Miara posiadania

W drodze 9/2012

Nigdzie w Ewangelii Jezus nie potępia posiadania dóbr, nigdzie też nie pochwala biedy. Wręcz przeciwnie, kiedy widzi, że tłum jest głodny, stara się mu pomóc.

 

Anna Sosnowska: „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (Mt 19,24). Jak rozumieć te dość groźnie brzmiące słowa Jezusa?

ks. prof. Józef Naumowicz: Sprawiały one trudność już pierwszym chrześcijanom, bo – wbrew naszym wyobrażeniom – od początku wśród wierzących znajdowali się nie tylko ludzie biedni, ale i bogaci. I oni stawiali to samo pytanie, które zadali uczniowie: skoro tak trudno bogatemu wejść do królestwa niebieskiego, to czy w ogóle możemy się zbawić? (por. Mt 19,25).

Kiedy te słowa odczytamy w kontekście całej Biblii, to stwierdzimy, że Jezus ma tu na myśli nie tyle człowieka „bogatego” w ogóle, ile „bogacza” w sensie negatywnym, czyli tego, który zdobywa dobra nie zawsze w uczciwy sposób, któremu bogactwa przysłaniają wszystko i wszystkich i który – co najważniejsze – zapomina, że dostał je od Boga. Pamiętajmy jednak, że posiadanie samo w sobie nie jest niczym złym, zły może być stosunek człowieka do dóbr materialnych.

No tak, przecież w Starym Testamencie wiele razy natrafiamy na pochwałę bogactwa.

Natrafiamy także na pochwałę ludzi bogatych, do których należeli Abraham czy Hiob. Kiedy Hiob traci dobra, mówi: „Dał Pan i Pan wziął. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” (Hi 1,21). Utrata dóbr to dla Hioba ogromne doświadczenie, bo bogactwo uznawano wtedy za znak Bożego błogosławieństwa. Z drugiej strony widać, że miał on do swego bogactwa właściwy stosunek. Kryzys stał się dla niego okazją do pogłębienia wiary, a ostatecznie odzyskał wszystko, co stracił, także swój majątek.

To twardy dowód na to, że bogactwo jest czymś dobrym?

W końcu II wieku Klemens Aleksandryjski napisał pierwszy chrześcijański traktat o stosunku do dóbr materialnych, zatytułowany Który człowiek bogaty może być zbawiony. Używając terminologii stoickiej, wprowadza on takie oto rozróżnienie: pewne rzeczy są moralnie obojętne, inne negatywne, a jeszcze inne pozytywne. Klemens mówi, że dobra materialne są moralnie obojętne. My natomiast możemy ich używać dobrze albo źle. Przecież Pan Jezus też korzystał z pieniędzy, jeden z Jego apostołów był skarbnikiem, bo miał trzos służący apostołom.

Jezusa wspierały także zamożne kobiety, które towarzyszyły Mu w czasie działalności apostolskiej. Możemy powiedzieć, że one Go w jakimś stopniu utrzymywały?

Jezus nie widział nic złego w tym, że pewna kobieta namaściła Go drogocennym olejkiem. To pokazuje, że wokół Niego gromadzili się również ludzie zamożni, nie tylko proletariat, jak jeszcze niedawno dowodzono. Nigdzie w Ewangelii Jezus nie potępia posiadania dóbr, nigdzie też nie pochwala biedy. Wręcz przeciwnie, kiedy widzi, że tłum jest głodny, stara się go wesprzeć, wzywa uczniów do pomocy, nie pozostawia ludzi w biedzie.

Ale czasem przestrzega przed bogactwem.

Bo posiadanie dóbr niesie ze sobą także niebezpieczeństwo. Może zaślepić człowieka, sprawić, że dobra przesłonią mu wszystko i przestanie myśleć o Bogu i innych ludziach. Doświadczamy tego często także dziś.

Na początku stworzenia, jak czytamy w Księdze Rodzaju, Stwórca polecił człowiekowi czynić sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1,28). Zadaniem człowieka jest zatem praca, rozwijanie siebie i całego świata, doskonalenie umiejętności, osiąganie sukcesów zawodowych, nawet zdrowa rywalizacja i zdobywanie dóbr materialnych. Dlatego św. Paweł przypomina, że „Kto nie chce pracować, niech też nie je” (2 Tes 3,10).

A kto sam nie ma co do garnka włożyć, nie może nakarmić innego.

To także jedna z idei Klemensa Aleksandryjskiego: jeżeli nie będziesz miał dóbr materialnych, to nie pomożesz innym. Samo ubóstwo nie jest więc czymś pozytywnym. Gdy bowiem dysponujemy jakimiś dobrami, wtedy możemy wesprzeć innych, a przez to zdobyć uznanie w oczach Pana Boga. W tym kontekście Klemens wyjaśniał słowa Jezusa: „Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy [wszystko] się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków” (Łk 16,9). Dzielenie się dobrami materialnymi może być świadectwem miłości, ale też sposobem na pozyskanie przyjaciół, czyli tych, którzy przez swą wdzięczność pomogą nam wejść do królestwa niebieskiego, bo oni będą świadkami naszych dobrych czynów przed Bogiem.

To dlaczego Jezus mówi tu o niegodziwej mamonie?

Chciał nam pokazać, jak wielką wartością jest życie wieczne, i uświadomić, że aby je zyskać, możemy posłużyć się środkami materialnymi, które wprawdzie są marne i przemijają, ale mogą być narzędziem i sposobem okazania miłości bliźniemu i samemu Bogu, a – co za tym idzie – środkiem duchowego rozwoju.

Muszę księdza zapytać o życie pierwszych wspólnot chrześcijańskich. W Dziejach Apostolskich czytamy: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne” (Dz 4,32). Podejrzanie sielankowy jest ten opis. Naprawdę tak było?

Pierwotne wspólnoty były małe i wtedy o wiele łatwiej było o wzajemną pomoc. Jest prawdą, że pomagały swoim członkom i dbały o najuboższych – zwłaszcza o wdowy, pozostające bez środków do życia, i o dzieci, które utraciły rodziców. Wtedy niezbędne były „wspólne dobra”, by taką pomoc zorganizować. To właśnie uderza w chrześcijaństwie pierwszych wieków: niezwykła gościnność wobec innych chrześcijan, ale także troska o ubogich, cierpiących, prześladowanych czy też uwięzionych. Z tego chrześcijanie słynęli nawet wśród pogan.

Zachowały się świadectwa takich opinii?

Najbardziej znaczące jest pismo O śmierci Peregrinosa. Pogański autor Lukian z Samosaty przedstawia w nim postać szarlatana Peregrinosa, który pozornie stał się chrześcijaninem i z tego powodu trafił do więzienia. Tam wykorzystał chrześcijan, którzy dbali o niego tak bardzo, że w więzieniu żyło mu się dobrze i nawet wzbogacił się dzięki otrzymanym darom. To paszkwil antychrześcijański, który pokazuje jednak, jak chrześcijanie dbali o swych współwyznawców i jak ich postrzegano.

Można by wyciągnąć z tego wniosek, że chrześcijanie byli naiwni?

To prawda, że naciągaczy nigdy nie brakowało. Ale na ogół pierwszym chrześcijanom nie brakowało rozsądku. Dlatego już Didache, czyli Nauka Dwunastu Apostołów, napisana około 100 roku, wprawdzie zachęca do szczerej gościnności wobec przyjezdnych chrześcijan, proroków, nauczycieli czy katechetów, ale także przypomina, że jeśli ktoś pozostaje w gościnie dłużej niż trzy dni, musi podjąć pracę, by zarobić na utrzymanie. Nie można wykorzystywać gościnności innych.

A czy w pierwotnym Kościele zdarzały się afery finansowe?

Chyba najbardziej znana jest historia Ananiasza i Safiry, opisana w Dziejach Apostolskich (5,1-11). Twierdzili oni, że przekazali Kościołowi cały swój majątek, a oddali tylko jego część. Ponieśli za to karę. Nie dlatego, że zostawili coś dla siebie, ale dlatego, że oszukali, że nie byli uczciwi i przejrzyści. Nie można pomagać nieuczciwymi metodami. Dlatego św. Marcin z Tours oddał ubogiemu jedynie połowę płaszcza.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...