Edukacja wychowująca w służbie prawdy

Cywilizacja 38/2012

W Powszechnej encyklopedii filozofii czytamy, iż „edukacja”, to wyprowadzanie człowieka ze stanu niższego do wyższego – ze stanu natury do stanu dojrzałości. Poprzez edukację człowiek ma zaktualizować swe predyspozycje (fizyczne, intelektualne, estetyczne, moralne i religijne), by ostatecznie (także przez samowychowanie) osiągnąć pełnię człowieczeństwa . Edukacja ma również aspekt aksjologiczny, w niej bowiem znajdujemy wychowawcze wymiary związane z wydobywaniem z człowieka tego, co najlepsze, co naturalnie przyrodzone, co potrzebuje odkrycia, nazwania i urzeczywistnienia.

 

„Nie mogę nikogo nauczyć czegokolwiek.
Mogę jedynie sprowokować do myślenia…”
Sokrates

Wychowanie do wartości może przybierać w teorii i praktyce różne formy: moralizowania, dydaktyzmu, narzucania, a nawet wymuszania przekonań i zachowań. Może również zrezygnować nawet z wszelkich form nazywania wartości stanowiących odniesienie wychowawczych działań. Może jednak prowadzić różnymi drogami do takiego ukształtowania świadomości wychowanka, że będzie on chciał i umiał samodzielnie wybierać wartości, respektować je, przyjąć odpowiedzialność za ich realizację, zaakceptować wynikające z tych decyzji obowiązki[1]. Edukacja wychowująca, bo o niej tu mowa, jest pewnym procesem, gdzie cel podjętych działań zogniskowany jest na realizacji ambitnego projektu: wychować człowieka szlachetnego, który wybiera dobro, by żyć w prawdzie, który „szczycąc się” ugruntowaną osobowością staje się obywatelem przygotowanym według najlepszych wzorów do życia w społeczeństwie. Jednakże trafnych wyborów może dokonywać tylko człowiek prawdziwie wolny, będący jednostką zintegrowaną w wymiarach: fizycznym, psychicznym, emocjonalnym i duchowym[2]. Współczesna szkoła, której obowiązkiem jest wpływać na realizację wymienionych celów, potrzebuje zatem mądrych i kompetentnych nauczycieli-wychowawców, którzy są odpowiedzialnymi realistami, którzy wychowują młodzież do odkrywania i respektowania podstawowych wartości. Co więcej, dzisiaj oczekuje się, by wychowawca był świadomy, że nie istnieje wychowanie neutralne światopoglądowo czy aksjologicznie. Jego działanie musi bowiem wyrażać pewność, że przyjęcie określonego systemu wartości nie wynika jedynie z logicznej analizy dotychczasowych doświadczeń dydaktyczno-wychowawczych, lecz wiąże się z koncepcją człowieka (konkretną antropologią), którą – dojrzale lub nie – przyjmuje. Należy wszak pamiętać, iż wychowanie, które nie wprowadza dzieci i młodzieży w świat wartości, jest z reguły wychowaniem połowicznym i mało skutecznym, a nierzadko bezmyślnym (byle jakim) i społecznie szkodliwym. Przede wszystkim pozbawia wychowanków możliwości jednoznacznego odróżniania dobra od zła, a tym samym podejmowania decyzji ważnych życiowo i zgodnych z podstawowymi zasadami moralności[3].

Powyższe postulaty poważnie kontestuje dzisiejsza „kultura”, pełna sprzeczności i półprawd, która raczej nie sprzyja wychowaniu. Aksjologiczne cele często są ośmieszane, a troska o integralną formację człowieka bywa traktowana jako ekstremalny radykalizm. W wychowaniu króluje pajdocentryzm, zacierają się granice między stylami demokratycznym a liberalnym, a tzw. „nowocześni rodzice i nauczyciele” (uwikłani w różne dylematy, które niekiedy potęgują lub wręcz wywołują) nie są świadomi swej wychowawczej roli. Jednym słowem promowana jest mentalność relatywistyczna, która negując potrzebę odniesienia do porządku naturalnego, uważając za zbędne poszukiwanie prawdy, godzi w edukację, a w ostateczności w samego człowieka, co czyni go niezdolnym do życia w integralnej pełni swego człowieczeństwa.

Uniwersalizm fundamentalnych paradygmatów

Niezależnie od światopoglądu i kryzysu kultury, pytanie o prawdę (jej sens i rolę w życiu jednostki i społeczeństw), jest zawsze aktualne. W naturalnym dążeniu każdego człowieka do prawdy (o sobie i o świecie) odsłania się bowiem jego prawdziwa wielkość i godność, w tym katalog uniwersalnych wartości, których źródło tkwi w ludzkiej naturze. Idea mówiąca o istnieniu takiej natury i określających ją stałych prawideł, narodziła się jeszcze w starożytnych Atenach – „szkole wychowania Hellady”[4]. Ówczesna promocja wychowania (kalokagathia[5]), urzeczywistniała obiektywną prawdę, a z nią cel, jaki przyświecał integralnej i harmonijnej formacji każdego człowieka. Wymowny napis, jaki znajdował się nad pronaosem świątyni Apollina w Delfach: „Poznaj samego siebie!”, wskazywał drogę do poznania tej prawdy. Odpowiedź nie była łatwym zadaniem. Spojrzenie w głąb siebie, spojrzenie krytyczne, wymagało odwagi ujrzenia siebie w prawdzie. Poznanie samego siebie było jednak szansą zbliżenia się do obiektywnej wiedzy i prawdy zgodnej z rozumnie odczytywaną rzeczywistością. W ten sposób mieszkańcy Hellady wyakcentowali „tożsamość człowieka”, który na bazie wpisanego weń porządku naturalnego, przez wychowanie i kształcenie, mógł urzeczywistnić swe potencjalne przymioty ciała i ducha – mógł zbliżyć się do poznania prawdy o sobie i świecie[6].

W perspektywie kolejnych stuleci wykładnię porządku naturalnego znajdziemy w prawodawstwie rzymskim, które po dzień dzisiejszy pozostaje archetypem dla wszelkich konstrukcji prawnych. Prawo, którego podstawą jest obiektywna prawda, jest jedno i wymaga tylko jednego: rozumnego czytania rzeczywistości. Jako zbiór wartości trwałych i niezbywalnych nie podlega interpretacjom. Uniwersalność paradygmatów prawa naturalnego jest oczywista i bezdyskusyjna. Definicję, która dość dokładnie określa, czym jest prawo naturalne, sformułował rzymski filozof Marcus Tullius Cicero: „Zaiste prawdziwe jest prawo, prawo rzetelnego rozumu, zgodne z naturą, zasiane do umysłów wszystkich ludzi, niezmienne i wieczne, które nakazując wzywa nas do wypełniania powinności, a zakazując odstrasza od występków […]. Nie jest ono inne w Rzymie, a inne w Atenach, inne teraz, a inne później, ale jako prawo jedyne w swoim rodzaju, wieczne i nieodmienne, obejmuje zarówno wszystkie narody, jak i wszystkie czasy. Podobnie jeden jest jak gdyby zwierzchnik i władca wszechrzeczy: Bóg”[7]. W średniowieczu św. Tomasz z Akwinu powtórzył za Arystotelesem, że prawo naturalne jest kodeksem moralnym, do którego wszyscy ludzie skłaniają się w sposób naturalny, odnosząc się zaś do autorytetu Boga zauważył, że sprzeciwić się racjom rozumu, to jak sprzeciwić się Boskiemu nakazowi[8]. W szerszym fragmencie pochodzącym z Summy Teologicznej Akwinata podał następujące wyjaśnienie: „Spośród zaś wszystkich rzeczy, w jakiś sposób opatrzności Boskiej podlega stworzenie rozumne. Ma bowiem udział w tejże opatrzności przez to, że samo siebie opatruje, a także i innych. Stąd też i ono ma w sobie udziałowo prawo wieczne. Dzięki niemu jest w nim skłonność do należytego działania i do celu. I właśnie to udziałowo istniejące w stworzeniu rozumnym prawo wieczne zwie się prawem naturalnym”[9]. Lex naturalis jest zatem wieczne, niezmienne, powszechne, charakteryzuje je rozumna poznawalność i moralna obowiązywalność, w tym naturalna skłonność do słusznego działania i celu. Jednakże pierwszym i najbardziej powszechnym nakazem prawa naturalnego jest: czyń to, co dobre, a unikaj tego, co złe[10]. Współcześnie, w myśli np. Józefa Tischnera, prawo naturalne to takie prawo, które przysługuje każdemu człowiekowi i nie potrzebuje regulacji specjalnych ustaw. Człowiek świadomy własnej natury intuicyjnie czerpie z niej podstawowe prawa i obowiązki. Postępując zgodnie z naturą rozwija siebie, działając wbrew naturze zmierza ku samozagładzie[11].

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

TAGI| EDUKACJA, PRAWDA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama