Jezus był Azjatą

List 7-8/2012

Franciszek Ksawery wyruszył więc do Chin, ale nigdy tam nie dotarł. Mając 48 lat umarł schorowany w wiosce rybackiej na wyspie Shanchuan Dao. Do Państwa Środka dotarli jednak inni jezuici.

 

Przebywał Ojciec wielokrotnie w Chinach, Japonii i Korei, zna więc Ojciec Daleki Wschód dość dobrze. Jak odbierane jest tam chrześcijaństwo?

Chrześcijaństwo dla mieszkańców Dalekie­go Wschodu to religia obca. I nie chodzi tu o samą Ewangelię, ale o to, że głosi się ją „po europejsku", a nasz sposób myślenia bardzo różni się od chińskiego czy japońskiego. Lu­dzie Wschodu mówią to, co widzą, my tym­czasem mówimy to, co myślimy. W Azji na początku jest obraz, potem pojawia się myśl. Widać to nawet w piśmie, którym mieszkań­cy tej części świata się posługują. Przecież to pismo ideograficzne, wywodzące się z obraz­kowego. Kiedy Chińczyk uczy się języka an­gielskiego i pada np. słowo house, czyli dom jia , to on je najpierw niejako narysuje, a dopiero potem zapamięta. Zauważmy, w Chi­nach, Japonii czy Korei właściwie nie ma ma­larstwa abstrakcyjnego, nie ma kubizmu, nie ma chińskiego czy koreańskiego Picassoa. Na obrazach oglądamy wodospady, góry, rzeki, ludzi. Co innego w Europie - dla nas ważne jest myślenie abstrakcyjne, metafizyczne. W Azji liczą się konkrety, doświadczenie. Dlatego Azjaci mają wielką trudność np. w zrozumieniu filozofii Arystotelesa, św. Tomasza, czy pojęć, takich jak byt (esse). Jak to zobaczyć?

Chrześcijaństwo trafiło jednak do Chin dość wcześnie...

Tak, ale w wydaniu heretyckim, nestoriańskim. Do Chin zaniósł je mnich Alopen z Syrii ok. 625 r. Wspomina o tym stela kamienna z mia­sta Xian . Była to dawna stolica Chin, tutaj znajduje się słynna - odkryta 40 lat temu -te­rakotowa armia. Nestorianizm, mimo iż miał bardzo prężnych misjonarzy (nestorianie byli obecni nawet w otoczeniu Dżyngis-chana), ostatecznie zanikł. Brakowało miejscowych powołań, a to ważny czynnik przetrwania każ­dej religii. Dziś pozostały po tym okresie jedy­nie stele, krzyże i kilka ruin.

Na nowo i z większą mocą chrześcijań­stwo zaczęło trafiać do Chin i Japonii pod koniec XVI w. Najpierw do Japonii za spra­wą jezuitów, a mówiąc ściśle św. Franciszka Ksawerego, który przybył w 1549 r. na wyspę Kagoshima. Jego przewodnikiem był japoński rozbitek Yajirō.

Jak przyjęto tam chrześcijań­stwo?

Ksawery był oczarowany Japonią. Gościnnie przyjmowano go na Kiusiu i Honsiu, uzyskał zezwolenie na wykładanie zasad wiary. Po­czątkowo misje przynosiły dobre rezultaty. Ro­sła liczba wiernych, przede wszystkim wśród warstwy samurajskiej. Działalność rozpoczęły trzy misje - w Bungo, Hirado i Yamaguchi -skupiały się one przede wszystkim na przy­swajaniu języka i doskonaleniu terminologii, koniecznej do przekazywania chrześcijań­skich treści.

Misjom sprzyjała polityka prowadzona przez szogunat i przychylność japońskiego przywód­cy, Ody Nobunagiego. Liczył on na pomoc w zwalczaniu wpływów religii buddyjskiej. Źródła podkreślają jego bezwzględną walkę z tą reli­gią. Postawa wielu daimyō (jap. , potężni i wpływowi władcy ziemscy), którzy decydowali się przyjąć chrzest, była przez misjonarzy od­czytywana bardzo pozytywnie, tymczasem na ich decyzję wpływ miała pokusa zysków, pły­nących z handlu z Portugalczykami. Chrześci­jaństwo rozwijało swoją działalność poprzez zakładanie szpitali, niesienie pomocy potrze­bującym, budowę drukarni.

Z czasem jednak szogun Hideyoshi zaczął podejmować wrogie wobec katolików działa­nia. Było to dużym zaskoczeniem, gdyż z ra­portu Towarzystwa Jezusowego wynikało, że Hideyoshiemu leżała na sercu sprawa chry­stianizacji Korei i Chin, a jezuici byli podejmo­wani na jego dworze z szacunkiem.

Co się stało?

5 lutego 1597 roku w Nagasaki na wzgórzu Nishizaka ukrzyżowano 26 chrześcijan. Na pod­jęcie takich środków wpłynął prawdopodobnie konflikt pomiędzy jezuitami a franciszkanami, którego głębszego podłoża należy szukać w rywalizacji hiszpańsko-portugalskiej. Nie mniej ważne mogły okazać się informacje, jakie mia­ły dotrzeć do władz japońskich. Według nich Europa chciała powiększać swoje wpływy i terytoria handlowe kosztem Japonii, a misje miały temu służyć.

W 1611 r. Japonia wydała wojnę obcej so­bie religii. Weszła w etap izolacji i zakończyła stulecie ożywionych kontaktów z krajami euro­pejskimi. W 1614 r. rozpoczęły się już konkret­ne prześladowania. Wielu wiernych zginęło śmiercią męczeńską (byli zakopywani żyw­cem, wieszani, krzyżowani w wodzie, paleni, wrzucani do gejzerów). Gminy chrześcijańskie zeszły do podziemia, a przyjezdnym misjo­narzom groziło niebezpieczeństwo. W 1643 r. męczeńską śmierć poniósł polski jezuita o. Wojciech Męciński.

Prześladowania rozszerzały się na całą Ja­ponię. Katolicy chrzcili potajemnie swoje dzie­ci, uczyli ich katechizmu, w ukryciu zbierali się na wspólne modlitwy. Pozostały z tego okresu zapisy pieśni i modlitw. Pod koniec 1637 r. katolicy na półwyspie Shinabara (na południe od Nagasaki) chwycili za broń przeciwko prze­śladowcom, ale zostali okrutnie wymordowani. Histografia japońska określiła powstanie jako bunt chrześcijański.

Z pierwszego okresu prześladowań 26 mę­czenników w Nagasaki zostało kanonizowa­nych w 1862 r. W kilka lat później 205 męczen­ników z XVI wieku zostało beatyfikowanych. Wreszcie, kilka lat temu ukończono proces beatyfikacyjny 188 męczenników z przełomu XVII i XVIII wieku.

Zanim wybuchły prześladowania, Ksawery usłyszał od Japończyków słowa, które bardzo go zastanowiły: „Jak wasza religia może być prawdziwa, skoro nie jest wyznawana w Chi­nach?". W tym okresie wszystko, co pochodzi­ło z Chin, było najważniejsze, najlepsze, było prawdą. Chiny były wzorem, podobnie chiński język. Japończycy najpierw posługiwali się pismem chińskim, a pismo japońskie z niego wyewoluowało.

Franciszek Ksawery wyruszył więc do Chin, ale nigdy tam nie dotarł. Mając 48 lat umarł schorowany w wiosce rybackiej na wyspie Shanchuan Dao. Do Państwa Środka dotarli jednak inni jezuici.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Kostek
    30.07.2012 15:55
    Ja bym Chińczyków nie chciał pouczać. Ale dzisiaj nie rozumiem czemu na zgubę tak na pierwszym miejscu stawianej gospodarki trwają przy przymusowej polityce jednego dziecka? I czemu upierają się przy aborcji. Potem jak nawet będą chcieli to nie będzie się tak łatwo z tego otrząsnąć. Wiadomo że napewno wszędzie aborcja zabija dzieci nienarodzone i chęć do życia i tworzenia tych co zostają. W swoim czasie miałem pomysł na ewangelizację Chin. Trzeba by tam wysyłać ekipy z księdzem i wielodzietnymi rodzinami najlepiej gdyby przeważały dziewczynki. Musiało by to być jakimś znakiem zapytania. Kto jest z nimi że tak żyją?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama