub latających na miotłach. Te prymitywne wyobrażenia musiały przeniknąć głęboko świadomość Hiszpanów, skoro Goya zdecydował się utrwalić je w swoich pracach. Celem tej artystycznej publicystyki zdaje się pokazanie w sposób zawoalowany, że owe wiedźmy to obraz wynaturzeń ludzkiej duszy, ludzkiego wnętrza.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama