Ojciec Klimuszko - jasnowidz z Elbląga

List 1/2012

Mimo że znają się niemal od kołyski, chłopiec dopiero teraz zauważa na dłoni dziewczynki liczne i szpetne brodawki, które nabrzmiały od deszczu. Bez namysłu zrywa rosnące w pobliżu jaskółcze ziele i jego sokiem naciera dłonie dziewczynki.

Słoneczny lipcowy dzień. Dwoje dzieci zbiera w lesie poziomki. Są tak pochłonięte zabawą i rozmową, że nie zauważają nadciągającej burzy. Zaskoczone deszczem chowają się pod krzakiem. Ulewa jest jednak tak potężna, że nawet to nie chroni ich przed przemoknięciem. Mimo że znają się niemal od kołyski, chłopiec dopiero teraz zauważa na dłoni dziewczynki liczne i szpetne brodawki, które nabrzmiały od deszczu. Bez namysłu zrywa rosnące w pobliżu jaskółcze ziele i jego sokiem naciera dłonie dziewczynki. Po kilku dniach brodawki znikają bez śladu, a chłopiec zaczyna się zastanawiać, skąd przyszło mu do głowy, żeby sięgnąć akurat po to zioło

Chłopiec nazywał się Czesław Klimuszko. Deszczowa przygoda spotkała go w roku 1916, gdy miał 11 lat. Mieszkał wtedy w maleńkiej wsi Nierośno na Podlasiu. Rodzice, Wincenty i Zofia, byli niezamożni. Oprócz Czesia mieli jeszcze pięcioro dzieci, dwoje z nich wcześnie zmarło.

Czesław chodził jak inne dzieci z okolicy do szkoły powszechnej w Różanymstoku. Przed wyleczeniem dłoni małej Zuzi nie przejawiał specjalnego zainteresowania ani ziołami, ani przyrodą w ogóle. Wiele czasu spędzał jednak na spacerach. „Ciągnęło mnie do samotności, do lasów, do chmur" - wspominał potem. Dopiero po tamtym medycznym sukcesie zaczął przyglądać się kwiatom i ziołom. Nie umiał ich nazwać, ale wyraźnie czuł, że jedne są przyjemne, inne zaś odpychające. Nie ujawniał się jednak ze swoją wiedzą i umiejętnościami, bo bał się podejrzeń o znachorstwo.

Dopiero kilka lat później, już podczas nauki w gimnazjum w Grodnie, natrafił na podręcznik zielarski, w którym znalazł potwierdzenie swoich przeczuć. Rośliny, które promieniowały błogością, okazały się lecznicze, te zaś, z których emanowała nieprzyjemna energia, były trujące.

pierwsze widzenie
Do Grodna Czesław przyjechał w 1924 r. Tam spotkał o. Melchiora Fordona, bardzo energicznego i charyzmatycznego franciszkanina, cieszącego się ogromnym poważaniem wśród mieszkańców miasta. Ojciec Fordon znany był nie tylko ze swojej bezkompromisowości wobec władz carskich, ale też z oddania ubogim. Wspominano, że gdy zobaczył bosego żydowskiego żebraka, zdjął własne buty i ofiarował mu je. Być może młody Klimuszko zetknął się w tym czasie także z o. Maksymilianem Kolbe, który kierował wydawanym od 1922 r. w Grodnie „Rycerzem Niepokalanej". Zaledwie po roku nauki w grodzieńskim gimnazjum postanowił na piechotę wyruszyć do Lwowa, gdzie wstąpił do zakonu franciszkańskiego.

W tym czasie miało miejsce jeszcze jedno dziwne zdarzenie związane z koleżanką z dzieciństwa. „Pewnego dnia, dokładnie 2 lutego 1925 r., zjawiła się przed moim wzrokiem ducha scena niespodziewanej śmierci mojej koleżanki z lat dziecinnych, wspomnianej już Zuzi. Zobaczyłem cały przebieg jej umierania. Mieszkała ona wtedy bardzo daleko. Po kilku dniach otrzymałem wiadomość potwierdzającą moje widzenie" - wspominał Klimuszko po latach. Potraktował to jednak jako incydent.
W 1925 r. rozpoczął nowicjat w Kalwarii Pacławskiej. Tam otrzymał imię zakonne Andrzej. Po roku nowicjatu wrócił do Lwowa, by skończyć naukę w gimnazjum. O ile nauki humanistyczne przyswajał z łatwością, o tyle matematyka była dla niego udręką. Przeżywał boleśnie swoje szkolne porażki, a po latach żartował, że Gimnazjum X we Lwowie nie zanotowało w historii ucznia bardziej tępego w matematyce niż on. Natomiast jego zainteresowania związane z ziołolecznictwem wpisy¬wały się bardzo dobrze we franciszkańskiego ducha umiłowania przyrody. Podobnie jak jego szczególna - jak wspominają zakonni współbracia - wrażliwość na cierpienie drugiego człowieka. Gdy pytano go o to, kim jest, do końca życia odpowiadał: „Kapłanem zakonu św. Franciszka". Święcenia kapłańskie otrzymał 6 maja 1934 r. w Krakowie. Przez kilka następnych lat mieszkał i posługiwał w różnych klasztorach: w Gnieźnie, w Wilnie, w Łagiewnikach koło Łodzi oraz w Warszawie. W stolicy został aż do wybuchu wojny.

poza granice świadomości
W ostatnią sierpniową noc 1939 r. o. Klimuszce przyśnił się dziwny sen. Przed jego oczyma przesuwały się sceny bitew. Widział rozstrzeliwanych polskich żołnierzy i ludzi uwięzionych w obozach zagłady. Na koniec ukazał mu się zakrwawiony polski oficer i pokazał mu, jak wojska nazistowskie niszczą całą Europę. Ojciec Andrzej potraktował to jak senny koszmar, ale z każdym niemal dniem wojny przekonywał się, że jego sen spełnia się na jawie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • siloam
    23.01.2012 02:12
    Tadek ma rację. To, że o. Klimuszko posiadał ten dar wcześniej o niczym nie przesądza. Znam osoby od małego obdarzone mocami i wiedzą, które dopiero później okazały się pochodzić od złego ducha. Cała dalsza aktywność o. Klimuszki i jego wejście w ezoterykę co najmniej stawia pod znakiem zapytania źródła jego wiedzy. Dobre drzewo nie może rodzić dobrych owoców. Św. Hildegarda również zajmowała się zielarstwem, ale nie ezoteryką.
  • Teotym
    14.02.2012 01:32

    Katechizm Kościoła Katolickiego:

    2116 Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem - połączonym z miłującą bojaźnią - które należą się jedynie Bogu.

  • anek
    15.02.2012 09:00
    Proszę o usunięcie tego artykułu z portalu Wiara.pl, lub umieszczenie poniżej rzetelnej oceny działalności o.Klimuszki. Oceny zgodnej z nauką Kościoła, która zakazuje jasnowidztwa i ezoteryki.
  • dooobra
    12.04.2012 08:49
    Przytoczone tu cytaty z Katechizmu i straszenie ezoteryką jest zwykła manipulacją.
    Ani Ojciec Klimuszko ani jego dzialność w żaden sposób nie zostali przez Kościół potępieni, odrzuceni. Framciszkanie też nie odcinają się od tej postaci - w 2004 r. stworzyli w Elblągu Izba jego Pamięci.
    Wszystkim oburzonym radzę, by spróbowali przeczytać ksiązki KLimuszki w kontekscie czasu, w którym powstawały. KLimuszko nie miał dostępu do literatury ani do naszej wspólczesnej wiedzy o psychologii, parapsychologii, ezoteryce... Doświadczał czegoś, czego sam nie rozumiał i ksiązki, zwłasazcza "moje widzenie świata", są wyraźnym świadectwem jego prób nazwania tego, ujęcia w jakieś ramy. Ponieważ trafił akuratnie na literaturę parapsycholgiczną - która wtedy była bardzo popularna i wcale nieodrzucana przez Kosciół - używał tego języka do nazwania swoich doświadczeń. Jak przyznawał - z marnym skutkiem.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama