Ślubuję ci (…) wierność

W drodze 9/2012

Czymś złym jest nie tylko wnoszenie pozwu rozwodowego, ale również zgoda na rozwód, namawianie do niego, tendencyjne świadczenie w sądzie na jego rzecz, przekonywanie, że rozwód to przecież tylko prawna formalność, która w życiu duchowym niczego nie zmienia.

 

Ludziom o pewnej mentalności, bardzo dziś rozpowszechnionej, trudno zrozumieć, że może istnieć małżeństwo prawdziwe, choć nieudane – mówił Jan Paweł II podczas spotkania z pracownikami Roty Rzymskiej w 2001 roku. – Również małżeństwo podlega logice Chrystusowego krzyża, który wymaga wysiłku i poświęcenia, wiąże się także z bólem i cierpieniem, nie stanowi jednak przeszkody – pod warunkiem przyjęcia woli Bożej – dla pełnej i autentycznej samorealizacji, przynoszącej pokój i pogodę ducha”.

Rota Rzymska to papieski sąd apelacyjny od wyroków biskupów diecezjalnych. Tradycyjnie kolejni papieże spotykają się corocznie z jej pracownikami, zazwyczaj wygłaszając ważne uwagi doktrynalne i duszpasterskie na temat małżeństwa. Rota zajmuje się bowiem przede wszystkim sprawami dotyczącymi stwierdzenia nieważności małżeństwa. Zarówno Jan Paweł II, jak i Benedykt XVI wysuwali konkretne postulaty również pod adresem sądów cywilnych, aby nie ulegały „rozpowszechnionej dziś mentalności prorozwodowej”:

„Specjaliści w zakresie prawa cywilnego powinni unikać osobistego zaangażowania w cokolwiek, co może implikować współpracę na rzecz rozwodu – mówił Jan Paweł II w styczniu 2002 roku. – Zwłaszcza adwokaci powinni zawsze odmawiać wykorzystywania swej specjalności w celu przeciwnym sprawiedliwości, jakim jest rozwód; mogą współpracować w tym działaniu jedynie wtedy, gdy według intencji klienta nie jest ono ukierunkowane na zerwanie małżeństwa, ale ma na celu inne skutki prawne, które w danym ustawodawstwie można osiągnąć wyłącznie na tej drodze sądowej. W ten sposób – udzielając pomocy osobom przeżywającym kryzysy małżeńskie i prowadząc do ich pojednania – adwokaci prawdziwie służą prawom człowieka i nie stają się zwykłymi wykonawcami w służbie jakiegoś interesu”.

Do tematu tego wrócił Benedykt XVI, w przemówieniu do Roty z 29 stycznia 2009 roku: „Wszyscy działający w dziedzinie prawa, każdy zgodnie ze swoją funkcją, powinni kierować się sprawiedliwością. Mam na myśli zwłaszcza adwokatów, którzy powinni nie tylko dokładać wszelkich starań, by uszanować prawdę dowodów, ale także starannie wystrzegać się, jako radcy prawni, podejmowania się spraw, których, zgodnie z ich sumieniem, nie można obiektywnie obronić”.

Nie będę nawet próbował wymieniać wszystkich tematów dotyczących małżeństwa, które podnosili papieże w swoich przemówieniach do Roty. Jednak o dwóch sprawach nie wolno wręcz nie wspomnieć. W przemówieniu z 1987 roku Jan Paweł II zdecydowanie przypomniał sądom kościelnym, ażeby nie wydawały zbyt łatwo orzeczeń nieważności małżeństwa „pod pretekstem niedojrzałości lub słabości psychicznej partnerów”. Natomiast Benedykt XVI w cytowanym wyżej przemówieniu z 29 stycznia 2009 roku zwrócił uwagę na absurdalność takiego pesymizmu antropologicznego, zgodnie z którym prawie nikt nie byłby dostatecznie dojrzały, ażeby zawrzeć ważne małżeństwo.

Już dwa lata wcześniej Benedykt XVI bardzo krytycznie ocenił pojawiające się w Kościele postulaty, ażeby z większą łatwością dopuszczać katolików żyjących w związkach niesakramentalnych do spowiedzi i komunii świętej: „W niektórych środowiskach kościelnych rozpowszechniło się przekonanie, że z duszpasterskiego punktu widzenia dobro osób żyjących w nieuregulowanych sytuacjach małżeńskich wymaga jakiegoś kanonicznego uregulowania, niezależnie od ważności lub nieważności ich małżeństwa, a więc niezależnie od prawdy o ich osobistej sytuacji. Proces prowadzący do orzeczenia nieważności małżeństwa traktowany jest w istocie jako narzędzie prawne pozwalające osiągnąć ten właśnie cel zgodnie z logiką, wedle której prawo staje się formalizacją subiektywnych roszczeń”.

Do tego tematu papież Benedykt wrócił dwa lata później, w cytowanym już przemówieniu: „Należy wystrzegać się pseudoduszpasterskich rozwiązań, w których liczy się zaspokojenie subiektywnych żądań, by za wszelką cenę uzyskać orzeczenie nieważności, by między innymi móc przezwyciężyć przeszkody do korzystania z sakramentów pokuty i Eucharystii. Natomiast najwyższe dobro dopuszczenia na nowo do komunii eucharystycznej po pojednaniu sakramentalnym wymaga brania pod uwagę autentycznego dobra osób, nieodłącznie związanego z prawdą ich sytuacji kanonicznej. Byłoby fałszywym dobrem i poważnym uchybieniem sprawiedliwości i miłości otwarcie im mimo wszystko drogi do przyjmowania sakramentów, stwarzając niebezpieczeństwo, że będą żyli w obiektywnej sprzeczności z prawdą swej osobistej kondycji”.

Wspólnota Trudnych Małżeństw

Przypominanie nauki Bożej ma ogromny sens również wówczas, kiedy jest ona odrzucana, a głosiciela spotykają za to szyderstwa. Dość przeczytać wyjaśnienie, jakie usłyszał kiedyś prorok Ezechiel: „Posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg. A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną – są bowiem ludem opornym – przecież będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich” (Ez 2,4–5).

Zwolennikom nowej moralności – nieprzejmującej się Bożymi przykazaniami w momentach, kiedy jest to trudne – bardzo przeszkadza świadectwo, które Kościół składa poprzez przypominanie, że tego, co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela, oraz poprzez stanowczy sprzeciw wobec aborcji, eutanazji, sterylizacji czy zapłodnienia in vitro. Gdyby moralna nauka Kościoła była faktycznie tak beznadziejnie głupia, nieżyciowa, przestarzała, doktrynerska, itp., jak ją usiłują dezawuować jej przeciwnicy – ich gwałtowne krytyki i szyderstwa byłyby przecież zupełnie zrozumiałe.

W naszych czasach, kiedy zasada wierności małżeńskiej aż do śmierci jest na różne sposoby i przy niemałej aprobacie społecznej kwestionowana, Duch Święty powołuje wielu nowych świadków tej prawdy. Powiem tu parę słów o tych, których Boża Opatrzność pozwoliła mi poznać i podziwiać osobiście.

Wspólnotę Trudnych Małżeństw Sychar tworzą małżonkowie, których związek znalazł się w kryzysie, a często już się rozpadł – ale którzy wierzą, że ich małżeństwo da się uratować, nawet jeżeli został orzeczony rozwód, a współmałżonek uwikłał się w związek niesakramentalny. Do nadziei tej skłania ich wiara w łaskę sakramentu małżeństwa, na którą przecież małżonkom wolno liczyć również w sytuacjach, kiedy przyszłość ich związku przedstawia się całkiem beznadziejnie.

Prowadziłem niedawno rekolekcje dla kilkudziesięciu mężczyzn i kobiet związanych z tym ruchem. Było to dla mnie ważne i bardzo budujące doświadczenie, zwłaszcza że miałem możliwość przysłuchiwania się ich obradom i dyskusjom na temat różnych aktywności Sycharu. Nie zauważyłem w tych ludziach (jak ktoś z zewnątrz mógłby się niesłusznie spodziewać) ani śladu egocentrycznego skupiania się na doznanych krzywdach czy też niedojrzałych marzeń, że sprawy ich małżeństwa muszą się potoczyć po ich myśli.

Owszem, pojawiło się podczas naszych dyskusji wypowiedziane z wielkim przekonaniem zdanie, że u Boga nie ma nic niemożliwego – ale to przecież prawda. Ktoś też z wielką radością podzielił się nowiną, że nieobecna na tych rekolekcjach koleżanka, której małżeństwo wydawało się ostatecznie przegrane, właśnie wspólnie z mężem spodziewa się dziecka.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • nika
    16.09.2012 11:08
    Rozwód czy separacja w drastycznej sytuacji?
    Moim zdaniem trzeba brać również pod uwagę to, że występując o rozwód przykłada się rękę do potencjalnej możliwości zawarcia przez współmałżonka kolejnego związku, cywilnego oczywiście. Także i sobie otwiera się taką drogę, tylko po co, skoro chce się być wiernym sakramentowi?
    A tak przy okazji - martwi mnie szczerze rosnąca w kręgach aktywnych katolików (obserwuję to) popularność występowania o stwierdzenie nieważności sakramentu małżeństwa. Tak jakby na siłę interpretowana litera prawa mogła rzeczywiście skutecznie unieważnić przysięgę złożoną przed Bogiem, w dobrej wierze przecież, na miarę aktualnej dojrzałości i nie pod przymusem...
  • karola
    16.09.2012 19:19
    Mam nadzieję ,że szanowny Ojciec przeczyta ten komentarz. Gdy nie ma już szansy na życie z współmałżonkiem to czy jest lepiej popełnić samobójstwo czy też po prostu odejść? Życie jest życiem.
  • stach
    16.09.2012 19:19
    A jak ocenić moralnie małżonka który rozbija małżeństwo z egoistycznego powodu, załatwia w sądzie separację bo rozwód jako katechetce nie przystoi?
  • Agaton
    22.09.2012 11:33
    Bardzo lubiłem Ks.Jacka Salija ... aż tu nagle został promotorem pewnej pracy doktorskiej bardzo niskiego lotu.
    Teraz się okazuje,że wie wszystko o małżeństwie.Hmmm...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama