Jezus żył dostatnio

Tygodnik Powszechny 11/2012

Wiemy, że Jezus był bardzo dobrze ubrany. Tuż przed ukrzyżowaniem miał na sobie tak cenną szatę, że rzymskim żołnierzom nie opłacało się jej dzielić, więc rzucili o nią losy.


Piotr Włoczyk: Podczas jednego z wykładów dla przedsiębiorców, zebrani usłyszeć mogli, że ojciec nie lubi franciszkanów...

Fabian Błaszkiewicz SJ: To wcale nie jest tak, że nie lubię franciszkanów. Uważam jedynie za nieporozumienie to, że charyzmat franciszkański został zaadaptowany przez całą wspólnotę kościelną. Sam charyzmat franciszkanów – rozumienie rad ewangelicznych Jezusa w sposób dosłowny – jest piękny. W stanie zakonnym oczywiście można żyć w ubóstwie, ale nie powinniśmy tego przenosić na wszystkich chrześcijan. Nieco zaczepnie mówię, że mam żal do franciszkanów, iż tak dobrze udało im się ten charyzmat rozszerzyć. Nie może on być jednak potraktowany jako zaproszenie dla całego Kościoła do życia w ubóstwie.

Czyli to przez franciszkanów wielu polskich katolików boi się bogactwa?

Nie o to chodzi, że polscy katolicy nie chcą być bogaci, tylko o to, że niektórzy czują się winni, gdy takimi się stają. Np. sam fakt nabycia spadku powoduje u niektórych pojawienie się niepokoju, że może to być grzeszne. Ale to nie jest tylko polski problem.

Jak to wygląda np. w USA?

Nauczanie Kościoła wszędzie jest takie samo i jest jasne w tej kwestii. Problemy zaczynają się dopiero w duszpasterstwie. Różni księża akcentują różne sprawy. W Stanach Zjednoczonych nauczanie jest generalnie szersze i głębsze. Dowodem tego są choćby organizacje katolickie, które powstały z myślą o ludziach bogatych. Za oceanem od jakiegoś już czasu działa stowarzyszenie zrzeszające katolickich milionerów. Dopiero niedawno stowarzyszenie to zostało przeszczepione na polski grunt. W USA, Kanadzie czy w Zachodniej Europie nauczanie poszczególnych księży jest pogłębione, wspiera przedsiębiorczość i nie straszy ludzi bogatych.

Czyżby polski Kościół nie do końca dobrze prowadził katolików przez tematy bogactwa i przedsiębiorczości?

W kaznodziejstwie, z którym spotykamy się co niedzielę w kościele, rozpowszechniane jest przekonanie, że ubóstwo jest czymś dobrym. Przykładem może być pierwsza rada ewangeliczna – „błogosławieni ubodzy”. Mało kto wyjaśnia potem w kazaniu, że przecież chodzi o ubogich w duchu. Oczywiście w Ewangelii pojawia się ostrzeżenie, że nie można służyć Bogu i mamonie, czy też słowa o tym, że „prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż bogaty wejdzie do Królestwa Niebieskiego”. Ale proste, dosłowne rozumienie tych paru ewangelicznych zasad jest błędne! W Piśmie Świętym odróżnia się przecież bogacza, który jest prawy (Syrach nazywa go bogaczem błogosławionym), od tego, który jest przeklęty.

Jak może wyglądać błogosławieństwo w przypadku człowieka bogatego?

W Pięcioksięgu Bóg wielokrotnie mówi, że skutkiem zawarcia przymierza i życia według jego zasad będzie błogosławieństwo. Zarówno duchowe, jak i materialne. Składane są konkretne obietnice pomnożenia stad i powiększenia posiadanych ziem. Hiob też jest dobrym przykładem, choć kojarzymy go przede wszystkim z symbolem cierpienia. A przecież po pomyślnym wyniku próby Hiob wraca do swojego bogactwa, a nawet je pomnaża. Jeżeli przyjrzeć się przykładom świętych w Starym i Nowym Testamencie, to nie sposób nie zauważyć, że wszyscy ci ludzie nie doświadczają biedy w sensie materialnym, a wręcz przeciwnie – raczej im się powodzi. Na czele z Jezusem Chrystusem.

Jezus Chrystus żył dostatnio?
 
Oczywiście, że tak. Postępowanie Jezusa jest pierwowzorem tego, w jaki sposób można podchodzić do bogactwa. Z Ewangelii wynika, że Jezus nie zajmował się bezpośrednio pieniędzmi, tylko miał do tego swojego człowieka – Judasza. To on zajmował się wspólnymi pieniędzmi, z których żyli wszyscy apostołowie i Jezus. Środki te pochodziły od ludzi, którzy podążali za Jezusem i przekazywali znaczne sumy, by mógł On spokojnie zająć się głoszeniem nauki. Wiemy też, że Jezus był bardzo dobrze ubrany. Tuż przed ukrzyżowaniem miał na sobie tak cenną szatę, że rzymskim żołnierzom nie opłacało się jej dzielić, więc rzucili o nią losy. Jest jeszcze historia kobiety, która przychodzi do Jezusa niedługo przed ukrzyżowaniem, rozbija flakon z drogocennym olejkiem i wylewa go Jezusowi na głowę. Według niektórych badań cena tego flakonu z olejkiem równała się cenie wioski... Oburzył się na to Judasz, uważając, że Jezus przyzwala na rozrzutność, bo pieniądze ze sprzedaży olejku można było rozdać biednym. Nauczyciel udziela jednak bardzo ciekawej odpowiedzi: „ubogich zawsze macie u siebie, a mnie nie zawsze macie”. Pokazuje to, że ze swobodą można się posługiwać bogactwem. Widać też, że w tym konkretnym momencie Jezus nie utożsamia się z biednymi, bo po prostu nie jest jednym z nich!

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • niki
    16.03.2012 14:29
    zgadzam się z poprzednikami
  • Traper
    16.03.2012 14:58
    Nieprawda! Autor ma rację. Ps. 5, 13 głosi: "Bo Ty, Panie, będziesz błogosławił sprawiedliwemu". Jakie świadectwo daje ktoś, komu się pomyliło ubóstwo z... dziadostwem? (uwaga: słowo "ubóstwo" pochodzi od: (bycie)-u-Boga, czyli zawierzenie Mu siebie). Ktoś taki przypomina hinduskiego jogina, upatrującego swą doskonałość w tym, że pije wodę z kałuży i to bez kubka. Podobny przykład dziś może jedynie śmieszyć.
    Aby przyjąć Jezusa jako Mistrza, nie wypada robić z Niego dziwaka: albo nędzarza, albo celebrytę. Jest złoty środek: autentyczne człowieczeństwo, ceniące pracę i jej owoce, a także umiar - a jednocześnie wartość ducha.
  • mala
    16.03.2012 21:01
    Do Moniki: na jakiej podstawie wysuwasz wniosek, że Jezus nie żył dostatnio? Na podstawie jego pouczenia, by gromadzić sobie skarby w niebie? A czy jedno drugiemu przeczy lub w jakiś sposób koliduje ze sobą?? Czy na podstawie zaproszenia jakie Jezus skierował do bogatego młodzieńca, by sprzedał wszystko co ma i poszedł za Nim? (Uwaga jak wyżej). Dalej piszesz, że duchowieństwo "domaga się życia w dostatku". Tzn kto konkretnie się domaga, bo może o czymś ważnym nie wiem...
    Do Trup: nie mam wrażenia, by wypowiedzi Ojca Fabiana coś lub kogoś dzieliły... Ja też nie chcę dzielić włosa na czworo, dlatego tylko krótko odniosę się do tego co napisałeś powołując się na fragment z Pisma św. ("łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne..."). Czy nigdy nie analizowałeś tego fragmentu, pod tym kątem, że bogactwo jest WYZWANIEM? Jezus nie powiedział, że bogaci nie wejdą do Królestwa Niebieskiego, ale po prostu będzie im trudniej. Jeśli dobrze kojarzę to trudności kształtują charakter, uczą wytrwałości itp.
    Zgadzam się z O. Fabianem, że na kazaniach często (wg mnie za często) gloryfikowane było ubóstwo jako coś uniwersalnego dla każdego stanu, a pełnie brzmienie błogosławieństwa z Góry ("błogosławieni ubodzy W DUCHU") jakoś mniej akcentowane. Super, że Ojciec ma odwagę o tym mówić i sam zachęca do bycia przedsiębiorczym i bogacenia się bez poczucia winy.
  • Anna
    18.03.2012 12:01
    Maryja,Mama Jezusa wykonała dla swojego Syna szatę bogatą ,doskonałą, bo innej wykonać nie mogła.
    Jezus nie żył dostatnio w sensie materialnym, żył tak jak wszyscy którzy z nim wędrowali, nie mógł nawet porządnie odpocząć zewsząd napływali do niego ludzie i prosili o coś.
    Przebywanie z Jezusem jest wielkim bogactwem dla każdego człowieka.
    Biedny w sensie materialnym może być bardzo bogaty i odwrotnie , nie w tym rzecz.
    Materialne bogactwo nie ubogaca duchowo a wartość człowieka od niego nie zależy.
    I bogaci i biedni odczuwają braki,każdy w czymś niedomaga.
    Jezus jest bogaty Bogiem i ogołocony po ludzku na krzyżu, po to aby objawiło się Jego bogactwo ( Miłość) do nas.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama