Bronię niewinnych

Niedziela 16/2012

Zawsze w szczególnego rodzaju sprawach w pracy adwokata występuje jakieś ryzyko. Jednak nie bałem się. To jest moje powołanie i praca, której się poświęciłem. A szczególną satysfakcję sprawia mi obrona niewinnie oskarżonych, zwłaszcza gdy ich proces kończy się wyrokiem uniewinniającym.

 

Magdalena Kowalewska: – Czy jako adwokat czuje się Pan dzisiaj dumny z tego, że płk Kukliński był Pana klientem?

Mec. Piotr Dewiński: – Tak. Broniłem przecież prawdziwego bohatera, skazanego na karę śmierci za przekazywanie zdobytych w Moskwie tajemnic – nie polskich, tylko sowieckich. Tajemnic nie Państwa Polskiego, tylko obcego, wrogiego Polsce mocarstwa. Niezależnie od tego, jak będziemy patrzeć na niego przez pryzmat prawa, nie ulega wątpliwości, że był to człowiek, który poświęcił swoje życie, aby działać dla dobra Polski. Z całą pewnością mój klient nie przyjmował żadnych korzyści materialnych. Pułkownik powiedział kiedyś, że to nie Amerykanie go zwerbowali, ale to on zwerbował Amerykanów, aby działali na rzecz wolności i niepodległości Polski.

– Czy przyszło Panu kiedykolwiek do głowy, że na początku swojej drogi adwokackiej będzie Pan bronił wielkiego bohatera Polski z okresu zimnej wojny, który ochronił Polskę i świat przed wybuchem trzeciej wojny światowej?

– Oczywiście, że nie. Tak samo jak nigdy nie przypuszczałem, że będę adwokatem ówczesnego redaktora Józefa Szaniawskiego, któremu w 1985 r. przedstawiono najcięższe oskarżenia – jako rzekomemu agentowi wywiadu amerykańskiego groziła mu nawet kara śmierci z art. 124 Kodeksu karnego. Należy podkreślić, że były to zarzuty całkowicie bezzasadne. Zbieranie informacji przez dziennikarza pracującego w Polskiej Agencji Prasowej należało przecież do jego obowiązków. Co prawda, kilka tajnych biuletynów PAP-u zostało przeznaczonych do użytku wewnętrznego, ale nie oznaczało to, że nie można było z nich korzystać. Red. Szaniawski wykazał się dużym sprytem i inteligencją, przekazując wiadomości Radiu Wolna Europa przez 11 lat. A potem został za to skazany! Miałem wrażenie, że zarzut szpiegostwa na rzecz Radia Wolna Europa pochodzi z lat stalinowskich!

– Nie obawiał się Pan stanąć po stronie Szaniawskiego jako „szczególnie niebezpiecznego agenta CIA”?

– Podjąłem się tej sprawy z wielkim przekonaniem. Adwokat powinien wykazywać się odpowiednimi predyspozycjami do wykonywania tego zawodu oraz czuć powołanie.

– Czy ma Pan poczucie misji podczas rozpraw sądowych, gdy trzeba bronić niesłusznie oskarżonych?

– Nie ukrywam, że tak. Wprawdzie red. Szaniawskiego nie udało się uniewinnić w 1985 r., ale dzięki złożonej przeze mnie apelacji, nazywanej wówczas rewizją, jego karę udało się złagodzić z 10 do 8 lat pozbawienia wolności, pomimo że prokurator początkowo żądał aż 15 lat więzienia! Jednak Szaniawski zwolniony został z najcięższego wówczas polskiego więzienia – Zakładu Karnego w Barczewie – dopiero po ponad pół roku od pierwszych wolnych wyborów, tj. 22 grudnia 1989 r. A więc po blisko pięcioletnim pobycie w więzieniu!

– W 1981 r., tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego, płk Kukliński zmuszony był opuścić Polskę. Uciekł do Ameryki. Wnioskuję z tego, że bronił Pan pułkownika, nie spotykając się z nim bezpośrednio. Kontaktowaliście się w jakiś sposób?

– Nie mogę zdradzić tajemnicy adwokackiej. Jednak pierwszym krokiem, jaki postanowił podjąć płk Kukliński, zanim rozpoczął się proces, było udzielenie mi pełnomocnictwa. Nasze spotkania miały miejsce dopiero w późniejszym czasie. Nie miałem żadnych wątpliwości co do tego, że płk Kukliński jest patriotą i bohaterem. A niestety – dla niektórych wysokich przedstawicieli władz płk Kukliński był po prostu postacią politycznie niewygodną.

– Nie rozumiem. Oficer Wojska Polskiego dla dobra Ojczyzny naraża życie nie tylko swoje, ale i całej rodziny, a Państwo Polskie nie potrafi go docenić. Podobno gdyby nie interwencja amerykańskiego prezydenta Billa Clintona, podjęta w rozmowie z ówczesnym prezydentem Polski Aleksandrem Kwaśniewskim, nie wiadomo, czy płk Kukliński w ogóle zostałby zrehabilitowany…

– Nie wykluczam, że taka rozmowa miała miejsce. Choć oficjalnych informacji na ten temat nie było. Ale zdaje się, że jesteśmy blisko prawdy.

– Płk Kukliński został oficjalnie zrehabilitowany dopiero pod koniec 1997 r. Zastanawiam się, dlaczego czekano z uchyleniem wyroku kary śmierci aż do 1995 r....

– Ma Pani rację – w wyniku rewizji nadzwyczajnej, wniesionej przez Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, a podpisanej przez sędziego Stanisława Rudnickiego, Prezesa Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, wyrok uchylono i sprawę zwrócono prokuraturze. Dlaczego tak się stało? Trudno mi dokładnie określić te powody. Miejmy nadzieję, że w przyszłości na skutek ujawnienia pewnych dokumentów poznamy przyczyny tego, dlaczego wyrok śmierci wydany na płk. Kuklińskiego – mimo upadku PRL-u – został uchylony tak późno.

– Czy zaskoczony był Pan wyrokiem śmierci wydanym na płk. Kuklińskiego? Dopuszczał Pan w ogóle taką ewentualność?

– Byłem zaskoczony. To przerażające, że taki, oczywiście, bezpodstawny wyrok został w ogóle wydany. Nie ulega również żadnej wątpliwości, że płk Kukliński nie dopuścił się zdrady Ojczyzny.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama