Czas na remanent pobożności

Tygodnik Powszechny 9/2012 Tygodnik Powszechny 9/2012

Przy wszystkich dobrych postanowieniach wielkopostnych niedaleko czai się pragnienie, aby nasze wysiłki zostały przez drugich uznane i uhonorowane. Jezus ma na to dobrą radę: anonimowość.

 

Okres wielkanocnej pokuty, czyli Wielki Post, jest to czas, w którym mamy rozpoznać, kim jesteśmy, i uświadomić sobie, czym zostaliśmy obdarzeni, a czego nam brakuje. Paweł Apostoł nazywa ten okres pojednaniem: nie jesteśmy pojednani sami z sobą, pozostajemy wewnętrznie rozdarci. I tak rozdarty jest też nasz świat, brakiem pojednania zagrożony lub nawiedzany. Pozwólcie się pojednać z Bogiem – woła zatem Paweł w miejsce Chrystusa – abyście w Bogu odnaleźli ścieżki do siebie samych, abyście się pojednali.

W ukryciu

Ubiegłego roku, tuż po Środzie Popielcowej, ktoś mnie zapytał, jakie postanowienie podjąłem na Wielki Post. Odpowiedziałem, że tym razem chcę zrezygnować z wszelkich postanowień. Mój rozmówca się zdziwił, a mnie po prostu dał do myślenia fragment Kazania na Górze o poście, jałmużnie i modlitwie z szóstego rozdziału Ewangelii Mateusza. W tekście tym trzy razy pada zwrot: „a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”. Co oznacza owa dyskretna wskazówka? Jezus niewątpliwie chce powiedzieć: owszem, twoje uczynki są dobre, lecz staną się jeszcze bardziej wartościowe, gdy nie będziesz ich zawieszał „u wielkiego dzwonu”.

U progu Wielkiego Postu natrafiamy na zasadnicze racje, aby nam przypomniano o tym zaleceniu Jezusa. Albowiem przy wszystkich dobrych postanowieniach, które zmierzają do określonych osiągnięć, niedaleko czai się pragnienie, aby nasze wysiłki zostały przez drugich także widziane, uznane i uhonorowane. Któż nie ucieszy się, słysząc taką wypowiedź: „to budujące, że przez cały Wielki Post nie chcesz sięgać po alkohol”. Zamiar ten jest nienaganny, a jednak dla nas chrześcijan wielkie znaczenie kryje w sobie rozważenie intencji Jezusa. W oczach Jezusa nie tyle liczy się osiągnięcie konkretnego celu, co raczej nastawienie, ukierunkowanie całej drogi życia.

Otwierają się więc przed nami trzy ważne kierunki postaw, które wydajniej pielęgnować powinniśmy w ukryciu: jałmużna, modlitwa i post. W tym kierunku podążają także inne wypowiedzi Jezusa, kiedy np. mówi: „Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę” (Łk 14, 12 14) albo: „Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie?” (Mt 5, 46). To, co należy do towarzyskiego dobrego tonu, nie ma znaczenia w tym, co Ewangelia podkreśla w zachowaniu się wobec Boga. Nie ludzie mają widzieć i pochwalać twoje dobre uczynki, powiada Jezus, lecz „Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6, 4).

Powtórzmy w szerszym kontekście słowo już przytoczone, ponieważ zastanawia w nim jedno: kiedy Jezus mówi o modlitwie, wygląda to tak: „Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” (Mt 6, 6). Znając to słowo Ewangelisty, skłonni bylibyśmy zawrócić z drogi do naszego kościoła i zaszyć się w domowym zaciszu. Otóż nie, nasze zdrowe poczucie więzi z Bogiem wierzy ponad wszelką wątpliwość, że w modlitwie jest nam potrzebna solidarność, przeżycie wspólnoty, wzajemne upewnienie się w wierze. A jednak mimo to i wbrew temu usprawiedliwione pozostaje pytanie: czy ja mogę modlić się w tej właśnie „zacisznej” formie, to znaczy na uboczu nawiązać z Bogiem autentyczną, zażyłą więź?

Sięgnijmy do własnego doświadczenia: ilekroć szukamy otwartej, szczerej i osobistej rozmowy, potrzebne jest do tego niezakłócone, zaciszne miejsce, jakaś emocjonalna nisza. Podobnie ma się rzecz także w naszym odniesieniu do Boga: dla takiego spotkania Jezus zaleca nam jakiś spokojny zakątek za zamkniętymi drzwiami. Przekładając to na naszą dzisiejszą sytuację, powiedzieć by należało: uwolnij się od twojego nieodstępnego telefonu komórkowego, wyłącz radio i telewizor, odsuń od siebie wszystko, co mogłoby zakłócić twą uwagę, abyś zyskał absolutną swobodę bycia – i mógł nawiązać niezakłócony kontakt z Bogiem. Czy byłoby to możliwe w ramach nabożeństwa? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć indywidualnie. Muzyka, śpiewy i solenna liturgia generują religijne uczucia, ale czy to wszystko naprowadza na ścieżkę spotkania z Bogiem? – oto pytanie. W każdym razie: w modlitwie Jezusa nie znajdujemy żadnej wskazówki w tym kierunku.

Przyjrzyjmy się bliżej trzem filarom Wielkiego Postu: praktyce jałmużny, modlitwie i wyrzeczeniu w jedzeniu i piciu.

Solidarni z ubogimi

Kto daje jałmużnę i pełni dzieła miłosierdzia, ten w naszym często egoistycznie prezentującym się społeczeństwie uchodzi za obywatela wielkiej szlachetności. A mimo to, nawet za zbożnymi dziełami dobroczynności może kryć się usposobienie, które w gruncie rzeczy szuka własnego „ja”, czyli dobrze zakamuflowana pycha, wystawianie siebie na pierwszy plan. Jezus natomiast żąda od dawcy jałmużny działania ukrytego, absolutnie utajonego. Jego obrazowe słowo o lewej ręce, która nie wie, co czyni prawa (Mt 6, 3), brzmi proroczo i radykalnie.

W ostatnich tygodniach przeżywaliśmy dramat śmierci sześciomiesięcznej Magdy. Gdy na początku tej pogmatwanej historii media obiegła wieść o porwaniu, niemal w ten sam dzień pewien hojny ofiarodawca, który wyraźnie zastrzegł sobie anonimowość, wyasygnował 100 tysięcy złotych nagrody za znalezienie niemowlęcia. Dopiero gdy zapanuje pewność, iż nikt o tym się nie dowie, komu, co, ile zostaje dane, dawca jałmużny odpowiada wyobrażeniu Boga. Albowiem ludzie cierpiący niedostatek są nie tylko Jego równouprawnionymi stworzeniami, lecz według przypowieści „O bogaczu i ubogim Łazarzu” (por. Łk 16, 19–31) szczególnie umiłowanymi stworzeniami Boga. Tylko On zna prawdziwe usposobienie miłosiernego dawcy i w swej ojcowskiej dobroci nagrodzi najmniejszą nawet jałmużnę.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...