Epicykle sumienia

Tygodnik Powszechny 24/2012

Mimo wciąż obleganych konfesjonałów, coraz wyraźniej widać, że sakramentowi spowiedzi w Polsce, choć ma się lepiej niż na Zachodzie, doskwierają poważne choroby.

 

Z pozoru wszystko jest w porządku. Nasi księża – przynajmniej w okresie bożonarodzeniowym i wielkanocnym, ale także w maju, gdy Pierwsze Komunie, bierzmowania i święcenia kapłańskie – ledwo nadążają z wysłuchaniem penitentów. Przez nasze kościoły w tym czasie przelewają się potężne rzeki skruszonych grzeszników.

Życie eucharystyczne u nas posiada strukturę falową. Kiedy patrzymy na nasze kościoły w niedzielę i święta, okazuje się, że do Komunii przystępujemy niejako falami, przy czym ich wysokość zmienia się z pewną – dającą do myślenia – regularnością. Najwyższa fala – największa liczba – przyjmujących Komunię przelewa się w okresie największych świąt, kiedy wielu z nas pojednało się z Bogiem w sakramencie pokuty. Gdy jednak czas świąt mija, eucharystyczna fala z wolna maleje i słabnie. Po trzech, czterech tygodniach gwałtownie się załamuje. Jeszcze tydzień, może dwa, i już tylko wąski strumień wiernych płynie do Komunii. Coś potężnego i strasznego nadzwyczaj skutecznie powstrzymuje nas przed spotkaniem z Chrystusem eucharystycznym. Czym jest ta przemożna siła?

DZIECI DO PIEKŁA?

Teologia i doktryna od wieków podpowiadają tylko jedną możliwą odpowiedź: może to być wyłącznie grzech śmiertelny (ciężki). To on zrywa więź z Bogiem i otwiera przed ludźmi – o ile przyjdzie nam umrzeć w stanie tego grzechu – straszliwą otchłań wiecznego potępienia. Katechizm Kościoła Katolickiego: „Ten, kto ma świadomość popełnienia grzechu śmiertelnego, nie powinien przyjmować Komunii Świętej, nawet jeśli przeżywa wielką skruchę, bez uzyskania wcześniej rozgrzeszenia sakramentalnego” (nr 1457). Grzechy powszednie (lekkie) nie zamykają drogi do Eucharystii. Sakrament pokuty z konieczności wymaga wyspowiadania się z grzechów śmiertelnych, a nie powszednich, choć i te można wyznawać, do czego wierni są zachęcani. Jeszcze raz Katechizm: „Na spowiedzi penitenci powinni wyznać wszystkie grzechy śmiertelne (...)” (nr 1456). Grzechy powszednie odpuszcza Komunia Święta, ale „mogą [one] być darowane również w inny sposób – przez akt żalu, uczynki miłości, modlitwę, akty pokutne (...)” (Jan Paweł II, adhortacja o pojednaniu i pokucie „Reconciliatio et paenitentia”, nr 32). Czym jednak jest grzech śmiertelny?

Jest to – znowu papież z Polski – „akt, którym człowiek dobrowolnie i świadomie odrzuca Boga, Jego prawo, ofiarowane człowiekowi przez Boga przymierze miłości, gdyż woli zwrócić się do siebie samego, do jakiejś rzeczywistości stworzonej i skończonej, do czegoś przeciwnego woli Bożej (...). Człowiek czuje, że to nieposłuszeństwo wobec Boga zrywa więź z jego życiodajną zasadą: jest to grzech śmiertelny, czyli akt, który ciężko obraża Boga, a w końcu zwraca się przeciwko samemu człowiekowi z ciemną i potężną, niszczycielską siłą” (nr 17). Zatem ów grzech jest to wypływające z głębi serca człowieka w pełni świadome, wolne i dobrowolne, mroczne „nie” powiedziane Bogu, radykalne samookreślenie się przeciwko Niemu.

Czy to możliwe, by w ciągu zaledwie kilku tygodni ogromna rzesza wierzących w Polsce z podziwu godną regularnością nagle i równocześnie decydowała się z głębi swojego jestestwa rzucić Bogu straszliwe „nie”, by oddzielić się od Niego, porzucić Go i odrzucić? Czy to możliwe, by nagle tak wielu katolików, co tydzień przychodzących na Mszę, zaczęło świadomie i dobrowolnie łamać przykazania Boże: gardzić swoimi rodzicami, zabijać i mordować, kłamać i zwodzić w ważnej materii czy też zdradzać swoich mężów lub swoje żony? Można wątpić...

Wątpliwości rodzą się przede wszystkim w obliczu zdumiewającego faktu, że integralną część owej rzeszy wierzących „potępieńców” stanowią również... dzieci popierwszokomunijne. Im przecież nie sposób przypisać w końcu całkiem wyrafinowanej zdolności śmiertelnego grzeszenia, radykalnego aktu odrzucenia Boga. „Jest rzeczą oczywistą – pisał ks. Bernhard Häring, wybitny niemiecki teolog moralista – że nie można mówić o śmiertelnym grzechu u dzieci”. Dlaczego? Ten sam teolog pisze: „Żaden rząd cywilny, nawet najbardziej autokratyczny i totalitarny, nie mógłby sugerować, że dzieci siedmio-, ośmio- czy dziesięcioletnie mogą popełnić przestępstwo zasługujące na karę śmierci. Jaki zatem obraz Boga proponujemy, mówiąc o grzechu śmiertelnym u dzieci czy nawet niedojrzałej młodzieży? Grzech śmiertelny ma ten sam ciężar, co przestępstwo, które zasługiwałoby w oczach nieskończenie miłosiernego Boga na wieczne odrzucenie i całkowitą alienację. Zdolność rozumnego rozróżniania wymagana dla przyjęcia pierwszej Komunii Świętej jest całkowicie czymś innym niż to rozróżnienie, które jest warunkiem możliwości subiektywnego popełniania grzechu dostatecznie wielkiego, by zasługiwał on na wieczne potępienie”.

Pedagogika czy katechetyka, które zapoznają tę podstawową prawdę o zasadniczej niemożliwości popełniania przez dzieci grzechów śmiertelnych, mogą stać się przyczyną duchowych zniszczeń w dziecku, na zawsze określając jego pozbawiony ciepła, bliskości czy radości stosunek do Boga. Jakże często właśnie temu służy u nas choćby zaganianie (!) dzieci do comiesięcznej spowiedzi. Policyjny rygor, który temu towarzyszy (ścisłe ewidencjonowanie obecności w kościele, karteczki z podpisem spowiednika itd.), dobrze służy kształtowaniu w dzieciach poczucia, że taka obecność w konfesjonale jest świętym obowiązkiem, którego niewypełnienie jawi się jako grzech śmiertelny. Ileż razy słyszałem od drugo- czy trzecioklasistów podczas Mszy, kiedy (bezskutecznie!) zachęcałem ich do przystąpienia do Komunii, że przecież nie byli ponad miesiąc u spowiedzi. Jacy to teologicznie niedouczeni, bezwzględni i bezduszni mistrzowie duchowości stoją za tego rodzaju penitencjarną i policyjną katechetyką?

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • waldi
    21.06.2012 20:42
    Autor "Tygodnika Powszechnego" usiłuje nas przekonać, że do spowiedzi chodzi się tylko wtedy, gdy się ciężko nagrzeszy. Jeśli tak, to czemu św. Teresa z Avila, bł. Jan Paweł II i wielu innych świętych spowiadało się bardzo często (nawet co dwa tygodnie), Czyżby ci ludzie tak ciężko grzeszyli? A może było inaczej, dbali oni o swoje duchowe wnętrze, bacznie się mu przyglądali i, często z łaski Boga korzystając, je polerowali. Czy Majewskiemu chodzi o to, by przypadkiem małe dzieci nie nauczyły się sobie przyglądać niekoniecznie będąc pogrążonymi w ciężkich grzechach? Majewski doskonale wie, że gdyby przesunąć spowiedź na późniejszy wiek, np. na czas bierzmowania (15-16 lat), to zaledwie garstka przystąpiłaby do spowiedzi. Z wiekiem wzrastają opory wobec spowiedzi. To, co proponuje Majewski to doskonały sposób na to, żeby w młodym pokoleniu wybić spowiedź zupełnie. Zgoła chytry zabieg, ale nie wszyscy dają się na to nabrać.
  • maja
    22.06.2012 08:27
    "Czy to możliwe, by w ciągu zaledwie kilku tygodni ogromna rzesza wierzących w Polsce z podziwu godną regularnością nagle i równocześnie decydowała się z głębi swojego jestestwa rzucić Bogu straszliwe „nie”, by oddzielić się od Niego, porzucić Go i odrzucić? Czy to możliwe, by nagle tak wielu katolików, co tydzień przychodzących na Mszę, zaczęło świadomie i dobrowolnie łamać przykazania Boże: gardzić swoimi rodzicami, zabijać i mordować, kłamać i zwodzić w ważnej materii czy też zdradzać swoich mężów lub swoje żony? Można wątpić..."
    -piekne swiadectwo wiary, nie ma co. Dlaczego nie mozna bylo napisac: "Mozna miec nadzieje...".
    Dlaczego osad tak negatywny, dlaczego brak wiary w nawrocenie czlowieka? Autor ma problemy ze swoja wiara dlatego artykul jest zalosny. Pozostaje modlitwa.
  • Elifaz z Temanu
    23.06.2012 08:01
    Autor chyba już porusza się w obszarze grzechu przeciw Duchowi Świętemu. Powinien szybko zasięgnąć rady doświadczonego spowiednika, bo chyba długo zaniedbywał spowiedź.
  • Anna
    01.07.2012 12:49
    Rozumiem intencje autora artykułu.
    Ja tez zauważam falowość korzystania przez ludzi z sakramentu pojednania i zastanawiam się dlaczego tak jest, dlaczego niektórzy zbyt łatwo rezygnują z częstszej Komunni św.
    Dochodzę do wniosku,że być może mamy w sercu niewłaściwy obraz Boga,może postrzegamy go bardziej jako sprawiedliwego Ojca aniżeli miłosiernego, kochającego, nieustannie czekajacego i przebaczajacego.
    Bóg jest sprawiedliwy i miłosierny jednocześnie.
    Większość ludzi bazuje na wiedzy o Bogu przekazanej w ramach przygotowań do pierwszej Komunii sw.,nie wszyscy (młodziez i dorosli) zgłębiają Go później i byc może dlatego nie bardzo rozumieją Mszę św., przychodzą na mszę z racji obowiazku "na odstanie", niejako mechanicznie.
    Gdy nie ma relacji miłości między dzieckiem a Ojcem pozostaje tylko rytualne wypełnianie obowiązków.
    Dziecku w wieku komunijnym trudno wytłumaczyć istotę grzechu cięzkiego(śmiertelnego) i lekkiego , dlatego sądzi nawet w wieku dorosłym ,że każde przewinienie to "wbijanie kolca w serce Pana Jezusa".I to jest prawda lecz z tego powodu nie powinien odłączać się od życiodajnej Komunni św.Powinien potrafić odróżnić w swoim sumieniu świadome,celowe i z własnej woli złe działanie wobec siebie ,Boga , bliźniego, Kościoła od działania niezupełnie świadomego,niezupełnie dobrowolnego,w mniej ważnej materii.
    Każdy przychodzący do świątyni na pewno pragnie przyjacielskiej relacji z Jezusem ale być może wieksza jest w nim obawa przed karzącym Ojcem i być może uniemożliwia mu to nawiązanie zdrowej i prawdziwej reacji z Bogiem.
    Wydaje mi się że w katechezie dzieci przed pierwszą spowiedzią nalezy położyć większy nacisk na miłość Ojca niż na Jego surowość.
    Łatwiej przyjśc w sakramencie pojednania i dziecku i dorosłemu do Boga który kocha a w efekcie i częściej będzie sie przychodzić po popełnieniu grzechu aby odbudowac relację, no i będzie rozwijac się relacja miłości.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama