Zawsze można otrzeć twarz

Nasza Droga 4/2012

W tym roku liturgicznym zatrzymaliśmy się nad zdaniem: Kościół naszym domem. Znaczy to, że wszyscy, którzy wraz z nami do Kościoła należą, są jakby współdomownikami. Co roku, w Wielkim Poście próbujemy – zgodnie z Tradycją Kościoła – wracać do Drogi Krzyżowej, nabożeństwa, które pomaga nam zrozumieć, jak wiele znaczymy dla Boga, skoro Jego Syn jako pierwszy przeszedł tą drogą, wskazując zwycięstwo nad grzechem, złem i śmiercią.

 

Dzisiaj połączymy refleksję nad poszczególnymi stacjami Drogi Krzyżowej z rozważaniem różnych sytuacji, w których ktoś z naszych współbraci cierpi – a w nim sam Jezus Chrystus. Przecież „co uczyniliście któremuś z moich braci najmniejszych, mnieście uczynili” (por. Mt 25, 40)

 

Stacja I: Oskarżenie
(Pan Jezus na śmierć skazany)

Ktoś przy mnie jest oskarżony, pomówiony o coś, czego nie zrobił. Jezus woła we mnie, by stanąć w obronie tamtego, by zmusić innych do myślenia, by wszyscy zanalizowali sytuację i od nowa przyjrzeli się temu wydarzeniu…

A jeśli ten, kogo oskarżają, jest winny? Czy nie trzeba, z jednej strony szukając jego dobra, znaleźć wszystkie okoliczności, które doprowadziły do danej sytuacji, a z drugiej znaleźć takie rozwiązanie, które będzie nauką? Łatwo ukazać i „mieć z głowy”, trudniej, ale i mądrzej znaleźć takie wyjście, które sprawi, że wszyscy staną się lepsi…

Któryś za nas cierpiał rany...

 

Stacja II: Reakcja na niewierność
(Jezus bierze krzyż na swoje ramiona)

Jestem świadkiem, że ktoś chce uciec. Czasem od własnej odpowiedzialności, czasem od trudu towarzyszenia jakiemuś człowiekowi. Może tamtemu coś po raz kolejny się nie udało, może nie umiał być wierny danemu słowu, podjętym zobowiązaniom…

Dużo łatwiej jest wycofać się, powiedzieć: „Nie mam z tym nic wspólnego”. Jak będę stał obok niewiernego, może ktoś pomyśli, że jestem współwinny?

Spojrzenie na Jezusa pozwala wytrwać, pomaga być blisko komuś, kto jeszcze nie nauczył się wierności.

Któryś za nas cierpiał rany...

 

Stacja III: Skreśleni
(Jezus upada po raz pierwszy pod krzyżem)

Na Mszę Świętą niedzielną przyszła dziewczyna w ciąży. Siedemnastolatka. Wiadomo, że nie ma męża. Wiadomo, co zrobiła. Da się słyszeć ciche zdania, brzmiące jak syk węża: „Jak ona ośmiela się tu przyjść? Co ona sobie myśli? Jak jej nie wstyd?”.

A ona zna swój błąd, choć może nie rozumie tego wszystkiego… Ona zaufała, ktoś potraktował ją jak śmiecia. Ona wie, gdzie przyszła, może liczy na to, że spotka Jezusa, który nigdy nikogo nie potępił.

Może najbardziej powinni się wstydzić ci, którzy osądzili, zamiast podejść i zaproponować pomoc.

Któryś za nas cierpiał rany…

 

Stacja IV: Wiedziała jak…
(Jezus spotyka swoją Matkę)

Matka, która z wielkiego cierpienia nie miała w sercu słów. A jednak wiedziała, co robić. Spojrzała z miłością, która umacnia.

Był świadkiem, jak rodzice się kłócili, był świadkiem ich odchodzenia, niewierności. Z bólem stwierdził, że przerósł rodziców, że on jest bliżej Boga niż ci, którzy dali mu życie.

Szukał sposobu, aby dać im życie wieczne, to znaczy przyprowadzić ich do zdroju łaski, do zdroju przebaczenia.

Niejedno dziecko pomogło rodzicom być bardzo blisko Boga.

Któryś za nas cierpiał rany...

 

Stacja V: Zdjąć maskę przymusu
(Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi)

Jak bardzo cierpi matka, której dziecko spełnia jej prośbę z miną wyrażającą przymuszenie. Jak bardzo cierpi ojciec, który widzi, że jego zakaz jest niezrozumiany, choć to przecież troska o dobro.

Szymon z Cyreny przyjął łaskę przemiany – potem już chciał pomagać Jezusowi.

Dla każdego Pan Jezus przygotował taką łaskę przemiany, każdy może zdjąć z twarzy maskę przymusu.

Któryś za nas cierpiał rany…

 

Stacja VI: Szczere współczucie
(Weronika ociera twarz Jezusa)

Jak często niebo słyszy skargę: „Już w niczym nie mogę pomóc!”. To nieprawda. Zawsze można otrzeć twarz. Nie chodzi o spełnienie obowiązku, tylko spojrzenie, dotknięcie dłoni, zbliżenie serca. Zwykle w milczeniu, bo jakakolwiek rada nie miałaby sensu.

Któryś za nas cierpiał rany…

 

Stacja VII: Ufaj!
(Jezus upada po raz drugi)

Ojciec, który patrzy na słabnącego syna, matka, która widzi, że córka wchodzi w jakieś bagno… W ich sercach pojawia się wołanie, może nawet bunt. Poczucie bezradności rodzi pokusę przypisania takiej bezradności Bogu. Jeśli Wszechmocny, to czemu na coś takiego pozwala, jeśli nie jest wszechmocny, to…

To jeszcze nie jest upadek, to tylko potknięcie. Można przypomnieć takim rodzicom i wszystkim, którzy stawiają sobie podobne pytania, że wiara podpowiada: „Ufaj! Szukaj łaski przygotowanej dla Ciebie na dzisiaj! Szukaj dobra, które możesz wyprowadzić z tej sytuacji!

Któryś za nas cierpiał rany…

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama