Etyka jest bezkonkurencyjna

Przewodnik Katolicki 8/2012

Z Romanem Kluską, założycielem firmy „Optimus”, a obecnie hodowcą owiec, producentem i propagatorem zdrowej żywności, laureatem tegorocznej Nagrody im. bp. Romana Andrzejewskiego

 

Nurtuje mnie od dawna pewna kwestia – z czego bierze się taki dramatyczny rozziew wśród polskich biznesmenów: w niedzielę przykładni katolicy, w dzień powszedni bezwzględni kapitaliści.

– Nie, to nieprawda. Tak jest tylko w filmach i w świecie mediów – czyli w całym tym otaczającym nas matriksie – ale nie w rzeczywistości. Rzeczywistość to ludzie – jedni lepsi, drudzy gorsi, jedni słabsi, inni silniejsi, jedni bardziej podatni na pokusy, inni mniej. Tego nie można generalizować.

Natomiast media rzeczywiście lansują taki swoisty wzorzec donikąd. I to jest moim zdaniem tragiczne, bo niektórzy ludzie o słabym charakterze poddają się tej manipulacji, stając się takimi właśnie biznesmenami według medialnego wzorca, czy też może raczej antywzorca.

Proszę zresztą zauważyć, że na przełomie lat 80. i  90., a więc na początku naszej drogi ku nowej rzeczywistości gospodarczej, tego typu ludzi prawie w ogóle nie było. No, ale wtedy media nie kreowały jeszcze owego fatalnego wzorca biznesmena-wyzyskiwacza.

Za to dzisiaj w medialnym przekazie króluje właśnie ktoś na wzór demonicznego Gordona Gekko z filmu Wall Street. I ludzie to kupują.

– A na to wszystko nakłada się jeszcze wzorzec naszych współczesnych elit, ich sposobu dyskusji, wzajemnych relacji oraz niskich standardów etycznych: był przekręt, nie ma przekrętu, coś jest złe, a nagle staje się dobre, jedni są bezkarni, zaś innych za to samo się ściga. Ludzie patrzą na to wszystko, a potem przejmują te niskie standardy. Bo jakie elity, jaki parlament, jaka władza, takie też i całe życie społeczne. A zatem nie można wymagać od obywatela więcej, jeżeli inną miarką traktuje się władzę. Albo, co gorsza, władza inną miarką traktuje samą siebie.

Tymczasem Pan od wielu lat powtarza, że biznes oparty na etyce jest skuteczniejszy i przynosi większe zyski niż odwoływanie się jedynie do systemów i bezdusznych procedur.

– Jestem głęboko przekonany, że tak właśnie jest. Odwołam się do moich doświadczeń z czasów działalności Optimusa. Pojechaliśmy kiedyś do Niemiec, do jednego z największych na świecie producentów komputerów. Zobaczyłem nowoczesną fabrykę, w pełni zautomatyzowaną, produkcja odbywała się niemal bez udziału człowieka, przy zastosowaniu najnowszych technologii. Pomyślałem sobie wówczas: nie mamy z nimi żadnych szans. Ale potem, kiedy wychodziłem z tej fabryki, spadła na mnie jakaś klatka. Byłem w szoku. Okazało się, że to zadziałał system zabezpieczenia przed kradzieżą, który losowo wybierał ludzi do kontroli. Szef tamtej firmy zaczął mnie najpierw przepraszać, a potem przyznał, że ponosi ona gigantyczne straty w związku z ciągłymi kradzieżami. I wtedy uświadomiłem sobie, że nasza firma jest od nich lepsza, bardziej konkurencyjna i bardziej wydajna. Bo u nas kradzieże praktycznie w ogóle się nie zdarzały. Tamtego dnia w pełni zrozumiałem, jak wielką przewagę ma firma budowana na etyce.

Porozmawiajmy zatem o zasadach kanonicznych. W pamięci utkwiło mi szczególnie jedno Pańskie zdanie: nigdy nie podnoś ręki na własną firmę.

– Mówiłem także często, że ryba psuje się od głowy. Te dwie rzeczy łączą się ze sobą. Szacunek dla własności i elementarna uczciwość obowiązuje wszystkich: od prezesa do najniżej stojącego w hierarchii firmy pracownika.

Na początku moich podwładnych szokowało, że ilekroć kserowałem jakiś swój prywatny dokument na firmowej kserokopiarce, tylekroć prosiłem sekretarkę o wystawienie rachunku. „Jak to Panie Prezesie, przecież cała ta firma należy do Pana, może Pan kserować, ile się Panu podoba”. „Nie, proszę o rachunek” – powtarzałem uparcie. Tak samo postępowałem, kiedy żona jechała służbowym samochodem na zakupy do innego miasta – zawsze rozliczałem taki wyjazd z własnej kieszeni. Dzięki temu moi pracownicy nauczyli się szacunku dosłownie dla każdej kartki należącej do firmy. Bo jeżeli ten, który stoi na czele firmy, przestrzega pewnych zasad – niekoniecznie o nich mówi, ale całym swoim postępowaniem je wyraża – to nie wyobrażam sobie, żeby niżej usytuowani w hierarchii zarządzania pracownicy mieli ich nie przestrzegać.

Nie kusi Pana, żeby napisać jakiś podręcznik etyki chrześcijańskiej w biznesie? Z Pańskim nazwiskiem to byłby bestseller!

– Tej sfery nie da się, ot tak, po prostu sprowadzić do kilku uniwersalnych punktów czy „złotych zasad”. Etyczne postępowanie zarówno w biznesie, jak i w życiu prywatnym oparte jest na całej palecie wartości, które wyznajemy jako katolicy. Natomiast istotna jest kwestia ich wagi, czyli ważności w danej sytuacji. Niektóre z tych zasad wydają mi się bardzo ważne, inne, choć zasadniczo istotne, są akurat nieco mniej znaczące dla sukcesu danego przedsiębiorstwa czy określonych procesów gospodarczych. Zawsze potrzebna jest więc pewna hierarchia wartości dostosowanych do konkretnych warunków działania.

Skoro więc opłaca się inwestować w etykę – a sukces Pańskiego Optimusa pokazuje, że tak jest bez wątpienia – to dlaczego tak mało firm decyduje się na podobny model zarządzania?

– Firmy sięgają po dobre zasady. Tej etyki w firmach jest dużo więcej, niż się o tym mówi. Tylko że ta prawda jest niezbyt wygodna dla osób, które wyznaczają dzisiejsze standardy medialne. I dlatego owego etycznego oblicza się prawie w ogóle nie pokazuje, nie promuje, nie czyni z niego kanonu życia społecznego czy gospodarczego. Ale to przecież nie znaczy, że jego nie ma.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama