O radości i przyjemnościach życia

Życie duchowe 3(72)/2012

Radość wzbudzana przez miłość jest zawsze proporcjonalna do dobra. Radość płynąca z osiągnięcia czy zrealizowania dobra skończonego jest, rzecz jasna, radością ograniczoną. Dopiero „radość z Boga jest sama przez się, to jest niczym nieograniczona, zgodnie z nieograniczoną Jego dobrocią, natomiast radość z jakiegokolwiek stworzenia jest ograniczona”

 

Radość – owoc miłości

Jeden z artykułów Sumy teologicznej św. Tomasza z Akwinu stanowi odpowiedź na pytanie: „Czy radość jest cnotą?”[1]. Zdaniem Akwinaty, „radość nie jest cnotą odrębną od miłości, lecz jej przejawem i skutkiem” (STh II-II 28, 4). Dokładniej mówiąc, ta sama duchowa sprawność skłania człowieka do kochania, jak i do pragnienia obiektu miłości, a wreszcie do radowania się nim. Św. Tomasz nie widział więc w radości odrębnej cnoty, lecz traktował ją jako rezonans – przejaw i skutek – miłości w człowieku. Gdzie tego rezonansu nie ma, tam rodzi się smutek, który przyćmiewa radość, do jakiej powinna prowadzić miłość. Nie ma więc prawdziwej radości bez miłości[2]. Dlatego też rozważania na temat radości znajdziemy w tym fragmencie Sumy, który poświęcony jest cnocie miłości. Radość istotnie wiąże się z dobrem, a dążenie do dobra – z miłością.

Za tym poglądem św. Tomasza zdaje się podążać także Benedykt XVI, który zauważa u młodych ludzi dziwny smutek, nazywając go wręcz „smutkiem metafizycznym”. Szukając zaś jego przyczyn, wskazuje ostatecznie na brak miłości i niewiarę w jej możliwość: „Niejednokrotnie na twarzach ludzi młodych widzimy dzisiaj dziwne zgorzknienie, zwątpienie, uczucia dalekie od właściwego młodości dążenia ku temu, co nieznane. Najgłębszą przyczyną tego smutku jest brak wielkiej nadziei i nieosiągalność wielkiej miłości”[3].

Radość wzbudzana przez miłość jest zawsze proporcjonalna do dobra. Radość płynąca z osiągnięcia czy zrealizowania dobra skończonego jest, rzecz jasna, radością ograniczoną. Dopiero „radość z Boga jest sama przez się, to jest niczym nieograniczona, zgodnie z nieograniczoną Jego dobrocią, natomiast radość z jakiegokolwiek stworzenia jest ograniczona” (STh II-II 28, 3). Taki stan pełnej radości, związany z osiągnięciem pełnego dobra – Boga, nie jest jednak całkowicie dostępny człowiekowi w obecnym życiu. „Dopiero po dojściu do pełnej szczęśliwości w niebie znikną wszelkie pragnienia, bo wówczas będzie już pełne radowanie się Bogiem, w którym człowiek otrzyma wszystko, czego pragnął” (STh II-II 28, 3).

Podkreślając nieosiągalność stanu pełnej radości w tym świecie, św. Tomasz nie negował bynajmniej wartości dostępnych nam radości. Jego stanowisko staje się bardziej zrozumiałe, gdy sięgnie się do innego fragmentu Sumy – do traktatu o uczuciach (por. STh I-II 22-48). Znajdujemy tam między innymi rozważania na temat relacji pojęcia radości do przyjemności. Otóż przyjemność jest stanem zadowolenia wzbudzonym po osiągnięciu jakiegoś dobra w dziedzinie zmysłowej (por. STh I-II 31, 1). Doznania przyjemne są dostępne także zwierzętom. „Natomiast miano radości przyznajemy jedynie tym przyjemnościom, które budzą się w nas pod wpływem rozumu. Dlatego zwierzętom nie przypisujemy radości, lecz jedynie miano przyjemności (czy zadowolenia)” (STh I-II 31, 3). Pomimo podkreślenia różnicy pomiędzy przyjemnością a radością św. Tomasz zaznacza, że „istoty mające rozum mogą radować się wszystkim, co wzbudza przyjemność” (STh I-II 31, 3). Wymaga to jednak dwóch rzeczy: „osiągnięcia odpowiedniego dobra oraz uświadomienia sobie tegoż osiągnięcia” (STh I-II 32, 1).

Jest to ważne spostrzeżenie Akwinaty wskazujące na to, że także stany przyjemności mogą prowadzić do radości (z zachowaniem proporcji), integrować się z innymi radosnymi przeżyciami człowieka. Odrzucenie hedonizmu – poglądu głoszącego, że o wartości życia stanowi przyjemność (gr. hedoné) – nie musi zatem oznaczać potępienia prostych radości i przyjemności dnia powszedniego. Dobra, które stają się źródłem przyjemności i radości, są względne i przemijające. Hedonizm je absolutyzuje, głosząc, że tylko takie dobra istnieją i tylko one mogą być źródłem radości. Trzeba więc na nich się skupić, porzucając obietnice innych dóbr i innych, nieprzemijających radości. Z kolei dla pesymizmu względność i przemijalność dóbr staje się podstawą do uznania złudnego charakteru radości. Chrześcijański realizm, także w wydaniu św. Tomasza, nie wiąże się jednak z żadną z tych skrajności. Osiągnięcie czy realizacja nawet małego dobra dostarcza nam niekłamanej radości, choć jest ona proporcjonalna do swego źródła. Nie należy jej zatem ani absolutyzować, ani negować.

Z przytoczonych rozważań św. Tomasza na temat radości płynie zatem między innymi taki wniosek, że radość pojawia się w nas nie wtedy, gdy jej szukamy, lecz wówczas, gdy troszczmy się w naszym życiu o dobro i miłość. Radość jest odblaskiem dobra i miłości w nas. Jeśli zaś troszczymy się o dobro i miłość, wówczas radość może przenikać także przyjemności. Jeśli natomiast brak dobra i miłości, wówczas cieniem na życiu człowieka kładzie się „metafizyczny” smutek, którego nie są w stanie przezwyciężyć nawet pomnażane przyjemności.

Mała rzecz, a cieszy

Zagadnienie relacji pomiędzy wiarą w pełną i wieczną radość w innym świecie oraz radościami i przyjemnościami dnia codziennego jest często przedstawiane w karykaturalny sposób. Biblijny Kohelet pisał: O śmiechu powiedziałem: „Szaleństwo!”, a o radości: „Cóż ona daje?” (Koh 2, 2). Słowa mędrca, który zdawał się uznawać codzienne radości i przyjemności za marność, bywają czasem przedstawiane jako opis postawy człowieka religijnego. Proste radości miałyby być niegodne tego, by się nimi cieszyć, gdy bierze się pod uwagę ich względny charakter, a także perspektywę oczekiwanej wiecznej radości. Jednak i ten pozornie pesymistyczny biblijny mędrzec pisał przecież, że i szczęście, i trud to dar Boży (por. Koh 3, 13).

To prawda, że w życiu ludzkim obecne są, i będą, smutki, cierpienia i łzy. Słowa religijnej pieśni Z tej biednej ziemi, z tej łez doliny z pewnością opisują prawdziwe doświadczenie człowieka dotkniętego takimi stanami. Czy jednak to adekwatny opis całego ludzkiego życia? Wiara religijna jest sprawą poważną. To fakt. Czy jednak powaga wiary faktycznie nie pozwala się cieszyć drobnymi radościami życia?

 


[1] Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae II-II 28, 4. Cyt. za: F. W. Bednarski OP (opr.), Suma teologiczna w skrócie, t. 1-2, Kraków 1997. Dalej: STh.
[2] Por. M. Dziewiecki, Radość, czyli owoc miłości, „Cywilizacja”, 25/2008, s. 80-83.
[3] J. Ratzinger – Benedykt XVI, Patrzeć na Chrystusa, Kraków 2005, s. 66.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama