Święci razem

Wieczernik 182/2011

Małżonkowie powołani są do świętości dzięki łasce, która towarzyszy im przez całe życie.

 

Przed nami wielka szansa. Zaczęła się epoka świętych par małżeńskich. I nie piszę tu o świętości jakiej doświadczyło w historii chrześcijaństwa zapewne tysiące par małżeńskich, które poprzez swą miłość i doświadczenie bliskości Boga promieniowały wokół siebie ciepłem domowego ogniska, bezwarunkową i przebaczającą miłością, które wychowywały dzieci na dobrych ludzi i chrześcijan, były wspaniałymi dziadkami i mądrymi teściami. Służyli oni przez całe życie Bogu i bliźnim lecz ich imiona zna tylko Bóg i najbliżsi, bo dla Kościoła pozostali anonimowi. Piszę o małżeńskiej świętości wynoszonej na ołtarze, świętości w pełni świadomie przeżywanej w swoim małżeństwie. Piszę o małżeństwie jako drodze ku świętości. O drodze, którą sam Bóg dał ludziom od początku stworzenia.

Święte małżeństwa i małżonkowie, którzy żyli w małżeństwie są rzadkością w porównaniu ze świętymi kapłanami, zakonnikami czy zakonnicami. Nie oznacza to oczywiście, że takich świętych małżeństw nie było. Autor książki „Parami do nieba” – Zbigniew Nosowski w swoich poszukiwaniach znalazł 84 święte małżeństwa lub świętych żyjących w małżeństwie. Kanonizacja ani beatyfikacja żadnej z nich, poza dwoma ostatnimi przypadkami, nie odbyła się jednocześnie, ani też nikt nie ukazywał ich małżeństwa jako drogi do świętości. Luigi i Maria Beltrame Quattrocchi beatyfikowani 21 października 2001 r. przez Jana Pawła II są niewątpliwym przełomem w postrzeganiu małżeństwa jako drogi do świętości.

Pierwsze święte małżeństwa pochodzą z czasów biblijnych. Są to Maryja i Józef, Anna i Joachim – rodzice Maryi, rodzice św. Jana: Elżbieta i Zachariasz, Kleofas i Maria Kleofasowa – rodzice apostołów Jakuba Młodszego i Judy Tadeusza, Pryscylla i Akwila – zawsze w Nowym Testamencie wymieniani razem oraz Apia i Filemon którzy w Efezie przeznaczyli swój dom na Kościół.

Ponad połowa, bo aż 48 par odnalezionych w historii świętych małżeństw, to męczennicy. Ich świętość nie wynika z faktu uznania ich małżeństwa jako drogi do świętości lecz z tego, że oboje oddali swe życie za wiarę. W wielu przypadkach ich wspólna śmierć wynikała jednak z głębokiej wspólnoty, jaka łączyła małżonków. Często są oni wspominani w liturgii Kościoła tego samego dnia. Najwięcej z nich pochodzi z pierwszych wieków chrześcijaństwa, lecz przez całe XX wieków od narodzin Chrystusa ludzie na całym świecie ginęli za wiarę i wśród nich są święte małżeństwa. Ostatnie z nich zginęło w 1840 r. Kilka par małżeńskich żyjących później, które zginęły śmiercią męczeńską ma rozpoczęte procesy beatyfikacyjne, wśród nich są m.in. Wiktoria i Józef Ulmowie ze wsi Markowa pod Łańcutem. Zostali oni rozstrzelani 24 marca 1944 r. w raz z dziećmi za ukrywanie ośmiu starszych braci w wierze – Żydów.

Drugą pod względem liczebności grupę świętych małżeństw tworzą takie, które żyły w małżeństwie ale ich drogi do świętości wiodły przez klasztor. W średniowieczu nie należało do rzadkości, że pobożne pary małżeńskie rozstawały się wybierając życie zakonne lub też jedno z małżonków wstępowało do klasztoru po śmierci drugiego.

Niektóre z małżeństw uznanych za święte były to „małżeństwa józefickie” czyli takie które od samego początku postanowiły powstrzymać się od współżycia seksualnego. Dzisiaj czystość w małżeństwie nie jest rozumiana jako „brak seksu”, w historii było jednak inaczej. Najbardziej znanymi parami, których życie było później naśladowane przez wiele innych małżeństw byli: święci Cecylia i Walerian oraz bł. Delfina z Signe i św. Elear.

Bywało jednak też inaczej. Ciekawym przykładem jest świętość wielopokoleniowa. Święta Makryna Starsza miała syna św. Bazylego i św. synową, żonę Bazylego św. Emelię. Święci małżonkowie mieszkali w Cezarei Kapadockiej. Mięli pięć córek i pięciu synów. Czworo z pośród ich dzieci czczonych jest jako święci. Są to trzej Biskupi: Bazyli Wielki, Grzegorz z Nyssy (żonaty) i Piotr z Sebasty oraz najstarsza córka Makryna Młodsza. W kościele prawosławnym czczeni są jeszcze mąż Makryny Starszej i czwarty syn Emelii i Bazylego – mnich Naukratios.

Biorąc pod uwagę że świętych i błogosławionych w kościele katolickim jest ponad 10 tysięcy to można się zastanawiać czy 84 pary małżeńskie to dużo czy mało. Dla tych co nie słyszeli o żadnym świętym małżeństwie to na pewno spora liczba. Jednak w obliczu wszystkich świętych wydaje się być bardzo mało tych, których można postawić za wzór małżonkom żyjącym dzisiaj.

U podstaw tego braku leży głęboko zakorzenione przekonanie, że na drodze małżeńskiej nie da się osiągnąć prawdziwej świętości, że świętość zarezerwowana jest dla tych którzy wybrali stan duchowny, zakonny lub dla świeckich, którzy swe życie upodobnili do duchownych. Wiązało się to najprawdopodobniej ze spojrzeniem podejrzliwym lub wręcz negatywnym na ludzką seksualność. Małżeństwo i w teorii i w praktyce traktowano jako instytucję stworzoną przez Boże miłosierdzie dla tych, którzy nie są na tyle silni, aby praktykować czystość.

Nawet jeśli takie przekonanie nigdy nie było zgodne z nauką Kościoła to wywierało silny wpływ na wielu biskupów, teologów i duszpasterzy oraz na codzienne życie kościoła. Nie było też dla małżeństw żadnych wzorów. Te które zostały świętymi najczęściej zostały nimi dlatego że naśladowali dostępne modele świętości czyli: męczeństwo, ascetyzm, mistycyzm i służebność. Małżonkowie szukający pogłębienia relacji z Bogiem czynili to niejako „poza” swoim małżeństwem czy ewentualnie „obok” niego.

Długie lata trwały dyskusje w Kościele na temat małżeństwa, rodziny i roli kobiety w Kościele. Myślenie zmieniało się powoli. Papież Pius XI w 1930 r. napisał w encyklice Castr connubii że „miłość małżonków stanowi główną podstawę i właściwy sens małżeństwa”. II Sobór Watykański był w tym temacie o tyle kluczowy, że przypomniał iż wszyscy chrześcijanie powołani są do świętości.

Jan Paweł II raz na zawsze obalił i zafałszowane myślenie dotyczące małżeństwa i rodziny, przez którą wiele pokoleń małżonków żyło (i ciągle żyje) w przekonaniu, że są drugą kategorią ludzi wierzących. Błogosławiony Papież w adhortacji apostolskiej Familiaris Consortio (1981) pisał min.:

Wedle zamysłu Bożego rodzina (...) na mocy swego posłannictwa ma stawać się coraz bardziej tym, czym jest, czyli wspólnotą życia i miłości w dążeniu, które (...) znajdzie swoje ostateczne spełnienie w Królestwie Bożym, małżonkowie powołani są zaś do świętości dzięki łasce, która nie wyczerpuje się w samym sprawowaniu sakramentu, ale towarzyszy im przez całe życie.

Od czasu gdy Jan Paweł II beatyfikował małżonków Beltrame Quattrocchi została już beatyfikowana następna para: małżeństwo Zelii i Ludwika Martinów (19 października 2008) oraz rozpoczęło się na całym świecie ok. dwadzieścia innych procesów beatyfikacyjnych, którymi objęci są oboje małżonkowie. Czternaście z nich żyło w drugiej połowie XX wieku, a ostatnia osoba jeszcze w 2004 r. Wkrótce możemy się spodziewać pierwszej kanonizacji gdyż na szczeblu diecezjalnym zatwierdzony został cud dokonany za wstawiennictwem błogosławionych małżonków Beltrame Quattrocchi, który to jest wymagany zgodnie z przepisami prawa kanonicznego aby papież mógł ich ogłosić świętymi. Środowiska zajmujące się tematyką małżeńską i rodzinną z niecierpliwością czekają na kolejne beatyfikacje małżeństw. Dwie pierwsze błogosławione pary małżeńskie, choć niewątpliwie otworzyły nową drogę „na ołtarze” i nikt nie podważa ich świętego małżeńskiego życia, to jednak nie w pełni satysfakcjonują. Pierwsze z nich po 21 latach małżeństwa podjęło decyzję o „rozdzieleniu łoża” małżeńskiego, a ich czwórka dzieci wybrała jakąś formę życia konsekrowanego. A w drugim przypadku wszystkie córki wstąpiły do zakonu.

Bardzo potrzebny jest dzisiaj model świętej pary małżeńskiej, bo życie w małżeństwie to normalna droga dla większości chrześcijan. I można uczyć się od męczennika ofiarowywania samego siebie innym, od ascety – wyrzeczeń, od mistyka – modlitwy a od sługi – podejmowania trudu na rzecz innych. Lecz w nowym modelu świętych małżeństw musi być jednak ukazana ich wspólna droga uświęcania a nie dwie drogi biegnące równolegle. Historia pokazuje nam że można zostać świętym pomimo małżeństwa. Można też uzyskać świętość żyjąc w małżeństwie, uświęcając się kolejnymi praktykami duchowymi i cierpliwie znosząc ciężary życia małżeńskiego. Można też, poprzez małżeństwo, na drodze swej wiary, ze wspólnego, świadomego przeżywania sakramentu dojść do pełni jedności ze współmałżonkiem i z Bogiem.

Według Benedykta XVI „Małżeństwo oparte na miłości wyłącznej i definitywnej staje się obrazem relacji Boga do Jego ludu, i odwrotnie: sposób w jaki miłuje Bóg, staje się miarą ludzkiej miłości” (Encyklika Deus Caritas est). Wspólnota małżeńska jest szczególnym rodzajem ludzkiej wspólnoty. Kobieta i mężczyzna robią sobie nawzajem miejsce dla drugiej osoby w swoim życiu w swojej intymności i tożsamości. Zarówno w wymiarze fizycznym, psychicznym, duchowym jak i erotycznym. Dwie indywidualne osoby mają jedno wspólne powołanie, jakim jest dążenie do świętości, poprzez drogę na którą razem weszli – małżeństwo. Miłość par małżeńskich, które są szczęśliwe, które odnajdują Boga we wspólnocie małżeńskiej, to najbardziej czytelny sakrament Boga, który jest Miłością.

Wszystkich szerzej zainteresowanych tematem odsyłam to książki „Parami do nieba” Zbigniewa Nosowskiego wyd. BIBLIOTEKA WIĘZI, na podstawie której pisałam artykuł.


 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama