Utopia i szczęście

Cywilizacja 38/2012

Zwyczaj akademicki wymaga uzasadnienia tematu wykładu oraz podjętego w tym wykładzie problemu. Dlaczego więc utopia i szczęście? Ich zestawienie wydaje się w pełni usprawiedliwione, bo szczęście jest pożądane przez każdego człowieka, jest mu niejako zadane wraz z jego rozumną i – podkreślmy to – wolną naturą. W swoim poznawaniu i działaniu człowiek nie jest zdeterminowany, ani nie rządzi nim przypadek, bowiem poznaje świat i samego siebie, a na kanwie tej wiedzy w sposób wolny wybiera cel swojego życia oraz środki, które go do tego celu niezawodnie zaprowadzą.

 

Cały jego dynamizm życiowy jest wielorako uwarunkowany rozmaitymi okolicznościami. Sprzyjają one lub nie realizacji powziętego celu, nierzadko przysparzają trudności, a nawet uniemożliwiają jego osiągnięcie, niemniej jednak człowiek wie, że taki cel istnieje i że jego osiągnięcie stanowi sens jego życia, jego optymalne spełnienie się. Gdyby poznanie ludzkie i działanie podlegały determinacji lub przypadkowi, wówczas człowiek nie wiedziałby nic o celu działania, ani nie podejmowałby żadnych decyzji, podlegałby bowiem mocy jakichś zewnętrznych sił i żył według ich praw czy kaprysów. I dlatego właśnie, że szczęście jest człowiekowi zadane przez jego naturę, ludzkość od swoich historycznych początków zawzięcie debatuje nad problemem szczęścia, tworzy jego rozmaite koncepcje, a także pisze recepty na jego osiągnięcie. Charakter tych rozważań i zaleceń zależy od jakości kultury oraz od jej szczebla cywilizacyjnego, ale – ujmując rzecz ahistorycznie –łatwo dostrzec, że są one treścią doktryn religijnych, filozoficznych dociekań, wizji politycznych, fikcji literackich i ideologii społecznych, a szczególnie i niejako ex definitione są żywiołem myślenia utopijnego i wyrosłego zeń utopizmu. Charakterystyczne, że „myślenie utopijne” i jego dzieło – wizje idealnych społeczności i państw – skupia w sobie wszystkie wymienione wątki: religijny, filozoficzny, polityczny i społeczny oraz literacki. Ten jawny konfuzjonizm czy eklektyzm, brak respektu dla punktu widzenia, sprawia, że zawarte w utopiach obrazy krain „mlekiem i miodem płynących” posiadają ogromną moc oddziaływania na ludzką psychikę i – jak pokazuje historia kultury – skutecznie motywują do działania, do wdrażania w życie obecnych w nich recept na szczęście. I tak jest po dziś dzień, w związku z czym niektórzy znawcy problemu utopii określają człowieka mianem animal utopicum, a przynajmniej dostrzegają w nim obecność nieusuwalnej pokusy utopizmu (utopian propensity)[1].

Z powyższego wynika, że człowiek jest „bytem ku szczęściu” i że temu egzystencjalnemu wymiarowi swojego życia daje wyraz także na gruncie twórczości utopijnej. Opisuje w niej doskonałe społeczności (państwa), a tym samym zakłada, że szczęście jest osiągalne, a nawet, że wie, w jaki sposób należy je realizować. Zwróćmy jeszcze uwagę na ważny aspekt utopizmu, mianowicie związane z nim przekonanie, że szczęście jest osiągalne wyłącznie na gruncie życia społecznego, a więc że jest ono owocem współpracy pomiędzy przedstawicielami społeczności.

Skoro tak, to należy wyjaśnić, czym jest szczęście oraz co o szczęściu i metodach jego realizacji mówią utopie. Problem szczęścia jest rozważany na gruncie tzw. felicytologii (łac. felicitas – szczęście), która wchodzi w zakres filozofii człowieka (antropologii) i posiada część teoretyczną, dotyczącą istoty szczęścia, oraz praktyczną, traktującą o koniecznych warunkach jego osiągania. Natomiast kwestia utopii, a głównie utopizmu (konsekwencji wcielania w życie utopijnych recept) należy do przedmiotu filozofii społecznej oraz nauk o cywilizacji. Filozofia wyjaśnia istotę życia społecznego, jego niezbędność w ludzkim życiu oraz jego cel ostateczny, zaś nauki o cywilizacji, np. socjologia czy historia metod życia wspólnotowego, opisują zarówno osiągnięcia poznawcze człowieka w zakresie tzw. kwestii społecznej, jak i cienie praktykowania utopizmu w życiu zbiorowym. Nauki te pełnią wobec filozofii funkcje pomocnicze, ilustrując słuszność jej tez faktami kulturowymi[2].

Co to jest szczęście?

Pytanie powyższe budzi respekt. Przypomina Piłatowe: „Cóż jest prawda?”, za którym kryją się – z jednej strony – wątpienie w istnienie prawdy lub w jej poznawalność albo przekonanie o jej względności, ale zarazem – z drugiej strony – nostalgia za prawdą, taką prawdą, która wyzwalałaby pytającego z kryzysu niewiedzy i dyktatu okoliczności. Można sądzić, że podobnie ma się rzecz z pytaniem o szczęście. I rzeczywiście, bowiem wgląd w dzieje problemu szczęścia dowodzi, że kontekst tego problemu tworzą trzy pytania: czy szczęście istnieje czy też jest jakąś iluzją bądź osobliwym postulatem moralnym ze strony człowieka?, czy szczęście jest poznawalne, a jego istota da się pojęciowo uchwycić i językowo wyartykułować?, i ostatecznie: czy szczęście można hic et nunc osiągnąć? Na zawarte w przywołanych pytaniach kwestie odpowiadano „tak” lub „nie”, ale istotne jest to, że każde z tych rozstrzygnięć musiało się odwołać do jakichś uzasadnień i posłużyć się określonymi argumentami.

Zatrzymajmy się nad tym nurtem w filozofii, który jest nacechowany minimalizmem poznawczym i traktuje filozofię jako „sztukę życia”. Charakterystyczne, że chociaż przedstawiciele tego nurtu, skupieni wokół szkół myślowych, dalecy byli od optymizmu antropologicznego, np. epikurejczycy i stoicy, a nawet opowiadali się za jakąś postacią pesymizmu czy wręcz nihilizmu, jak np. cynicy czy sceptycy (agnostycy), to przecież musieli rozstrzygnąć kwestię sensu-celu ludzkiego bytowania w świecie, nawet jeśli sens ten widzieli w praktykowaniu tzw. zasady ataraksji, czyli wystrzegania się pokusy poszukiwania szczęścia. W ślad za nimi późniejsi „egzystencjaliści” aż po dzisiejszych postmodernistów głoszą, że szczęścia nie ma lub że jest ono złudzeniem, a ostatecznie, że poszukiwanie szczęścia prowadzi człowieka w sposób nieunikniony w objęcia nieszczęścia. Inaczej mówiąc, szczęściem człowieka jest świadomość nieosiągalności szczęścia.

Stanowisko to jest tak samo wewnętrznie sprzeczne, jak wszelkie próby unieważnienia prawdy i pozbycia się jej z dyskursu, bo przecież żeby argumentować przeciwko szczęściu, należy założyć jakąś jego koncepcję, której uchylenie jest paradoksalnie – szczęściorodne (!). Wynika z tego, że pytanie o szczęście jest pytaniem zasadnym i trafnym oraz że rozstrzyga się je na wiele sposobów, a problemem jest, które z konkurujących stanowisk oddaje problemowi szczęścia sprawiedliwość. Przejdźmy do tej kwestii.

Zdaniem W. Tatarkiewicza, autora słynnego traktatu O szczęściu, w dziejach sporu o szczęście wyłoniły się i konkurują ze sobą cztery ujęcia, a dokładnie mówiąc, cztery pojęcia szczęścia. I tak, oznacza ono (1) powodzenie lub pomyślność życiową; (2) stan intensywnej radości; (3)sumę dóbr dostępnych człowiekowi; (4) zadowolenie z całości życia. Podział ten jest bogato ilustrowany przeglądem stanowisk i argumentów, a także uwzględnia się w nim obiektywny i subiektywny aspekt problemu szczęścia[3]. Do rozważań Tatarkiewicza niebawem powrócimy, a teraz zrekonstruujmy zręby realistycznej filozofii szczęścia.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama