Don Kichot polskiego Kościoła

Tygodnik Powszechny 7/2012

Arcybiskup kwestionował stereotypy i przesądy z pasją, która wywoływała kontestację. Nie był jednak rewolucjonistą, raczej rzecznikiem pracy organicznej, budowania od podstaw wspólnoty chrześcijańskiej.

 

Artur Sporniak: Mija rok od śmierci abp. Józefa Życińskiego. Jak Kościół w Polsce poradził sobie ze stratą tak silnej osobowości?

Elżbieta Wolicka: Mam wrażenie, że wciąż niedostatecznie zdaje sobie sprawę z tego, kogo stracił. Życiński, na miarę swoich talentów i możliwości oraz pozycji w Kościele, był „głosem wolnym i wolność ubezpieczającym”. Był niezależny, miał sprecyzowane poglądy i odważnie je głosił, nie ulegając naciskom takiej czy innej „opinii większości”. Niewielu mamy takich hierarchów.

Przypuszczam, że gdyby Życiński żył, wciąż upominałby się o wiele spraw. Był człowiekiem, który rzeczywiście wyrywał ze stagnacji. To stąd brały się – i nadal biorą – żywiołowe protesty przeciw niemu: opluwanie w internecie, oskarżanie o bycie masonem, przezywanie „Żydzińskim” itd.

Większość katolików w naszym kraju jest uformowana według stereotypów „kościelnej poprawności” generacji jeszcze przedsoborowej, w kręgach kościelnych decydentów dominują natomiast: zainteresowanie podtrzymywaniem status quo oraz tendencja do tuszowania błędów. Życiński kwestionował stereotypy i przesądy z pasją, która wywoływała kontestację. Nie był jednak „rewolucjonistą”, lecz raczej rzecznikiem „pracy organicznej”, budowania od podstaw wspólnoty chrześcijańskiej. Szukał porozumienia i znajdował je także wśród ludzi oddalonych od Kościoła.

Niedawno sięgnęłam do wywiadu rzeki przeprowadzonego z arcybiskupem przez Jarosława Gowina i Dorotę Zańko. Uderzyła mnie uwaga: „Mnie zawsze bardziej interesuje realne życie niż przepisy prawa. Budowa Królestwa Bożego nie polega na poszukiwaniu idealnego prawa, ale na przemianie ludzkich serc”.

Prawo jest potrzebne, by Kościół mógł funkcjonować...

Musi być jednak osadzone w kontekście życia, a prócz tego nie może być głównym sposobem ewangelizowania świata. W chrześcijaństwie nie wszystko da się załatwić wyłącznie przy pomocy prawa.

Przypomnijmy inną wypowiedź Życińskiego: „Kiedy w Kościele występowały trudne problemy, które należało szybko uporządkować, potępiało się to czy tamto z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku”. To zdanie dotyczy sprawy Galileusza, ale równie dobrze można je odnieść do wielu obecnych problemów i reakcji Kościoła na nie. Kościół woli ograniczać się do osądzania rzeczywistości, niż analizować ją ze zrozumieniem i ewangeliczną empatią. Dominuje arbitralny krytycyzm, na twórczą interakcję często brakuje ochoty i odwagi. Stąd biorą się kłopoty z artykułowaniem i realizowaniem tzw. „nowej ewangelizacji”, która w praktyce okazuje się mocno „zasiedziała” w starych schematach i przyzwyczajeniach.

Życiński bardzo aktywnie działał też w strukturach watykańskich, np. w Papieskiej Radzie ds. Kultury...

...w Polsce natomiast raczej uprawiał przysłowiową orkę na ugorze. Choć często wypowiadał się ostro, to działał w poczuciu lojalności wobec hierarchicznych struktur wspólnoty kościelnej.

Ilustracją może być jego sposób bycia na KUL-u – uczelni reprezentującej pluralizm na modłę polską, w którym często trudno o strategię konstruktywnego dialogu. Jedni spodziewali się po Życińskim, że jako Wielki Kanclerz zainicjuje reformę uczelni, a przynajmniej przedstawi spójną i funkcjonalną wizję uniwersytetu, na miarę wyzwań „nowych czasów”. Innym zależało na tym, by unikać eksperymentów i nie mieć zbyt wygórowanych, nowatorskich ambicji.

Innym przykładem trudności, z jakimi zmagał się Arcypasterz diecezji lubelskiej, to jej „polaryzacja ideowo-polityczna”. Po transformacji ustrojowej, Lubelszczyzna – ongiś, rzec można, matecznik bojowników słusznie minionego ustroju – przekształciła się w ostoję środowisk prawicowo-narodowych. Życiński, który jak ognia unikał polemik politycznych, nie czuł się dobrze w tym otoczeniu – i z wzajemnością. Wskutek tej polaryzacji podjęta przezeń próba ukonstytuowania lubelskiego KIK-u nie wytrzymała konkurencji z analogicznym tworem pod egidą prof. Ryszarda Bendera.

Oczkiem w głowie abp. Życińskiego były Kongresy Kultury Chrześcijańskiej. Odbyły się trzy, w latach 2000, 2004 i 2008 – przygotowania do czwartego przerwała śmierć arcybiskupa. Była to inicjatywa bez precedensu ze względu na dobór tematów, rangę uczestników oraz jakość wykładów i dyskusji. Na Kongresach występowali m.in. kard. Paul Poupard i Andrea Ricardi (założyciel rzymskiej wspólnoty Sant’Egidio), kard. Miloslav Vlk i s. Małgorzata Chmielewska, ks. Tomáš Halík i Karol Modzelewski, Andrzej Wajda i Jerzy Pomianowski, Leszek Kołakowski i Konstanty Gebert. Materiały z tych spotkań zostały opublikowane przez Towarzystwo Naukowe KUL.

Jak wyglądały kontakty arcybiskupa ze świeckimi?

Odkąd został biskupem, starał się otworzyć Kościół na tego milczącego kolosa, którym są świeccy. Warto tu przywołać działalność Krajowej Rady Katolików Świeckich. W latach 90. Życiński był jej współinicjatorem i asystentem kościelnym. W zamyśle miał to być „słyszalny głos laikatu”. W składzie Rady znalazły się osoby ze środowisk „Kościoła otwartego”, m.in. warszawskiego KIK-u, KAI, Znaku i Więzi.

Coś jak Centralny Komitet Katolików Niemieckich?

Niemiecki komitet odgrywa znaczącą rolę w tamtejszym Kościele. W Polsce skończyło się jednak na idei i krótkotrwałym entuzjazmie. Episkopat zadbał, by w zatwierdzonym ostatecznie statucie Rady ograniczyć jej rolę do instytucji doradczej, co w praktyce sprowadzało się do wyrażania przez nią solidarności z listami pasterskimi episkopatu. Gdy skończyła się kadencja Życińskiego jako asystenta kościelnego, Rada stała się instytucją czysto fasadową.

Po śmierci abp. Życińskiego, bp Tadeusz Pieronek powiedział bez ogródek: „Nie spodziewam się, żeby w episkopacie pojawiło się poczucie, że go zabrakło”.

Domyślam się, że wielu biskupów odetchnęło z ulgą. Życiński był „inny”, i ta inność drażniła. Świeccy garnęli się do niego, doceniali, że politura hierarchiczności leżała na nim stosunkowo cienko. Potrafił się jej niemal bez reszty wyzbyć w kontaktach osobistych.

Był ciekawy współczesnego świata i dokonujących się w nim przemian kulturowych, nie bał się nowych, kontrowersyjnych prądów intelektualnych. Potrafił rozmawiać ze wszystkimi – z wyjątkiem tych, z którymi rozmawiać się nie da. Interesował go np. postmodernizm, w którym dostrzegał ferment myślowy, z którego może wyniknąć coś interesującego. Miałam przyjemność i zaszczyt spierać się z nim w tej sprawie.

W dążeniu do bycia sobą był wyjątkowo wytrwały i prawdziwy. Nie odgrywał ról, nie udawał – chociaż niektórych drażniła np. jego retoryczna maniera. Jako metropolita lubelski rozpoczął wydawanie w kurialnym wydawnictwie „Gaudium”, które wyposażył i wspierał, serii biografii pod zbiorczym tytułem „Świadkowie duchowego piękna”. Zdążyły się ukazać tomiki poświęcone Hannie Malewskiej, Adamowi Stanowskiemu i Janowi Nowakowi Jeziorańskiemu. Zamiar był jasny: chodziło o eksponowanie chrześcijan – nie hierarchów czy nominalnych świętych, tylko po prostu „zwykłych”, porządnych ludzi. Przydałaby się kontynuacja takiej serii wydawniczej.

Za aktywność, braterskość i normalność płacił wysoką cenę – działał samotnie i szybko się „spalił”...

W Lublinie rzeczywiście brakowało mu silnego księżowskiego lobby. Na palcach jednej ręki można było policzyć jego bliższych współpracowników. Część „patriotów” – zarówno świeckich, jak duchownych – miała mu za złe otwartą i wytrwałą walkę z antysemityzmem. Ich zgorszenie budził zwłaszcza oficjalny udział Życińskiego w inscenizacjach ulicznych na terenie byłego getta, organizowanych dla uczczenia żydowskich męczenników Shoah przez Tomka Pietrasiewicza z ośrodka „Brama Grodzka”.

Jednym słowem, był biskupem na nasze czasy. Dzisiaj pewnie nadal walczyłby z wiatrakami. Od Don Kichota różnił się jednak tym, że nie miał swojego Sancho Pansy.

ELŻBIETA WOLICKA jest filozofem i historykiem sztuki, emerytowanym profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Lublinie.
 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Molekh
    18.02.2012 11:40
    Szybko ten rok minął... Właśnie takich biskupów nam potrzeba.
  • gut
    18.02.2012 12:28
    On był inny niż wszyscy.
  • XII
    18.02.2012 12:55
    nie wydaje mi sie zeby byl don kichotem :)
    raczej wrogiem Kościoła w całej roZciągłości . heretyk i tyle.amen
  • QEcjfaRGFCrVcYf
    18.03.2012 14:32
    Wszystko fajnie tylko jaki miporl (bo nawet nie procent) ludzi może sobie pozwolić na jedno mieszkanie/dom i jeszcze działkę ewakuacyjną' za miestem, na wsi najlepiej z domkiem letniskowym?Podoba mi się co piszesz ale te posty o miejscu ewakuacji są jakieś takie nieżyciowe. Chyba lepiej byłoby abyś się skupił jak przeżyć WSHTF we własnym domu. Bo jego opuszczenie to naprawdę ostateczność.Poza tym lepiej by kupno działki pojawiło się na końcu Twojego cyklu gdy już przez wszystkie podstawy i mniej radykalne rozwiązania przebrniemy. A nie teraz na początku.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama