Personel przezroczysty religijnie

Tygodnik Powszechny 8/2012

Czy medalik albo krzyżyk na szyi stewardessy obraża pasażerów albo prowokuje ich do agresji?

 

Bomba wybuchła w ostatni czwartek, gdy do mediów przedostała się treść wewnętrznej instrukcji polskiego przewoźnika, określającej zasady dyscypliny mundurowej dla personelu pokładowego. W podrozdziale „Biżuteria” stanowiła ona: „Niedozwolone jest noszenie w widocznym miejscu biżuterii obrazującej symbole religijne”. Stanowiła – bo już na drugi dzień, w ogniu gwałtownej krytyki, władze LOT-u usunęły kontrowersyjne wersy.

Rzecznik linii, Leszek Chorzewski, przyznaje wprost: – To był błąd. – Jego zdaniem, zapis był istotnie niezręczny i mógł zostać sformułowany inaczej. Jak? Po prostu bardziej delikatnie. Bo co do samej jego istoty, Chorzewski nadal nie ma wątpliwości: – Mundur we wszystkich służbach, czy to jest policja, wojsko, służba celna, czy nawet straż pożarna, musi mieć charakter zarówno apolityczny, jak i areligijny.

Fala oburzenia w reakcji na instrukcję LOT-u zupełnie zaskoczyła władze firmy. I wcale nie chodzi tylko o krytyczne artykuły w polskiej prasie czy wypowiedzi niektórych polityków (przodował w tym zwłaszcza poseł PiS-u, Jan Dziedziczak, który na łamach „Naszego Dziennika” mówił o „dyskryminowaniu ludzi wierzących w imię wojującego ateizmu pod płaszczykiem neutralności światopoglądowej”) – Otrzymaliśmy bowiem także setki obelżywych maili, również personalnych – tłumaczy Chorzewski.

Kierownictwo firmy oburzył zwłaszcza podnoszony tu i ówdzie zarzut prześladowania chrześcijan.

Chorzewski: – W całej sprawie popełniliśmy po prostu błąd nadgorliwości. Z całą pewnością nie chcieliśmy urazić niczyich uczuć religijnych. Gdy stwierdziliśmy, że istotnie zapis w nowej instrukcji mógł wywoływać dziwne skojarzenia, bezzwłocznie postanowiliśmy przeciąć wszelkie wątpliwości i natychmiast go wycofaliśmy.

Gdy Chorwat widzi serbskie nazwisko

Według przedstawicieli firmy nowa regulacja była potrzebna z kilku przyczyn.

Pierwszy, nazwijmy go technicznym, związany był z planowanym w tym roku przez LOT zakupem nowych maszyn firmy Boeing – dreamlinerów. Mają one tworzyć prestiżową wewnętrzną flotę powietrzną LOT-u, tak zwaną Elite Fleete (elitarną flotę). Nowa instrukcja dotycząca umundurowania powstała właśnie z myślą o personelu, który będzie obsługiwał pasażerów podróżujących nowymi samolotami.

Powód numer dwa: skargi. Według Chorzowskiego, zdarzają się skargi pasażerów na to, że personel pokładowy nosi znaki religijne w formie biżuterii. Po chwili jednak dodaje: – Prawdą jednak jest także, że pasażerowie skarżą się z reguły na wszystko – na jedzenie, na obsługę, na pogodę.

Powód numer trzy: bezpieczeństwo. – LOT przewozi coraz częściej przedstawicieli różnych kultur i religii. Intencją twórców zapisu była stworzenie ochrony dla pasażerów, ale również dla członków załogi przed trudnymi sytuacjami na pokładzie, na przykład wybuchami agresji.

– Tak właśnie, agresji – potwierdza Chorzewski. I jako przykład przytacza jedno z ostatnich zdarzeń – gdy na widok serbskiego nazwiska na plakietce u jednej ze stewardess (to Polka, ale jest żoną Serba) pasażer, najprawdopodobniej Chorwat, nagle zaczął się agresywnie zachowywać; o mało nie doszło do rękoczynów. – Więc to nie było na tle religijnym? – Nie – mówi Chorzewski. Jest jednak przekonany, że tego rodzaju zdarzenia także miały miejsce.

Jakieś przykłady? Niestety, nie jest w stanie podać.

Wieprzowiny brak

Argumentacji tej zupełnie nie rozumieją sami pracownicy LOT-u. – Agresywne zachowania na pokładzie z powodu znaków religijnych? Nigdy się z czymś takim w mojej karierze nie spotkałam – mówi stewardessa z kilkunastoletnim stażem (pragnie zachować anonimowość). Ona sama wprawdzie, mimo że jest katoliczką, nigdy nie nosiła takiej biżuterii, ale jej koleżanki – owszem. Zawsze jednak w sposób dyskretny i stonowany.

A inne linie lotnicze? Nasza rozmówczyni leciała niegdyś liniami izraelskimi El AL i doskonale pamięta: stewardessy miały na sobie biżuterię – także w formie emblematów religijnych. – Jedna z nich miała nawet pod szyją dość dużą gwiazdę Dawida – opowiada.

Podobnie jest według niej także w liniach lotniczych w krajach muzułmańskich. – Stewardessy mają z reguły chustki na głowie – to jest oczywiście element munduru, ale związany przecież wprost z wyznawaną przez nie religią. I nikt nie ma nic przeciwko temu.

Czy inni przewoźnicy mają jakieś obostrzenia w tej dziedzinie?

Pracownica biura Turkish Airlines w Warszawie nie do końca rozumie pytanie. Jej zdaniem, trudno mówić o takim problemie, bo przecież w kulturze islamu w ogóle nie nosi się symboli religijnych w formie biżuterii. Zdarza się, owszem, że stewardessy Turkish Airlines noszą ozdoby w formie tak zwanego „oczka proroka” – ale to jej zdaniem nie znak religijny, tylko rodzaj talizmanu. – Jedyna obowiązująca na pokładzie zasada, związana wprost z islamem, to jest rodzaj podawanych potraw: w żadnej z nich nie ma mięsa wieprzowego.

W biurze Emirates Airlines w Warszawie można usłyszeć właściwie to samo. – O żadnych takich zakazach nigdy nie słyszałam – mówi Barbara Gryga, pracująca w dziale obsługi klienta.

Linie izraelskie, EL AL (biuro w warszawskim Marriotcie). Zakaz noszenia znaków religijnych przez personel pokładowy? Brak. Menu? Tylko koszerne.

Lufthansa. Nie ma tego typu zakazów w regulaminie.

British Airways odsyła do centrali w Londynie.

Delikatność zalecana

Akurat w przypadku British Airways ta ostrożność jest jak najbardziej zrozumiała. To właśnie za sprawą brytyjskich linii lotniczych kwestia noszenia znaków religijnych przez pracowników w trakcie pełnienia obowiązków służbowych została nagłośniona. Chodzi o sprawę Nadii Eweidy, zatrudnionej przez British Airways na lotnisku Heathrow. Eweida, głęboko wierząca chrześcijanka, została (tak twierdzi) zmuszona w 2006 r. do wzięcia bezpłatnego urlopu po tym, jak odmówiła ukrycia krzyża pod służbową koszulą.

Sprawa odbiła się szerokim echem na wyspach brytyjskich – decyzję linii ostro skrytykowały nie tylko tamtejsze środowiska chrześcijańskie, oskarżając ich władze o stosowanie podwójnych standardów (zatrudnieni przez firmę Sikhowie mogą swobodnie nosić turbany na głowach; to samo odnosi się do muzułmanek noszących hidżab), ale także najwyższej rangi politycy, z Tonym Blairem i Jackiem Strawem – w wyniku czego władze firmy cofnęły swą decyzję i przywróciły Nadię Eweidę w 2007 r. do pracy.

Niewiele mniejszy rezonans wywołał w Europie wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 2009 r., który uznał za zasadną skargę obywatelki włoskiej na obecność krzyży w szkole jej dwóch synów i zakazał ich wieszania we wszystkich włoskich placówkach edukacyjnych. Wobec tej decyzji ostro zaprotestował nie tylko Watykan, ale także ówczesny włoski rząd. Taki ostry sprzeciw doprowadził ostatecznie do uchylenia zakazu w 2011 r.

Jak widać, na przykładzie LOT-u podobne pomysły postrzegane są przez dużą część katolików w Polsce jako zamach na wolność religijną. – A przecież swoboda religijna jest gwarantowana dokumentami najwyższej rangi w prawie międzynarodowym, jest też filarem konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej – mówi biskup Tadeusz Pieronek.

I dodaje: – Dziś, kiedy żyjemy w państwie demokratycznym, zakaz noszenia symboli religijnych, jaki LOT miał zamiar wprowadzić pod pretekstem rzekomej troski o pasażerów, jest przejmowaniem ateistycznych, ideologicznych wzorców tej samej walki z religią, jaką prowadziły systemy totalitarne. Najbardziej żałosne w całej sprawie jest to, że próbuje się to robić w zakamuflowanej formie.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama