Sedno sprawy - tertium datur

Ethos 95/3/2011

Istotny dla ks. Tadeusza Stycznia, ucznia Karola Wojtyły–Jana Pawła II – powtórzmy po raz trzeci rzecz fundamentalną – jest w chrystologii nieredukowalny związek teologii z antropologią

 

 

(fragm. art. ze str. 230-232) 

Styczeń jest mistrzem gatunku literackiego, który poza jego pismami nie ma właściwie dokładnego odpowiednika we współczesnej polskojęzycznej literaturze filozoficzno-teologicznej. To pewien rodzaj medytacji, która łączy w sobie jednocześnie rzetelny wymiar egzegetyczno-analityczny z niezwykłym poetyckim pięknem, prowadząc odbiorcę do oryginalnych, odkrywczych wniosków natury etyczno-moralnej, wniosków niekiedy „rekolekcyjnych” w swej silnie parenetycznej wymowie. Właśnie charakterystyczna ewangelizacyjna perswazyjność stylu jest w tych medytacjach dominująca. A kiedy autor warszawskich „Rekolekcji dla poszukujących” dotyka kwestii chrystologicznych, osiąga w tej dziedzinie mistrzostwo.

Nocna rozmowa Jezusa z Nikodemem; Jan Chrzciciel wysyłający uczniów do Chrystusa z pytaniem o prawdę mesjańskiej misji; spotkanie Jezusa z Samarytanką przy studni, w skwarze południa, w Sychar; noc przed męką w ogrodzie Getsemani – to ewangeliczne sceny, które Styczeń analizuje w sposób absolutnie niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju. Plastyczność i trafność jego języka powodują, że refleksje te są w stanie na długo zawładnąć wyobraźnią słuchacza czy też czytelnika. To, co piszę, piszę we własnym imieniu… Dam kilka przykładów tego stylu, takich fraz:

„Swojej własnej niepowtarzalności, w jej jedynym, niezastępowalnym wyrazie, doświadczamy tak naprawdę bodaj najgłębiej i najwyraźniej w doświadczeniu własnej winy”[1]. „Nikodemie, najwyższy czas odważyć się żyć w prawdzie, żyć w jej świetle. Na jawie. Za dnia”[2]. Nikodem, „otworzywszy Chrystusowi bramę swego wnętrza, patrzy już na siebie okiem Chrystusa, pozwala się Chrystusowi po swym własnym wnętrzu oprowadzać, odkrywa nieznane mu dotąd zakamarki samego siebie. […] Nawet nie śnił o przełomie, w świetle którego dopiero wszelki inny nabiera jakiegokolwiek znaczenia: o tym przełomie moralnym, ludzkim par excellence…”[3]. To o Nikodemie.

O Janie Chrzcicielu: „Czyście zdołali wreszcie zrozumieć Jana, który nie chce słyszeć o tym, by miał wyjść z więzienia mocą cudownej interwencji, gdyby to wyjście zostało obarczone znamieniem dezertera, który sprzeniewierzył się swej misji głosiciela prawdy?”[4].

O rozmowie Jezusa z Samarytanką: „Odtąd niemożliwa jest wierność samemu sobie bez dochowania wierności drugiej osobie”[5].

O modlitwie w Getsemani: oto cel Kościoła – pocieszyć Jezusa, dopędzić utraconą w tamtej chwili szansę pocieszenia Boga-Człowieka w Getsemani, być z Chrystusem w godzinie Jego agonii[6].

To tylko przykłady wybrane z gęstych tekstów, ze środka zniuansowanych interpretacji chrystologicznych perykop, przykłady przenikliwych i przejmujących obserwacji i wniosków. Ale metoda jest konsekwentna, można w niej wyróżnić etapy następujące: ewangeliczna scena, analiza tej sceny (raczej logiczna niż egzegetyczna), etycznie ukierunkowana hermeneutyka, odkrywcze, nierzadko błyskotliwe uwspółcześnienie.

PROBLEM

Istotny dla ks. Tadeusza Stycznia, ucznia Karola Wojtyły–Jana Pawła II – powtórzmy po raz trzeci rzecz fundamentalną – jest w chrystologii nieredukowalny związek teologii z antropologią. „Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa wcielonego”[7] – powtarza wielokrotnie za mistrzem, a ten za Soborem Watykańskim II. Mocą Boskiej, zbawczej woli, poprzez cud Inkarnacji Jezus Chrystus „wchodzi równie dyskretnie, co nieustępliwie w dzieje wolności każdego człowieka na ten świat przychodzącego (por. J 1, 9)”[8]. I odtąd antropocentryzm zostaje trwale wpisany w teocentryzm.

Oto kluczowy problem i ogniskowa Styczniowej chrystologii, lekcja odrobiona znakomicie w Wojtyłowej szkole: „Wydarzenie: Deus homo! – to zniesienie aporii: antropocentryzm albo teocentryzm. Tertium datur: chrystocentryzm. Ale ten chrystocentryzm to zarazem maksymalnie radykalny antropocentryzm przy maksymalnie radykalnym teocentryzmie”[9]. Główną rolę w rozumieniu owego chrystocentrycznego tertium datur odgrywa Krzyż – właśnie jako centrum Chrystusowego dzieła, jako wydarzenie, argument, znak. W pismach Stycznia roi się od łacińskich adagiów puentujących wywody na temat kluczowego znaczenia tajemnicy Krzyża dla „sedna sprawy”: „A cruce regnat Deus”; „Ave Crux, spes unica”; „Stat Crux, dum volvitur orbis”; „In hoc signo vinces”[10] i wiele innych, rozproszonych w całym dziele.

Jednym z najbardziej fascynujących Stycznia-etyka wymiarów mysterium Christi crucis jest heroiczna wierność Jezusa woli Ojca oraz przyjęta przez Wszechmocnego pokora i bezsilność kenozy. Największy to znak Miłości – że nie zstąpił z krzyża mimo wołań, szyderstw i próśb. To z jednej strony najwyraźniejszy – dla księdza Stycznia – znak wiarygodności dzieła odkupienia, znak, w którym łączy się heroizm trwania przy prawdzie i dobru, bohaterstwo wierności imperatywom sumienia, z Boską afirmacją (tu, w dziele Bożego Syna) wielkiego dziedzictwa etycznego ludzkości, reprezentowanego w postaciach Antygony i Sokratesa. A z drugiej strony – to najwyższy znak prawdy tego, że tertium datur, bo krzyż Jezusa łączy bezwzględną solidarność z człowiekiem z bezwzględną solidarnością z Bogiem[11]. „Czy wystarczy ci samo to, i właśnie to, że nie zstąpił, czy też będziesz ciągle czekał na nowy znak?”[12] – pyta Styczeń Nikodema wszystkich czasów.

 


[1] T.S t y c z e ń SDS, Poszukujący czy poszukiwany? Rozważania rekolekcyjne, Instytut Jana Pawła II KUL, Lublin 2006, s. 32.
[2] Tamże, s. 35.
[3] Tamże, s. 36.
[4] Tamże, s. 52.
[5] Tamże, s. 61.
[6] Por.  t e n ż e, Kim właściwie jest Jan Paweł II?, s. 41-43; t e n ż e, Dopędzić czas utracony, w: Styczeń, Dziwisz, Modlitwa w Getsemani wciąż trwa, s. 66-68, 77.
[7] S t y c z e ń,  Kim właściwie jest Jan Paweł II?, s. 15. Por. Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes, nr 22.
[8] S t y c z e ń,  Kim właściwie jest Jan Paweł II?, s. 17.
[9] Tamże, s. 32; por. tamże s. 22n.; 25n.
[10] Tamże, s. 17n.
[11] Por. tamże, s. 21.
[12] Tenże, Poszukujący czy poszukiwany?, s. 39.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama