Chrześcijańscy single – o czwartej drodze życia w Kościele

eSPe 97/2/2012

A czy single są atrakcyjni dla Kościoła? Czy można mówić o powołaniu do życia w samotności? Po raz kolejny odczuwamy brak odpowiedniego słownictwa, bo Pan Bóg musiałby być sadystą, gdyby skazywał ludzi na samotność. Możemy za to mówić o powołaniu do życia w pojedynkę. Ojcowie Soboru Watykańskiego II zauważyli, że „niezwiązani małżeństwem” – obok owdowiałych – mogą w „niemałym stopniu przyczynić się do świętości i pracy w Kościele”

 

Częstym problemem dla osób żyjących w pojedynkę jest także presja otoczenia. Znajomi są ciekawi z kim ich koleżanka czy kolega pojawi się na imprezie, rodzina wypytuje o datę ślubu. Z wiekiem, zainteresowanie tą kwestią maleje – bliscy przyzwyczajają się do życiowej sytuacji ich przyjaciela czy dziecka. Ale dwudziesto- i trzydziestoparoletni single mają z tym kłopot. Sposobem radzenia sobie z takimi sytuacjami może być obracanie ich w żart. – Kiedyś przeczytałam radę pewnej kobiety, która czuła się zakłopotana, kiedy ciocie brały ją za rękę na ślubach i pytały: „a kiedy ty?”. Panie przestały, gdy ona zaczęła robić to samo ciociom na ...pogrzebach – mówi z uśmiechem warszawska psycholog.

Dar dla wspólnoty

Św. Paweł w siódmym rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian, gdzie porusza kwestię życia w pojedynkę czy w małżeństwie pisze: „Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja, lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki” (1 Kor 7, 7). Krystyna Osińska również powołanie do życia w pojedynkę nazywa charyzmatem. Jest to dar, któremu towarzyszy pewność, że taki wybór życiowej drogi jest właśnie dla danej osoby właściwy. Charyzmat jest również dawany wspólnocie. Specjalne talenty i uzdolnienia osobiste służą społeczności, w której singiel realizuje swoje powołanie. W nakreślonej rzeczywistości chrześcijańskie single powinny być traktowane tak samo jak małżonkowie, księża i zakonnice. Dlatego też osoby żyjące w pojedynkę są dla Kościoła zarówno skarbem, jak i zadaniem. Kto może pojąć, niech pojmuje!

Współpraca: Sylwia Adamczyk, Anna Donabidowicz, Dorota Mazur

 

Cechy chrześcijańskiego singla:

- miał możliwość zapoznania się ze specyfiką innych dróg – poznał osobę, która proponowała mu małżeństwo, utrzymuje kontakt z zakonnikami czy kapłanami, którzy widzieliby go w swoim zgromadzeniu czy seminarium (jeżeli jest mężczyzną);

- co więcej – jest zdolny do realizowania każdej z wspomnianych dróg, a ludzie, którzy go znają, a są powołani do małżeństwa, kapłaństwa czy konsekracji, są przekonani, że byłby doskonałym mężem, zakonnikiem czy księdzem lub doskonałą żoną czy siostrą zakonną (w przypadku kobiet);

- ma szerokie horyzonty; stawia na samorozwój i samowychowanie;

- nie ulega samozachwytowi, a jeżeli bywa pyszny, to szybko orientuje się i stara nad tym zapanować; jest krytyczny wobec siebie;

- jest samodzielny w myśleniu i działaniu, np. sam potrafi podjąć decyzję o kierunku studiów czy przyszłym zawodzie (ale niekoniecznie musi mieć wyższe wykształcenie);

- zna swoją wartość; nie ma kompleksu „starej panny” czy „starego kawalera”;

- nie ulega bezrefleksyjnie wpływom i opiniom innych osób; sam jest przekonujący w słowie i zachowaniu – ma duży wpływ na ludzi w swoim otoczeniu, uznawany jest za autorytet;

(na podstawie K. Osińska, Pustelnicy dziś, Warszawa 1988)

 

Singiel znaczy pojedynczy

Jeszcze dziesięć lat temu, gdyby zapytano mnie, co oznacza słowo „singiel” odpowiedziałbym, że to płyta z jednym utworem. To zapożyczenie oznacza coś „pojedynczego”. Dzisiaj singlem określa się samotnie żyjącego człowieka, z różnych względów niezakładającego rodziny. O wdowcu czy rozwódce nie powiemy już „singiel”. To potoczna nazwa nienależąca do salonowej i eleganckiej polszczyzny.

Kiedyś życie samotne nie było aprobowane przez społeczeństwo. Osoby żyjące w ten sposób były napiętnowane. Określenia takie jak „stara panna” lub „stary kawaler” narażały na sprzeczne reakcje w środowisku – budziły współczucie i zarazem drwinę. „Singiel” zastępuje te słowa i jest delikatniejsze aniżeli „stara panna” i „stary kawaler.”

Prof. dr hab. Walery Pisarek, językoznawca

 

Wewnętrzna pojedynczość

Jeśli popatrzymy na zjawisko bycia singlem z perspektywy intrapsychicznej, to w pewnym sensie wszyscy jesteśmy „singlami” – nie jesteśmy w stanie do końca ani przekazać swojego świata, ani przyjąć świata drugiej osoby w taki sposób, by wyzwolił nas z naszej pojedynczości, ponieważ odbieramy świat poprzez nasze wyobrażenie o nim a nie bezpośrednio.

Zaakceptowanie tego faktu jest konieczne do tworzenia relacji i więzi, niekoniecznie tylko z ludźmi. Wówczas może się okazać, że np. naukowiec może mieć wg norm socjologicznych status singla a być w bardzo intensywnej, dającej mu wewnętrzną radość relacji do idei odkrycia czegoś nowego w nauce. I w tej wewnętrznej perspektywie już nie jest singlem, bo jest w relacji.

Studentka, która nie ma chłopaka, wcale nie musi czuć się samotna i nieszczęśliwa, bo może angażować się w jakąkolwiek sprawę, która pochłaniając jej czas i emocje daje możliwość przeżywania więzi. Można nie być singlem w sensie socjologicznym, a być bardzo samotnym z uwagi na brak umiejętności tworzenia emocjonalnych relacji. W byciu singlem zatem rozstrzygające jest to, czy dana osoba potrafi tworzyć wewnętrzne  relacje i przekształcać je w więzi.

Danuta Prokulska-Balcerzak, psycholog kliniczny, psychoterapeuta

 

Charyzmat bezżenności

Św. Paweł w 1 Kor 7 zaleca życie bezżenne (takie jak sam prowadzi) po to, by móc troszczyć się bardziej o sprawy Pana i bardziej Mu się podobać. Dodatkową motywacją jest „krótki czas”, tzn., że długość ludzkiego życia jest mocno ograniczona, albo paruzja jest już blisko. Są to motywy religijne, nie ekonomiczne, kulturowe czy moralne. Paweł jednak nie narzuca nikomu bezżenności, ale tylko ją doradza. Mówi, że każdy ma swoje powołanie: jeden do małżeństwa, a drugi do bezżenności. Dla niego i jeden, i drugi stan jest charyzmatem, a nie tylko naturalnym wyborem. Wskazywałoby to, że małżeństwo bez wsparcia ze strony Boga jest trudne czy wręcz niemożliwe. Widzimy to w dzisiejszych czasach…

Każdy człowiek żyjący zarówno w małżeństwie, jak i w pojedynkę należy przede wszystkim do Boga i ma do Niego zmierzać w ciągu życia, aby na koniec wejść do Jego chwały i z Nim się zjednoczyć.

Ks. dr Stanisław Wronka, biblista

 

Wyzwanie dla Kościoła

Zagrożeniem dla chrześcijańskich wartości, wspólnot i instytucji nie jest singiel jako taki, ale narcystyczny indywidualizm. Single są różni, mają różne systemy wartości. Wielu żyje w pojedynkę z radykalnie innych powodów niż hedonizm i egoizm. Rady księży i publicystów typu: „zaopiekujcie się chorymi i bezdomnymi, to odnajdziecie szczęście i miejsce we wspólnocie” są okrutne. Wynika z tego, że na akceptację i miłość wspólnoty singiel musi sobie zasłużyć, jakoś wytłumaczyć się z braku rodziny, uzasadnić swoją użyteczność, usprawiedliwić. Bo z definicji jest podejrzany, nienormalny, sprawia kłopot, nie mieści się w ramkach. Single to wielkie wyzwanie dla Kościoła i nie da się tego zjawiska zbagatelizować bez szkody dla wspólnoty.

Małgorzata Bilska, socjolog

 

Tekst pochodzi z 97 numeru kwartalnika eSPe.

Czasopismo do kupienia w wersji papierowej: http://boskieksiążki.pl/product-pol-614-KWARTALNIK-eSPe-nr-97-Chrzescijanski-singiels.html lub elektronicznej: http://zixo.pl/espe_nr_97

 


 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • ja
    21.05.2012 15:35
    Niestety (jeśli można tak powiedzieć, bo równie dobrze można powiedzieć, że niestety człowiek jest człowiekiem) księża jak i wielu ludzi głęboko wierzących nadal pozostają tylko ludźmi i popełniają błędy, i dlatego potrzebne są tego typu publikacje by mogli zauważyć swój błąd.
  • nika
    16.09.2012 10:56
    A myśmy=single założyli wspólnotę przy parafii pallotyńskiej. Spotykamy się już 6 lat. Nie ma u nas granicy wieku (jak w Grupie 33 =55 lat), bo co "późniejsze" single miałyby ze sobą zrobić? A 55 lat to kwiecie wieku... I gromadzimy nie tylko single "od zawsze" ale i te " z odzysku", tzn. osoby, które mimo sakramentalnego związku małżeńskiego są same; dla nich to jest chyba najcenniejsze... I mamy wspaniałego opiekuna duchowego. Organizujemy rekolekcje adwentowe i wielkopostne dla nam podobnych. I Panu Bogu Najwyższemu dzięki ogromne, że nas spotkał ze Sobą i między sobą...
    Spróbujcie podobnie, single kochane!!
  • A.
    01.02.2013 09:01
    Zauważyłam,że niektórzy księża bardziej zadają się z rodzinami i odwiedzają je,mówią sobie po imieniu.Bo wiadomo,żeby nie było niepotrzebnych plotek,a ludzie czasami naprawdę widzą to czego nie ma. Chociaż też mogą gadać,że ksiądz sobie pozwala mówić na ty.
  • tjz6
    22.01.2014 13:32
    Kochani, po przeczytaniu artykułu i Waszych komentarzy nasunęły mi się takie refleksje:
    po pierwsze czym innym jest problem opieki duszpasterskiej nad osobami samotnymi z różnych życiowych powodów ( nikt mnie nie chciał za żonę, rozwiodłam się, zmarł mi mąż itp), która rzeczywiście kuleje bardzo i podobnie jak wielu z Was na własnej skórze odczuwałam przez lata całe, że parafii w ogóle nie jestem potrzebna.
    Czym innym zaś jest opisane w artykule bycie pustelnikiem niekonsekrowanym. Moim zdaniem, takie zjawisko w ogóle nie istnieje, a z pewnością nie dotyczy ludzi młodych, tak jak to pisze autor artykułu, czy mówią cytowane w artykule osoby. Ludzie młodzi, jeśli odkrywają w sobie powołanie, zostają kapłanami, zakonnikami, zakonnicami. Do rozwoju duchowego potrzebna jest wspólnota, potrzebne jest prowadzenie duchowe. Co może zdziałać człowiek w pojedynkę? Rzeczywiście tylko posprzątać kościół.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama