Specjalista od spraw sercowych

Rycerz Młodych 1/2012

Przez wiele lat utrwaliło się w nas przekonanie, że walentynki – choć tak miłe i hucznie obchodzone – są jedynie świecką tradycją. Otóż okazuje się, że geneza tego święta wiedzie nas do początków chrześcijaństwa.

 

Zdaje mi się, że dotychczas tylko jeden raz usłyszałam w kościele w dzień 14 lutego modlitwę za wstawiennictwem św. Walentego za zakochanych, narzeczonych i małżonków. Szkoda, bo gdy zajrzymy do hagiografii, odnajdujemy wiele informacji o tym Świętym, którego ciągle nie doceniamy albo w ogóle pomijamy, nadając walentynkom li tylko charakter laicki. To chyba jeden z niewielu takich świętych, którego imię natychmiast kojarzymy z konkretnym dniem. Skojarzenia te są jednak ciągle jednostronne oraz powierzchowne i opierają się na tradycji, która przywędrowała do nas z Zachodu, ale nie została poparta żadną rzetelną informacją historyczną, ot jedynie migawkami o imieniu, od którego wywodzi się nazwa dnia 14 lutego.

Kupidyn, Amor, Eros, Bachus..., a gdzie Agape?

Rozpatrując Dzień Zakochanych jedynie na poziomie serduszek i upominków, w jakiś sposób odwołujemy się do pogańskich wierzeń, upodobniając św. Walentego do mitycznego Dionizosa – bożka miłości, płodności, śpiewu, wina i urodzaju. Dzień 14 lutego nie ma bowiem z tzw. magią wszechogarniającej miłości nic wspólnego. Chyba bardziej wiemy, co odpowiedzieć na pytanie: Kim był albo jak wyglądał Amor, aniżeli pokusić się o odpowiedź: Dlaczego walentynki? Wszak sama etymologia tego święta odwołuje nas do postaci Patrona dnia. Mało kto wie, że św. Walenty był człowiekiem naprawdę niezwykłym, i choć żył w III w., czyli 1700 lat temu, pamięć o nim została utrwalona poprzez obchodzenie wspomnienia jego męczeńskiej śmierci właśnie w dniu 14 lutego. Niewiele wiemy o jego życiu, ponad to, że zginął śmiercią chwalebną, nie wyrzekając się wiary. Był biskupem Terni i Umbrii. Za życia bardzo mocno wspierał małżeństwa, prosząc nawet mężów, by w imię miłości do swych żon, nie udawali się na wojnę, ale pozostali z nimi w domu. Udzielał także potajemnie i wbrew ówczesnemu prawu sakramentu małżeństwa młodym legionistom, którzy przed wypełnieniem służby nie mieli prawa wstępować w związki małżeńskie. Prawo to zaordynował ówczesny cesarz Klaudiusz II, a zakaz ślubów motywował tym, iż panowie, którzy pójdą na wojnę, będąc jeszcze kawalerami, nie będą myśleli o „amorach”, ale skupią się na ofiarnej walce na polach bitewnych. Czy cesarz słusznie myślał i oceniał stosunek swych żołnierzy do służby, czy nie – znalazł się jednak niesubordynowany podwładny, który łamiąc cesarski nakaz, wyszedł naprzeciw zakochanym legionistom i spełnił największe pragnienie ich serc. Niektóre źródła donoszą, że biskup Walenty pomagał również pisać listy miłosne osobom, które miały z tym problemy, sam bowiem znany był ze swej nieprzeciętnej erudycji i kultury. Być może to były właśnie pierwsze walentynki, które teraz my zakochani wysyłamy ukochanym...

Walentynki – komercja i kicz?

Jakkolwiek tradycja obchodów walentynek jest w Polsce stosunkowo młoda, to sama pamięć o 14. dniu lutego i związanych z nim zwyczajach zakorzeniła się na gruncie polskim zdumiewająco szybko. Już na miesiąc przed wspomnianym świętem fetują wystawy sklepowe, zachęcając do kupowania poduszek-serduszek, smutnych misiów z napisami „tęsknię”, „kocham”, kolorowych kartek, komedii romantycznych czy melodramatów. Ludzie głowią się, komu i co wysłać, bo nie wysyłamy ani nie obdarowujemy jedynie męża, żony, narzeczonej czy narzeczonego, ale również przyjaciółkę, koleżankę, kolegę, siostrę, brata, a nawet rodziców czy dziadków. Drobiazg, ale niosący ze sobą ładunek dobra, jest symbolem przywiązania, oddania i miłości, nie żadnej magii, która ochoczo panoszy się teraz i w reklamie, i w prasie. Umiejmy swój język zrozumieć i nawet w życzeniach walentynkowych używać tego, który jest naprawdę piękny i dla wszystkich jasny i komunikatywny. Magia to coś, co szybko uchodzi, znika, rozpływa się. Występuje zazwyczaj w baśniach, utrzymanych w konwencji surrealistycznej, gdzie wszystko jest idealne i dobrze się kończy. W życiu jednak nie jest już tak baśniowo i nieraz trzeba się sporo natrudzić i zawalczyć o tę miłość, udowodnić ją drugiemu, kiedy może zawiedliśmy, kiedy odeszliśmy i więcej było w nas nieodpowiedzialności niż prawdziwego zaangażowania w pracę nad dobrem dla drugiego człowieka. Czemu by nie prosić wówczas o wstawiennictwo św. Walentego, który przecież od 1700 lat specjalizuje się w miłości i potrafi złączyć to, co się wydaje, że nie jest możliwe do scalenia.


 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

TAGI| WALENTYNKI

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama