Dziedzictwo Kard. Andrzeja Marii Deskura

Niedziela 10/2012

Ks. prał. Giacomo Martinelli, szef sekcji duszpasterskiej Papieskiej Akademii Niepokalanej, wspomina polskiego kardynała Andrzeja Marię Deskura z okazji 88. rocznicy jego urodzin

 

Włodzimierz Rędzioch: – Jak to się stało, że został Ksiądz Prałat współpracownikiem kard. Deskura w Papieskiej Akademii Niepokalanej?

Ks. Prał. Giacomo Martinelli: – Od znajomego księdza dowiedziałem się, że kardynał szukał księdza „maryjnego” do pomocy w Akademii Niepokalanej. Postanowiłem więc złożyć mu wizytę. Przyjął mnie nie tylko z otwartymi ramionami, lecz także z otwartym sercem. Traktował on każde spotkanie jako okazję, którą dawał mu Bóg, aby wypełniać Jego misję kapłańską i okazywać swe duchowe ojcostwo. Uderzała mnie w nim wielka prostota, połączona z głębią wolnej duszy. Mieszkałem w tym czasie w Mediolanie, ale coraz częściej przyjeżdżałem do Rzymu, gdyż kardynał systematycznie wciągał mnie w swe projekty. Często powtarzał mi: „Księże Giacomo, nie cieszysz się, że Matka Boża chce, abyś był u Niej na służbie?”. W międzyczasie zabiegał u arcybiskupa Mediolanu – kard. Carla Marii Martiniego, aby pozwolił mi przenieść się do Rzymu. W końcu kard. Martini zgodził się i w 1993 r. stałem się kapłanem diecezji rzymskiej.

– Skąd u Księdza Prałata ta szczególna wrażliwość maryjna?

– Zawsze czułem się związany z Matką Bożą, chociaż w seminarium – był to okres bezpośrednio po Soborze Watykańskim II – kult Maryi był rzeczą raczej marginesową. W Mediolanie poznałem ks. Luigiego Giussaniego, założyciela ruchu Comunione e Liberazione (Komunia i Wyzwolenie). Przyjaźń z nim sprawiła, że bardzo wzrosło moje nabożeństwo do Matki Bożej. W 1983 r. właśnie od ludzi z tego ruchu dowiedziałem się o Medjugorie i postanowiłem tam pojechać. Zostałem „porażony” żywą obecnością Maryi, która objawiała się także w sercu każdej osoby odwiedzającej to miejsce. Również w moim sercu pojawiło się szczególne światło, które radykalnie odnowiło mój stosunek do Matki Bożej. Wydarzenia w Medjugorie były opatrznościową przyczyną mojego spotkania z kard. Deskurem.

– Jakie były obowiązki Księdza Prałata w Akademii?

– Kard. Deskur przewodniczył zebraniom Akademii oraz dawał dyrektywy dotyczące uczestnictwa jej członków w różnorodnych inicjatywach o charakterze maryjnym. Równocześnie w ramach Akademii rozwinęła się wspólnota modlitewna, której przewodniczyłem wraz z s. Nicolettą. Kardynał chciał, by działalność Akademii nie ograniczała się tylko do pracy biurowej, lecz by miała też wymiar duszpasterstwa misyjnego. W ten sposób przy sanktuariach maryjnych w Lourdes, Loreto, Fatimie oraz na początku także w Częstochowie zaczęli swą działalność członkowie wspólnoty Dom Maryi (po włosku – Casa di Maria). Dlatego też w nowym statucie Papieskiej Akademii Niepokalanej z 1995 r. Domy Maryi uznawane są za duszpasterskie ramię Akademii.

– Kard. Deskur powtarzał często, że w dzisiejszych czasach sanktuaria maryjne mają do spełnienia niezastąpioną rolę…

– Dla kard. Deskura, podobnie jak i dla Jana Pawła II, sanktuaria maryjne są misyjnymi przyczółkami, gdzie Dziewicy udaje się skruszyć serca, nawet te najbardziej zatwardziałe, ludzi, którzy przestali chodzić do parafii, ale których w jakiś sposób przyciągają miejsca uświęcone obecnością Maryi. Kardynał zawsze popierał naszą obecność w sanktuariach maryjnych, abyśmy pomagali ludziom uciekającym się do Matki Bożej, szczególnie ludziom młodym, w chrześcijańskim ukierunkowaniu ich życia.

– Współpracując przez tyle lat z kard. Deskurem, był Ksiądz Prałat świadkiem jego przyjaźni z Janem Pawłem II. Co mógłby Ksiądz powiedzieć na ten temat?

– Aby ukazać, czym była ta przyjaźń, chciałbym wspomnieć epizod z 25 marca 1994 r. Po audiencji dla członków Akademii Niepokalanej Ojciec Święty zatrzymał mnie, wziął mnie za ramię i powiedział, wskazując na kardynała: „Chciałem, żeby ksiądz wiedział, iż ja mogę wypełniać moją misję, ponieważ ks. Andrzej jest w takim stanie (tzn. na wózku inwalidzkim – przyp. ks. Martinellego)”. W ten sposób Papież uświadomił mi i pomógł zrozumieć tajemnicę komunii ich serc i duchowej przyjaźni, która podtrzymywana była ofiarą kardynała, składaną spontanicznie i, powiedziałbym, z radością. Innym razem – było to 30 listopada 2004 r., ostatnie imieniny kard. Andrzeja świętowane w papieskim apartamencie – Ojciec Święty dwukrotnie poprosił o ciszę, aby podziękować Opatrzności Bożej za życie kard. Deskura i aby w ten sposób dać wszystkim do zrozumienia, jak szczególną rolę w jego życiu i misji odegrał kardynał.

– Kard. Deskur był ojcem duchowym wielu seminarzystów i księży. Co ludzie ci otrzymywali od sędziwego kapłana, spędzającego swe życie w łóżku i na wózku inwalidzkim?

– Jako ojciec duchowy kardynał kładł największy nacisk na życie sakramentalne, a w szczególności na Eucharystię i sakrament pokuty. Po drugie – przykładał wielką wagę do duszpasterstwa powołaniowego, a młodym powtarzał: „Masz tylko jedno życie, wykorzystaj je dobrze, daj radykalną odpowiedź Temu, który dał ci życie”. Dlatego poświęcał wiele czasu, szczególnie w czasie wakacji, które spędzał w Szwajcarii, na kształtowanie powołań zarówno męskich, jak i żeńskich.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama