Chrześcijańscy single – o czwartej drodze życia w Kościele

eSPe 97/2/2012

A czy single są atrakcyjni dla Kościoła? Czy można mówić o powołaniu do życia w samotności? Po raz kolejny odczuwamy brak odpowiedniego słownictwa, bo Pan Bóg musiałby być sadystą, gdyby skazywał ludzi na samotność. Możemy za to mówić o powołaniu do życia w pojedynkę. Ojcowie Soboru Watykańskiego II zauważyli, że „niezwiązani małżeństwem” – obok owdowiałych – mogą w „niemałym stopniu przyczynić się do świętości i pracy w Kościele”

 

Rzeczywistość taka jak „single” w Kościele sprawia wiele kłopotów. Pierwszym są problemy definicyjne. Niby z angielskiego singiel znaczy tyle co „pojedynczy”, ale skojarzenia z tym słowem mogą być już bardziej niepokojące dla ludzi wierzących. Otóż single to hedoniści korzystający z życia, preferujący luźne związki i przygodny seks, egocentrycy za wszelką cenę robiący kariery. Obraz singli budują też popularne seriale jak choćby Seks w wielkim mieście. Atrakcyjność singli odkryli spece od marketingu. To dla tej grupy powstają portale randkowe czy podróżnicze. To na nich szczególnie zależy fachowcom od reklamy, bo single mają chociażby więcej czasu na oglądanie telewizji niż mężatki czy żonaci, a co więcej – dysponują większym budżetem niż rodziny.

Single w Kościele

A czy single są atrakcyjni dla Kościoła? Czy można mówić o powołaniu do życia w samotności? Po raz kolejny odczuwamy brak odpowiedniego słownictwa, bo Pan Bóg musiałby być sadystą, gdyby skazywał ludzi na samotność. Możemy za to mówić o powołaniu do życia w pojedynkę. Ojcowie Soboru Watykańskiego II zauważyli, że „niezwiązani małżeństwem” – obok owdowiałych – mogą w „niemałym stopniu przyczynić się do świętości i pracy w Kościele” (por. Konstytucja Dogmatyczna o Kościele, p. 41). Psychiatra Krystyna Osińska nazywa takie osoby „świeckim pustelnikami”, a na potrzeby tego tekstu będziemy używać również określenia „chrześcijańscy single”.

Wspomniana już Krystyna Osińska w swojej książce Pustelnicy dziś pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku pisze, o samotności z wyboru ludzi świeckich jako „nowej drodze życiowej”. Autorka twierdzi, że historia potwierdza takie powołanie, ale motywowane wyłącznie religijnie. W czasie, gdy książka powstawała „świecki pustelnik” uchodził za model nowoczesny. Do tej grupy Osińska kwalifikowała osoby, które rezygnowały z małżeństwa, macierzyństwa czy ojcostwa na rzecz służby innym ludziom (przekonania religijne czy ideowe nie były istotne). Psychoterapeutka Doris Wolf twierdzi, że tylko niektórzy ludzie mają predyspozycje do takiego stylu życia. Doświadczeni duszpasterze, którzy zajmowali się tą kwestią są przekonani, że takie powołanie istnieje, ale jest bardzo trudne.

Cechą powołania do życia w pojedynkę – wg Osińskiej – jest „świadoma decyzja na samotny marsz przez życie”, bez wsparcia drugiego człowieka czy wspólnoty. Dodatkowo takim osobom towarzyszy przekonanie, że droga, którą wybrali przyczyni się do najlepszego wykorzystania ich osobowości i zdolności na rzecz realizacji wybranej idei. Paradoksalnie, poświęcenie się zupełne jakiemuś konkretnemu zadaniu powoduje, że samotnym jest się tylko zewnętrznie. Zogniskowanie wszystkich swoich wysiłków przy wykorzystaniu swoich talentów daje poczucie silnego zjednoczenia z konkretnymi ludźmi, grupami czy Bogiem.

Wybór drogi

Typową drogą chrześcijańskiego singla byłoby odkrycie tego konkretnego powołania w wieku młodzieńczym, rozeznawanie go, pozytywne potwierdzenie i realizowanie w życiu dojrzałym. Ale świeckimi pustelnikami zostają także – może nawet częściej – ludzie z nietypowymi historiami: kobiety opuszczające zakony, byli seminarzyści, nieszczęśliwie zakochani albo rezygnujący z miłości życia z powodu choroby lub kalectwa, bezdzietni rozwiedzeni czy stosunkowo młodzi owdowiali (taką drogę potwierdzają członkowie Grupy 33). Po uporządkowaniu dotychczasowych spraw, dojściu do wewnętrznej harmonii odkrywa się powołanie do życia w pojedynkę. Wówczas niejednokrotnie taki singiel zauważa drzemiący w nim talent, odnajduje pasję, którą z zapałem zaczyna realizować.

Z punktu widzenia Kościoła o pozytywnej motywacji takiego stylu życia decyduje przeświadczenie, że jest to wolny wybór „ze względu na królestwo niebieskie”. Psychologicznie rzecz ujmując, życie w pojedynkę nie musi stanowić problemu ani w rozwoju dojrzałej osobowości, ani w pielęgnowaniu zdrowej duchowości, pod warunkiem, że zaakceptujemy naszą egzystencjalną samotność. Jej powodem jest posługiwanie się przez nas wyłącznie wyobrażeniami o drugim człowieku, w wyniku czego nie mamy bezpośredniego dostępu do wewnętrznej rzeczywistości innych osób, chyba, że jesteśmy mistykami… W tym sensie, każdy ma w sobie coś z singla. W życiu każdego człowieka są zatem nieprzekazywalne sfery, zastrzeżone tylko dla niego, do których nikt inny nie ma dostępu. – Od każdego człowieka zależy czy zrobi z tego smutną i tragiczną sprawę, i będzie na siłę dążył do wyeliminowania czegoś, czego nie da się wyeliminować, czy zaakceptuje tę rzeczywistość i na jej bazie będzie budował relacje z innymi – mówi Danuta Prokulska-Balcerzak, psychoterapeuta z Mazowieckiego Centrum Psychodynamicznego w Warszawie.

Katolika problemy w singlowaniu

Ta czwarta droga na tle pozostałych, dobrze ugruntowanych w społeczeństwie – małżeństwa, życia konsekrowanego i kapłaństwa – jawi się jako nietypowa. To z kolei może sprawiać wrażenie oryginalności, ale rodzi też liczne trudności. Zauważalny jest brak specjalistycznych duszpasterstw. W Katowicach funkcjonuje Grupa 33 zrzeszająca osoby stanu wolnego w wieku 25-55 lat. Na swojej stronie internetowej piszą: „Chcemy pokazać, że jesteśmy i że takie życie ma sens. Że nie będąc żoną czy mężem, matką czy ojcem, księdzem czy osobą konsekrowaną, można być szczęśliwym”. Na tle wszystkich kościelnych inicjatyw w Polsce stanowi budujący przykład, ale równocześnie wyjątek.

Problemem w odkrywaniu takiego powołania stanowi też wiek. Bo czy można mówić o byciu singlem – w rozumieniu prezentowanym w tym tekście – mając dwadzieścia kilka lat? Jeśli zostaje się samemu nie z własnego wyboru, to trzeba zadać sobie pytanie, czy możliwe jest autentyczne takie powołanie w przypadku niespełna trzydziestolatka. – Okres dorastania (adolescencji), w wyniku różnych zmian kulturowych, wydłużył się. Naturalną rzeczą jest to, że młodzi ludzie, mając zdecydowanie więcej możliwości niż ich rodzice na studiowanie, jeżdżenie po świecie czy rozwój zawodowy po prostu to robią. Niepokojące może być to wtedy, gdy okres ten się przedłuża – zauważa Prokulska-Balcerzak.

Natomiast, jeżeli jest to pozytywne i długotrwałe rozeznawanie tego typu drogi, to można o tym się przekonać stosunkowo wcześnie. Predyspozycją, która może potwierdzić słuszność wyboru tego modelu życia jest zdolność radzenia sobie z własną seksualnością. Carrie Bradshaw, bohaterka Seksu w wielkim mieście, w jednym z odcinków stawia retoryczne pytanie: „Czyż wstrzemięźliwość nie świadczy o dojrzałości?”

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • ja
    21.05.2012 15:35
    Niestety (jeśli można tak powiedzieć, bo równie dobrze można powiedzieć, że niestety człowiek jest człowiekiem) księża jak i wielu ludzi głęboko wierzących nadal pozostają tylko ludźmi i popełniają błędy, i dlatego potrzebne są tego typu publikacje by mogli zauważyć swój błąd.
  • nika
    16.09.2012 10:56
    A myśmy=single założyli wspólnotę przy parafii pallotyńskiej. Spotykamy się już 6 lat. Nie ma u nas granicy wieku (jak w Grupie 33 =55 lat), bo co "późniejsze" single miałyby ze sobą zrobić? A 55 lat to kwiecie wieku... I gromadzimy nie tylko single "od zawsze" ale i te " z odzysku", tzn. osoby, które mimo sakramentalnego związku małżeńskiego są same; dla nich to jest chyba najcenniejsze... I mamy wspaniałego opiekuna duchowego. Organizujemy rekolekcje adwentowe i wielkopostne dla nam podobnych. I Panu Bogu Najwyższemu dzięki ogromne, że nas spotkał ze Sobą i między sobą...
    Spróbujcie podobnie, single kochane!!
  • A.
    01.02.2013 09:01
    Zauważyłam,że niektórzy księża bardziej zadają się z rodzinami i odwiedzają je,mówią sobie po imieniu.Bo wiadomo,żeby nie było niepotrzebnych plotek,a ludzie czasami naprawdę widzą to czego nie ma. Chociaż też mogą gadać,że ksiądz sobie pozwala mówić na ty.
  • tjz6
    22.01.2014 13:32
    Kochani, po przeczytaniu artykułu i Waszych komentarzy nasunęły mi się takie refleksje:
    po pierwsze czym innym jest problem opieki duszpasterskiej nad osobami samotnymi z różnych życiowych powodów ( nikt mnie nie chciał za żonę, rozwiodłam się, zmarł mi mąż itp), która rzeczywiście kuleje bardzo i podobnie jak wielu z Was na własnej skórze odczuwałam przez lata całe, że parafii w ogóle nie jestem potrzebna.
    Czym innym zaś jest opisane w artykule bycie pustelnikiem niekonsekrowanym. Moim zdaniem, takie zjawisko w ogóle nie istnieje, a z pewnością nie dotyczy ludzi młodych, tak jak to pisze autor artykułu, czy mówią cytowane w artykule osoby. Ludzie młodzi, jeśli odkrywają w sobie powołanie, zostają kapłanami, zakonnikami, zakonnicami. Do rozwoju duchowego potrzebna jest wspólnota, potrzebne jest prowadzenie duchowe. Co może zdziałać człowiek w pojedynkę? Rzeczywiście tylko posprzątać kościół.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama