Arcybiskup i masoni

Wzrastanie 4/2012

„Widzimy jak planowo atakowany jest dziś Kościół przez różne środowiska libertyńskie, ateistyczne i masońskie. Nie oszczędzają Kościoła liberalne telewizje i takież pisma…” –

 

„Widzimy jak planowo atakowany jest dziś Kościół przez różne środowiska libertyńskie, ateistyczne i masońskie. Nie oszczędzają Kościoła liberalne telewizje i takież pisma…” – napisał w wielkopostnym liście pasterskim ksiądz arcybiskup Józef Michalik, metropolita przemyski i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Ksiądz arcybiskup podał fakty skądinąd oczywiste, jednak po ogłoszeniu jego listu jak kraj długi i szeroki rozległy się głosy oburzenia i szyderczy śmiech.

Bo przecież masonów nie ma!

Na wzmiankę hierarchy o masonach zarechotał internetowy plebs, który wprawdzie (jak mówią statystyki) czyta po pół książki na rok, jednak zawsze chętny jest do odgrywania roli „ekspertów”. O ile nikt nie kwestionuje istnienia libertynów, ateistów i liberałów, o tyle aktywność wolnomularstwa radośni szydercy uznają za bajkę o żelaznym wilku. Zaraz też posypały się wyjaśnienia domorosłych znawców:

„Masoneria to zabobon, to wymysł Kościoła! Masonów nie było i nie ma!”.

Kilkumilionowa społeczność wolnomularzy powinna poczuć się urażona.

No, może są…

…ale zupełnie nieszkodliwi!

Kiedy już internetowi „eksperci” zgodzą się łaskawie, że masoneria nie jest „wymysłem Kościoła”, natychmiast spieszą z wyjaśnieniami, że to tylko zgromadzenie śmiesznych dziwaków, którzy odprawiają w tajemnicy jakieś niby-sekciarskie misteria i dowartościowują się nadając sobie i swoim znajomkom napuszone, pretensjonalne tytuły. Jeśli zaś chodzi o działalność „farmazonów” na forum publicznym, to ma się ona sprowadzać wyłącznie do chwalebnej filantropii, do wygłaszania banalnych komunałów o potrzebie tolerancji, i jeszcze do sławetnego „wzajemnego wspierania się”.

W tym miejscu trzeba zapytać: ale co z tą tajnością? Dlaczego o tym, że ktoś był masonem dowiadujemy się najczęściej dopiero po jego śmierci? Czemu utajnione są obrady wolnomularstwa, ich tematyka i podejmowane decyzje? Cóż mają do ukrycia? Działalność dobroczynna chyba nie wymaga pracy w konspiracji?

Zaś zasada „wzajemnego wspierania się” członków tajnych struktur, celem osiągnięcia osobistych korzyści, niekoniecznie musi być chwalebna. Wszak w języku potocznym nosi nazwę kumoterstwa.

…nie zajmują się polityką…

Nie wiem, kto wymyślił ten argument, ale co rusz pojawia się on w dyskusjach. Rzekomo masoni nie angażują się w politykę; podobno loża im tego zabrania, albo też sami odnoszą się z pogardą do tak brudnej sfery ludzkiej aktywności.

Żeby było śmieszniej, ci sami dyskutanci potrafią jednym tchem wymienić nazwiska wybitnych masonów: króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego, prezydenta Gabriela Narutowicza (oraz większości przedwojennych polskich premierów), prezydentów Stanów Zjednoczonych (m.in. Jerzego Waszyngtona, Franklina Delano Roosevelta, Harry’ego Trumana oraz kilkunastu innych), premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla, prezydenta Chile Salvadora Allende, dyktatora Nikaragui Anastasio Somozy…

Rozumiem, że żaden z wymienionych nie zajmował się polityką. Nic a nic.

…i są wybitni

Kiedyś pewien znany publicysta oświadczył, że nigdy nie skrytykuje masonerii, „ponieważ jest inteligentem”. Chodziło mu o to, że wśród osób inicjowanych w lożach było sporo ludzi naprawę nieprzeciętnych, jak choćby Mozart czy Goethe.

Ten „argument z autorytetu” zawodzi, ponieważ nie dyskutujemy tutaj o sztuce, tylko o działaniach na wskroś politycznych. Tak się składa, że utalentowani twórcy już nieraz oddawali się na służbę ideologiom i ruchom niekoniecznie sympatycznym. Taki komunizm nie stał się mniej zbrodniczy, kiedy zaczęli wychwalać go Picasso, Sartre i Szymborska.

Masoneria nie jest groźna dla Kościoła, bo jakiś artysta zaczął gustować w dziwacznych fartuszkach, ale dlatego, że jej doktryna sprzeczna jest z katolicyzmem. Pisarze, kompozytorzy i aktorzy mogli sobie brylować wśród masońskiej braci i robić za jej wizytówkę; szkoda, że dyskurs z Kościołem podejmowali tacy antykatoliccy fanatycy, jak „wściekły szczur” Marat, „tygrys” Clemenceau czy „el Anticristo” Calles.

Nadąsani zagniewani

Ma się rozumieć, do chóru potępień arcybiskupa Michalika natychmiast dołączyła „Gazeta Wyborcza” (jak zwykle ze wzruszającą troską pochylająca się nad Kościołem, który znowu ośmielił się nie spełnić jej oczekiwań). Na łamach „GazWyb”-u najpierw w dosyć dobrotliwym stylu pogrymasił sobie wielki mistrz wolnomularstwa, pan Tadeusz Cegielski. Mistrz „farmazonów” westchnął ze smutkiem, że jest zażenowany biskupimi fobiami, a przy okazji zapewnił, że nie zdarza mu się pożerać chrześcijańskich dzieci. Wypada wierzyć na słowo.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

TAGI| MASONERIA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama