Odrażający, brudni, źli...

Tygodnik Powszechny 16/2012

Ubodzy są świętymi Boga – nade wszystko ci brudni, śmierdzący, odrażający, nędzarze, żebrzący, sprzedający się za pieniądze, myszkujący w śmietnikach... Oni wszyscy są świętymi, jak najbardziej dosłownie.

 

Ubóstwo w chrześcijaństwie od początku było sprawą pierwszej wagi. Tak widział je sam Jezus, a potem Kościół pierwotny, co dobrze widać w Nowym Testamencie. Rabbi z Nazaretu w Ewangelii Łukasza mówi: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy...” (6, 20); a Paweł z Tarsu zaś w Drugim Liście do Koryntian: „Znacie łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (8, 9).

Ale któż z nas – jeśli już pamięta o Jezusowym stosunku do ubogich – może powiedzieć, że ma w tej kwestii czyste sumienie? Ubóstwo może być kwestią drażliwą, prowokującą, zapalną. Wywoływało w historii (i wywołuje dziś) zażarte debaty i spory, nie tylko teologiczne. W przeszłości przysparzało mnóstwo pracy inkwizytorom.

WATYKAŃSKI NOKAUT

Największy spór o ubóstwo w Kościele toczył się na przełomie XIII i XIV w., o czym tak malowniczo opowiedział Umberto Eco w „Imieniu róży”. W owych niespokojnych czasach próbowano duchowo i moralnie oczyszczać Kościół poprzez powrót do radykalnego przesłania Ewangelii o ubóstwie. Działające wtedy ruchy religijne – katarzy, albigensi, waldensi czy humiliaci – ostro krytykowały bogactwo kleru, kwestionowały te czy inne punkty ortodoksji i odrzucały instytucjonalne struktury Kościoła. W efekcie spotykały się z ostrym odporem, włącznie z krwawymi prześladowaniami.

Inną duchowość, ale i taktykę praktykowania ubóstwa przyjęły ówczesne zakony żebracze, nade wszystko franciszkanie, dla których istotna była wierność ortodoksji i „tak” dla struktur Kościoła-instytucji. Duchowi synowie św. Franciszka, Biedaczyny z Asyżu, spór doprowadzili do eksplozji. W refleksji i pismach zakonnych teologów ubóstwo urosło do rangi dogmatu. Eco wcale nie przesadza, pisząc: „W 1322 roku (...) odbyła się w Perugii kapituła braci franciszkańskich, a ich generał, Michał z Ceseny (...) ogłosił jako prawdę wiary ubóstwo Chrystusa, który jeśli nawet posiadał rzecz jaką wespół z apostołami, to tylko w formie usus facti [faktycznego używania]. Ten szlachetny aksjomat miał ocalić cnotę i czystość zakonu, ale nie przypadł zanadto do smaku papieżowi, albowiem być może dostrzegł w nim zasadę niebezpieczną dla tych roszczeń, które on sam jako głowa Kościoła wysuwał, zmierzając do odebrania cesarstwu przywileju wybierania biskupów, natomiast świętemu tronowi przypisując prawo do koronacji cesarza”.

Nieporozumienia i kłótnie szybko z poziomu czysto kościelnego i duchowego przeniosły się w sferę świecką i polityczną. Powstawały papieskie, ale i franciszkańskie pisma o ubóstwie. Posypały się apele i odezwy. Podobnie ekskomuniki. Jeden papież kwestionował postanowienia innego. Strony rzucały na siebie potępienia, nie brakło oszczerstw. Wzajemnie oskarżano się o herezję. W jej czeluści miał wpaść – uważali franciszkanie – sam papież Jan XXII, dla którego ich „ubogi” radykalizm był nie do przyjęcia. Dramatycznie przybyło zajęć inkwizytorom, wzmogły się aresztowania, strony sporu znikały w więzieniach, salwowano się ucieczkami pod osłoną nocy i chroniono pod skrzydła władców świeckich. To tu, to tam interweniowały wojska.

Ówczesny spór o ubóstwo rozstrzygnęła strona, która raczej nie odczuwała biedy i nędzy na własnej skórze. Tak też zwykle kończą się podobne debaty – ostatni głos należy w nich do tych, którzy są u władzy.

Wielki spór o ubóstwo toczył się również w wieku XX. W odpowiedzi na potworną biedę i nędzę najuboższych z ubogich Ameryki Łacińskiej zrodziła się tam teologia wyzwolenia, odpowiednik franciszkańskich idei XIII i XIV w. Radykalizm ewangeliczny jej przedstawicieli, głównie duchownych, ale również ich zaangażowanie polityczne oraz inspirowanie się ideami marksizmu doprowadziły do ostrego sprzeciwu Watykanu. Kongregacja Nauki Wiary potępiła część zasadniczych tez tej teologii w 1984 r. w „Instrukcji o niektórych aspektach teologii wyzwolenia”.

Dwa lata później ta sama dykasteria w kolejnej instrukcji – o chrześcijańskiej wolności i wyzwoleniu – przedstawiła własną wizję wyzwolenia z nędzy i biedy. Dokument uwzględnił m.in. część krytyki, z jaką spotkała się instrukcja z 1984 r. Kościół ostatecznie oficjalnie przyjął niektóre poglądy teologii wyzwolenia, jak na przykład „preferencyjną opcję na rzecz ubogich” czy ideę o „grzesznych strukturach społecznych”, które z istoty niesprawiedliwie prowadzą do nędzy, biedy i głodu całych społeczności.

Kolejną – już na przełomie XX i XXI w. – odsłoną sporu o ubóstwo były i są napięcia w Kościele związane z rozwojem teologii wyzwolenia w Afryce i Azji. Zresztą, sama południowoamerykańska teologia wyzwolenia powoli i coraz śmielej podnosi się po rzymskim nokaucie.

SPÓR EWANGELISTÓW

Już w czasach Nowego Testamentu wśród pierwszych chrześcijan dochodziło do debat o znaczenie ubóstwa. W Ewangeliach można dostrzec dwa stanowiska w tej sprawie. Mateusz i Łukasz różnie ujmują kwestię ubóstwa – chodzi o ich różne wersje Jezusowych błogosławieństw.

W Ewangelii Mateusza pierwsze błogosławieństwo z „Kazania na górze” brzmi: „Błogosławieni ubodzy w duchu (hoi ptochoi to pneumati), albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (5, 3). Ubóstwo ma tu charakter duchowy, wymagający właściwej postawy i orientacji duchowej. Tymczasem w błogosławieństwach Łukasza jest ono dużo bardziej konkretne, fizyczne i przyziemne: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy (hoi ptochoi), albowiem do was należy królestwo Boże” (6, 20). Tutaj mamy ubóstwo bez uzupełnień i dookreśleń, bez duchowych aspektów i wymiarów.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • gut
    19.04.2012 13:37
    Fajne.
  • tomaszz
    19.04.2012 21:41
    Okroiliście ten tekst. Akurat w jego dalszej części której tutaj zabrakło jest mowa o błędach Kościoła. To trochę nie fair!
    Zainteresowanych odsyłam do źródła:
    http://tygodnik.onet.pl/32,0,74923,odrazajacy__brudni__zli,artykul.html
  • yomi
    20.04.2012 14:57
    Dla mnie to poplątanie z pomieszaniem. Brudni, śmierdzący, odrażający, nędzarze - nie są święci automatycznie przez smród, bród i ubóstwo. Tylko przez nawrócenie serca. Prawda, możliwego także dla nich w każdej chwili życia, ale jakżesz czasem trudnego. Czasem łatwiej oddać biednym wielomilionowy majątek jak zrezygnować z łyka denaturatu...
    Bogactwo w Piśmie św. jest dowodem na błogosławieństwo Boże i jest udziałem sprawiedliwych. Dowodem ich sprawiedliwości. Pan Jezus też wcale biedny nie był. Miał szatę całodzianą, czasem pachniał drogocennymi olejkami, miał co jeść. Chodził za nim takżę taki gość z kasą. No tylko z ze stałym meldunkiem miał jakby kłopot :-).
    Jest taka życiowa prawda, że żeby się podnieść trzeba spocząć na dnie. Wtedy faktycznie jest się od czego odbić. Dla mnie cały ten artykuł to błędne teologicznie opisanie słusznej intuicji funkcji jaką bieda pełni w życiu człowieka - może zabić albo zbawić.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama