Pomiary normalności

Rycerz Niepokalanej 3/2012

Statystyka decyduje o normalności w takim samym stopniu jak o prawdzie. Sejm może większością głosów przeforsować dowolny absurd, może kazać nazywać noc dniem, a dzień nocą, nie zmieni to jednak faktów. Noc zawsze pozostanie nocą, tak jak czarne jest czarne, a białe – białe.

 

Jeden poseł miał żal do Jana Pawła II, że gdyby nie on, to w Polsce byłyby "normalne" przepisy aborcyjne – takie, które pozwalałyby mordować znacznie większą liczbę nienarodzonych.

Legalizacja megalikwidacji (aborcyjnego holocaustu) miała według posła przywrócić "normalność". To nie tylko przykład bicia antyklerykalnej piany czy populistyczne uderzanie w antykościelne tony dla zyskania poklasku "postępowych" elit i środowisk feministycznych. Widzimy tutaj bardzo jasno swoisty sposób interpretacji świata, ujmowania rzeczywistości tak charakterystyczny dla lewicy. To paradoks, ale owa kuriozalna opinia Palikota z 15 listopada 2011 r. pobudziła mnie do refleksji nad rozumieniem normalności.

Arytmetyka czy metafizyka?

Lewica, której przedstawicielem jest Palikot, jest formacją uprawiającą szeroko pojęty relatywizm. Uznaje ona za normalność różnorodne działania sprzeczne z nauczaniem Magisterium Kościoła. Ma to według niej pozwolić na ostateczne wyzwolenie człowieka z "kajdan tradycji i przesądów". Jedną z form tego wyzwolenia jest akceptacja aborcji. Jeśli jednak uznamy aborcję – czyli mord na nienarodzonym dziecku – za normalność, to czymże tedy jest normalność? Kto ma prawo decydować o tym, co jest normalne, a co nie? Janusz Palikot? Stanowiący prawo parlament? A może demos (lud), w którego rękach spoczywa władza?
Według słowników normalność to zgodność z normą. Norma to z kolei ogólnie przyjęta zasada. Wniosek stąd płynący – jakoby za normalność uchodziło wszystko, co zgodne z powszechnie przyjętymi zasadami – rodzi niepokój.

Jeżeli w przyszłości aborcyjna eksterminacja uzyska aprobatę większości (będzie ogólnie przyjętą zasadą), stanie się wtedy automatycznie normalna? Czy arytmetyczna większość może w ogóle decydować, czym jest normalność?

Statystyka decyduje o normalności w takim samym stopniu jak o prawdzie. Sejm może większością głosów przeforsować dowolny absurd, może kazać nazywać noc dniem, a dzień nocą, nie zmieni to jednak faktów. Noc zawsze pozostanie nocą, tak jak czarne jest czarne, a białe – białe. Inny przykład: w latach 70. Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne skreśliło z listy chorób psychicznych homoseksualizm. W ślady Amerykanów poszła Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). O takim zabiegu zadecydowały, a jakże, nie dowody naukowe, ale demokratyczne głosowanie! Ktoś był "za", ktoś "przeciw". Efekt: rzecz nienormalna została ochrzczona mianem najnormalniejszej. Czy homoseksualizm przestał być przez to dewiacją? Nie.

Otóż obiektywna, czyli oparta na prawdzie, normalność posiada swój synonim: zgodność z ładem, rozumianym nie jako porządek doczesny, całościowy, który wyraża odpowiednie umiejscowienie członków narodu czy społeczeństwa między sobą, jak również w stosunku do Boga. Ład ten wyznacza porządek bytów od samego Boga, poprzez anioły, człowieka, zwierzęta i rośliny, aż po zwykłe minerały. Dopiero odniesienie do kategorii obiektywnego, Bożego ładu, chroni nas przed woluntarystycznym pojmowaniem normalności, czyli przed ludzkim subiektywnym chciejstwem. W takim rozumieniu "normalność" nie jest zmienna, nie jest procesem, uczuciem jednostki, przelotnym niczym wiatr lub panieńskie kaprysy. Zostaje ugruntowana na Bogu, na Jego woli i na Jego prawach. Oparta jest o najtrwalszy fundament. To Bóg decyduje o tym, co jest normalne, dając nam swoje prawo, Boże normy, prawo wieczne. O normalności na pewno nie decyduje arytmetyczna większość. Nawet jeżeli aborcja zostanie zalegalizowana mocą Parlamentu, to jako niezgodna z ładem nigdy nie stanie się normalnością.

Ku patologii

Definicja słownikowa normalności nie uwzględnia w dodatku metafizycznego kontekstu. Na jej gruncie normalnością będzie wszystko, co jest zgodne z przyjętymi zasadami, bez względu na to, jakie one będą.

Z prawdziwym ładem, normalnością, człowiek zetknął się raz – w rajskim Edenie. Ten pierwotny stan przeminął, ale jego ślad pozostał w człowieku. Rewolta, która dokonała się w raju, kiedy pierwsi ludzie skuszeni przez szatana odwrócili wzrok od Boga i skierowali go w stronę bożków, zmieniła wszystko. Prawda zaczęła mieszać się z kłamstwem. Królować zaczął relatywizm. Jednym z jego owoców jest definicja normalności, którą omawialiśmy. Jego skutki możemy oglądać do dzisiaj.

Skąd wzięło się niewłaściwe rozumienie normalności, znakomicie tłumaczy bł. Jan Paweł II. W encyklice <em>Veritatis Splendor</em> zauważa, że "podczas gdy nauki humanistyczne, podobnie jak wszystkie nauki doświadczalne, rozwijają empiryczne i statystyczne pojęcie «normalności», to wiara naucza, że tego rodzaju normalność zawiera w sobie ślady upadku człowieka, jego odejścia od pierwotnego stanu – to znaczy, że jest skażona przez grzech".

W takim kontekście należy rozpatrywać słowa każdego człowieka bredzącego o tym, jakoby pójściem w kierunku normalności była liberalizacja aborcji, czy też promocja satanizmu, akceptacja związków jednopłciowych, legalizacja narkotyków, eutanazji, <em>in vitro</em> itd. Każdy wyznawca tego typu lewicowych ułud dokłada swoją cegiełkę do budowy antyładu – patologicznej karykatury porządku, który zawsze oparty jest o prawdę i wolę Bożą. I tak prawda Boża przemieniana jest w kłamstwo, a wola Boża zastępowana samowolą, popularnym Owsiakowym sloganem: "róbta, co chceta!"
Powrót do początku

Z tego zafiksowania jest jednak wyjście. "Tylko wiara chrześcijańska wskazuje człowiekowi drogę powrotu «do początku» – drogę, która często bardzo różni się od drogi normalności empirycznej" (Jan Paweł II).

Droga powrotu "do początku" nie jest prosta. Czyhają na niej liczne trudności. Wybierając ją, niejednokrotnie usłyszymy, że rozmijamy się z normalnością, że jesteśmy szaleńcami. Nie powinno to jednak nikogo zrażać. Nawet, jeżeli pozostając w prawdzie, będziemy osamotnieni. George Orwell w Roku 1984 pisał, iż "należenie do mniejszości, nawet jednoosobowej, nie czyni nikogo szaleńcem. Istnieje prawda i istnieje fałsz, lecz dopóki ktoś upiera się przy prawdzie, nawet wbrew całemu światu, pozostaje normalny. Normalność nie jest kwestią statystyki". No właśnie.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama