Msza Święta na Spitsbergenie

Nasza Droga 3/2012

Spitsbergen wydaje się miejscem odległym od świata, ale bliskim do Boga. Ksiądz Marek wspomina, że trzy lata temu podczas Mszy Świętej udzielił sakramentu małżeństwa. Anna i Ken przybyli na miejsce psim zaprzęgiem, jadąc… dziewięć dni! Był to pierwszy ślub katolicki na Spitsbergenie. Młoda parę ogrzewały skóry fok i wiara, która tu wśród szczytów naprawdę przenosi góry.

 

Spitsbergen wydaje się miejscem odległym od świata, ale bliskim do Boga. Ksiądz Marek wspomina, że trzy lata temu podczas Mszy Świętej udzielił sakramentu małżeństwa. Anna i Ken przybyli na miejsce psim zaprzęgiem, jadąc… dziewięć dni! Był to pierwszy ślub katolicki na Spitsbergenie. Młoda parę ogrzewały skóry fok i wiara, która tu wśród szczytów naprawdę przenosi góry.

Zasypało drogę do kościoła

Kościół Katolicki w Norwegii to tylko 1 procent mieszkańców. Składa się z trzech diecezji: Oslo, Trondheim i Tromso wraz ze Spitsbergenem, gdzie też mieszkają katolicy. Formalnie tylko Oslo jest diecezją, pozostałe dwie to tzw. administracje apostolskie. Ksiądz Marek Michalski, rektor placówki w Tromso i proboszcz tamtejszej katedry, bardzo często odprawia Mszę Świętą do pustych ławek. – Tak niska liczba katolików w praktyce oznacza duszpasterstwo indywidualne, do każdego trzeba samemu dotrzeć, a noc polarna zapada na 120 dni – mówi ks. Marek.  I chociaż na pytanie, jak ma się przygotować duszpasterz wyjeżdżający na Spitsbergen, ks. Marek odpowiada żartobliwie, że musi zabrać ze sobą ciepłe rękawiczki, praca w Norwegii nie jest łatwa, ale wzmocniona gorącą wiarą mieszkańców kontynentu. – Zaspy śnieżne osiągają tu często wysokość dwóch metrów. Pewnego razu moja parafianka przyszła do kościoła dwie godziny po Mszy Świętej. Weszła na plebanię, aby tylko mi powiedzieć, że ona jest, ona chciała być, ale nie zdążyła, bo odkopywała śnieg i teraz znów musi szybko wracać do domu, bo jej drogę zasypie – kontynuuje kapłan.  – W tym roku już po raz siódmy wyruszam na Spitsbergen, by tam w mrozie dochodzącym do minus 35°C odprawić Najświętszą Ofiarę w intencji i z udziałem ekipy Polskiej Stacji Badawczej. Msza Święta na Spitsbergenie jest odprawiana dwa razy w roku, w okresie Świat Bożego Narodzenia i Wielkanocy – mówi ksiądz Marek. – Dla pracowników stacji jest to szczególny moment, spotkanie nieraz i po kilku miesiącach z nową osobą, na dodatek kapłanem, okazja do rozmowy, spowiedzi. Naukowcy przez okres pracy są zupełnie odcięci od świata, od rodzin, a poprzez Eucharystię mogą się z nimi połączyć – dodaje. Ekipa badaczy liczy 8 osób, kiedy nie ma kapłana w niedzielę, modlitwy prowadzi kierownik ekipy. W 1982 roku w okresie stanu wojennego został tu wzniesiony Krzyż i właśnie to miejsce służy naukowcom jako kościół.

Psim zaprzęgiem na ślub

Spitsbergen wydaje się miejscem odległym od świata, ale bliskim do Boga. Ksiądz Marek wspomina, że trzy lata temu podczas Mszy Świętej udzielił sakramentu małżeństwa. Anna i Ken przybyli na miejsce psim zaprzęgiem, jadąc… dziewięć dni! Był to pierwszy ślub katolicki na Spitsbergenie. Młoda parę ogrzewały skóry fok i wiara, która tu wśród szczytów naprawdę przenosi góry.

Tadeusz Kondrusiewicz arcybiskup metropolita moskiewski tłumaczy: – Jan Paweł II w 1991 roku utworzył struktury kościoła katolickiego w Rosji, powstały dwie administratury apostolskie w europejskiej części Rosji i azjatyckiej. W 2001 roku powstała metropolia, dzisiaj istnieją cztery diecezje, więc pracuje tu tylko czterech biskupów, nie tak jak w innych krajach 400 – uśmiecha się smutno arcybiskup. – Nasz Kościół to 225 parafii i około 25 innych struktur: seminarium, instytuty, ośrodki caritasu, wydawnictwa, stacje radiowe. Niestety, nie posiadamy stałych punktów na sprawowanie kultu, czyli nie ma kościołów, aby odprawiać Msze Święte i to jest podstawowy nasz problem. Liczba wiernych kościoła katolickiego to około trzystu tysięcy wiernych, od lat nie były prowadzone żadne księgi, niektórzy ciągle jeszcze boją się publicznie mówić o swojej wierze. Chcąc mówić o wierze tutejszych ludzi, trzeba przede wszystkich opowiedzieć o niezwykłym przetrwaniu wiary. W ciągu 70 lat nie było kościołów, na całym obszarze Białorusi pozostały dwa kościoły, więc i dwóch starych księży – wydawało się, że wraz ze śmiercią ostatniego księdza skończy się i wiara. Żadna książka nie została w tym czasie wydana, żaden modlitewnik – mówi ks. abp Kondrusiewicz.

Kościół bez kapłana

Na Litwie, do księdza tam pracującego przyjeżdżały całe rodziny, np. z dalekiej Syberii – kontynuuje ks. arcybiskup – i trzeba było za jednym razem udzielić sakramentu małżeństwa i rodzicom i dzieciom, a wnukom dać I Komunię Świętą, zorganizować w dwa tygodnie naukę katechezy, ale ci ludzie dzięki Bogu potrafili tworzyć domowy kościół, odmawiali litanie, Różaniec, modlitwy. Zwykle na tamtych terenach kościół był codziennie otwarty, ale nie było kapłana. Ludzie zbierali się więc na pacierz, chociaż nie było można odprawić Mszy Świętej – opowiada.

– W innym miejscu w czasach sowieckich kościół był zburzony, otrzymaliśmy pozwolenia na jego odbudowę i następuje akt wmurowania kamienia węgielnego, a ludzie przynoszą mi cegłę – starą, poobijaną, czerwoną i mówią: „Chcemy, aby ta cegła była kamieniem węgielnym, szanujemy kamień przywieziony z Rzymu, ale ten dla nas jest najważniejszy... Kiedy zburzyli kościół, braliśmy do domu cegły, stawialiśmy ją w domu, obok kwiaty, świece i przed cegłą odprawialiśmy dziesięciolecie kościoła, zawieraliśmy związki małżeńskie, chrzciliśmy dzieci, więc chcemy, żeby to była kontynuacja starego kościoła w nowym kościele”. Plan systemu stalinowskiego w ciągu 5 lat chciał zniszczyć wszystko. Nowe pokolenie Białorusinów już jeździ po świecie, dużo być może odeszło od wiary, ale ci, którzy pozostali, stanowią filar nowego kościoła, kościoła młodych ludzi. Jeszcze w dziewięćdziesiątych latach 70% chrztów było udzielanych ludziom dorosłym, dzisiaj już 50% stanowią noworodki z rodzin katolickich – podsumowuje abp Kondrusiewicz.

Wiara jest darem

Od sześciu lat na Łotwie pracują siostry Katarzyna i Emanuela. – Ważny jest każdy człowiek, którego spotykamy, zwłaszcza, że na Łotwie ludzie w wieku średnim wychowali się w komunizmie i całkowitym eliminowaniu świata nadprzyrodzonego. Podświadomie szukają czegoś więcej, pragną chociażby otrzeć się o tę inną rzeczywistość. Pamiętam, jak moja starsza o cztery lata siostra miała na świadectwie obniżona ocenę ze sprawowania, bo... chodziła do kościoła – opowiada siostra Emanuela. Swoją pracę siostry Misjonarki Maryi i Jezusa zaczęły od odwiedzania chorych. Dzięki temu mogły poznać całą społeczność. – Cudem jest peregrynacja figury Matki Bożej Fatimskiej. Na początku znalazłyśmy tylko dwie rodziny, które chciały wziąć figurę do domu. Od tego czasu minęły 4 lata, a Matka Boża nadal krąży od rodziny do rodziny. To takie małe wspólnoty, a przecież od tego zaczął się nasz Kościół – mówią siostry.

„Współczesny człowiek nadal stawia pytania o swoją tożsamość, poszukuje wiary, która jest darem, a dar ze swojej natury domaga się przyjęcia. Poprzez ten dar Bóg chce darować człowiekowi samego siebie. Wiara jest więc darem szczególnie wielkim, toteż nieraz trwanie w niej wymaga wielkiej pracy duchowej” – tłumaczył polski teolog o. Jacek Salij OP. „Wiara jest darem, ale jednocześnie jest też zadaniem. Dla tych, którzy pozbawieni są możliwości praktykowania swojej wiary, trwanie przy niej to egzamin, który zdają każdego dnia. Ale nie tylko dla nich. Również dla nas, którzy nabożeństwa i kościoły mamy na wyciągnięcie ręki. Zwłaszcza w niedziele, kiedy to sobotni wieczór przedłuża się często do rana i swoje trzeba odespać, a popołudnie spędzić w Domach Handlowych – nie pozwólmy, by były one puste” – mówił w jednej ze swoich homilii Ojciec Święty Benedykt XVI.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama