Wszystko zostanie podważone

W drodze 11/2012 W drodze 11/2012

Dotąd wiedziałem, kim jestem, i nagle mam jakieś wątpliwości. Część ludzi nie chce się z tym konfrontować, stąd te trampki, samochody wyścigowe, gadżety i stylizacje na nastolatków.

 

Czy ten potencjał, o którym mówimy, był przez nas niewykorzystywany świadomie?

To nie jest kwestia woli. Raczej tego, że do mniej więcej czterdziestego roku życia żyjemy naprawdę bardzo na zewnątrz, posługujemy się głównie logiczną świadomością, troszczymy się o „ja” społeczne, mało zaglądając w nas samych. A potem to, co stłumione, samo do nas przychodzi. Do tej pory chowaliśmy to, kierując się wymogami otoczenia, takiej czy innej roli społecznej, aż nagle pojawia się możliwość powiedzenia: w porządku, skoro to, co najważniejsze, zostało wykonane, teraz mogę zrealizować to, o co mi tak naprawdę chodzi.

Kiedy w takim razie możemy myśleć o tym, co przeżywamy, jako o kryzysie?

Symptomów może być wiele, mogą występować w różnych konfiguracjach i natężeniu. Najbardziej typowe jest poczucie wypalenia zawodowego. Mam zawód, robię to, co lubię, a jednak czuję się nie na miejscu. Po drugie, mogą to być pytania o sens tego, co jeszcze niedawno było oczywiste, mojego miejsca w życiu, tego, z kim i co robię. To może być także spadek energii życiowej. Czujemy, że mniej możemy zrobić, że mniej nam się chce. To może być także nieskonkretyzowany niepokój objawiający się nagłymi zrywami emocjonalnymi. Czasem impulsem pchającym nas w kierunku zmian jest jakieś dramatyczne wydarzenie, np. śmierć rodziców albo choroba, która może prowadzić do utraty życia.

Mało rzeczy może nam wtedy pomóc. Zawodne jest nasze wszechstronne wykształcenie, nasza wiedza i dotychczasowe osiągnięcia. To dobrze widać na przykładzie systemu wartości, który w czasie kryzysu często staje się bezwzględny. Do tej pory byliśmy w stanie pójść na kompromis, a nagle któregoś dnia mówimy – nie mogę tak dalej.

A duchowość? Czy ona może być pomocna?

Problem w tym, że o duchowość tutaj chodzi. Nawet jeśli jesteśmy religijni, spora część tej religijności jest skierowana na zewnątrz, na konkretne zachowania czy rytuały. To są drogowskazy naszych codziennych wyborów. Trzeba jednak pamiętać, że uniwersalna duchowość człowieka, niezależnie od wyznawanej przez niego religii, jest silnie zakorzeniona w podświadomości. Nie bez powodu odróżniająca nas od całego świata przyrody świadomość śmierci stała się podstawą innej naszej charakterystyki. Jako ludzie jesteśmy „poszukiwaczami sensu”. Jeden z czołowych psychologów dwudziestego wieku Viktor Frankl twierdził, że odnalezienie sensu ma uzdrawiający wpływ na ludzką psychikę. Dzięki duchowości odkrywamy sens swojego życia i ustalamy rzeczywiste priorytety. Stąd też dopóki sfera duchowa nie stanie się scalającym centrum naszej osobowości, dopóty pozostajemy w dużym rozproszeniu.

Przeżywając kryzys wieku średniego, możemy od tej duchowości uciekać albo bardzo mocno w nią uciec – w sposób konstruktywny lub nie. Możemy wejść w mistycyzm, sektę lub zmianę religii.

Czego szuka czterdziestolatek?

Sensu życia. Brzmi to banalnie, ale o to chodzi.

Czy wszystko, co do tej pory robił, było bez sensu?

Oczywiście, że nie. Tyle tylko, że w pewnym momencie przestaje nam wystarczać zbudowanie domu, zasadzenie drzewa i spłodzenie syna. Musimy się zmierzyć z pytaniami zasadniczymi: Po co jestem na świecie? Co powinienem zrobić? Czego szukam? To jest ta słynna Conradowska „smuga cienia”, która domaga się integracji. Ten proces to ruch do wnętrza siebie. Już nie ma stwierdzeń: „Ja chcę coś mieć”, „To jest moje”, tylko padają pytania: „Kim jestem?”, „Po co tu jestem?”, „Dlaczego się tu znalazłem?”.

Jak długo można uciekać od takich pytań?

Niektórzy uciekają przez resztę życia. Wieczni chłopcy, zawsze młode i wysportowane dziewczyny. Nie dojrzewają. Wypierają wszystko, co się w nich budzi, i często umierają rozgoryczeni i zagubieni. Bo życie nagle się skończyło, ktoś zgasił światło, a oni są zaskoczeni, że to już.

A sens, o którym mówimy? Jak go szukać?

Problem polega na tym, że w stanie kryzysu chcielibyśmy otrzymać szybką i wyczerpującą odpowiedź. Najlepiej bardzo praktyczną. Stąd wizyty u księdza albo u terapeuty i pytania o to, co zmienić, żeby było dobrze. Tak się nie da. To musi w człowieku dojrzeć samodzielnie. Sami musimy zaakceptować zmianę. Stan kryzysowy to dialog ze sobą. W końcu to my nie możemy się ze sobą dogadać. To nam zaczynają przeszkadzać różne blokady, które umiejscowiły się w nas jeszcze w młodym wieku. To my zaczynamy nie akceptować dokonanych wyborów. I trudno nam przyjąć, że to jest proces, w którym sami musimy znaleźć odpowiedzi. Nikt za nas tego nie zrobi.

Żyjemy w bardzo niecierpliwych czasach, chcielibyśmy już i natychmiast.

 

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...