Czy Bóg jest dobrym przewodnikiem? (Rz 9-11)

Głos Karmelu 48/6/2012

Tyle razy słyszymy, że nawet nasze upadki mogą okazać się przydatne w naszym życiu duchowym... dlaczego nie mogłoby być tak również w dziejach zbawienia? Czyż Bóg nie potrafi wykorzystać wszystkiego ku dobru?

 

W wysokie góry wyruszyła wycieczka z przewodnikiem. Powiedzmy uczciwie: ich relacje od początku nie wyglądały różowo – uczestnicy ciągle dąsali się, że droga zbyt trudna, zbyt stroma, że przewodnik zbyt wiele od nich wymaga, że prowadzi na zgubę... Aż nagle na trasie zobaczyli niezwykły znak wskazujący dalszą drogę. Dla części uczestników tego już było za wiele: „O nie, my nie pójdziemy taką drogą, poradzimy sobie...” i rozeszli się po lesie. Część jednak pozostała, gotowa kontynuować wędrówkę.

Tymczasem wokół znaku zaczęli gromadzić się inni turyści, dołączając do tych, którzy pozostali z wycieczki. Oni chcieli iść dalej, razem z przewodnikiem, drogą wskazaną przez znak, bo zachwyciło ich jego piękno. Ale co zrobi przewodnik z resztą grupy? Przecież obiecał, że doprowadzi ich na szczyt. Czy zostawi te osoby, mówiąc: „Sami sobie winni, jak pobłądzą, to ich strata!”? Czy tak postąpiłby prawdziwy przewodnik?

Ten przykład ukazuje nam wydarzenia, które miały miejsce wiele wieków temu. Najlepszy Przewodnik Bóg zabrał naród wybrany na wspólną wyprawę. Jak wiemy, różnie bywało po drodze... ale nagle pojawił się na niej niezwykły znak: Ukrzyżowany Chrystus. Dla części Izraelitów ten znak był „kamieniem zgorszenia”, ich zdaniem Bóg nie mógł zbawić świata w tak „skandaliczny” sposób. Tymczasem ten znak Ukrzyżowanej Miłości zachwycił wielu pogan. Bo czyż Jezus nie zapowiadał: „Gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12, 32)?

I ta nowa grupa wyruszyła dalej w drogę, a poganie dołączeni do Żydów, którzy przyjęli Chrystusa, zyskali wszelkie prawa ludu Bożego, o których mówił Bóg w Starym Testamencie. Teraz także oni są „wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym” (1 P 2, 9). Ale pozostaje pytanie: co stanie się z tymi, którzy nie przyjęli Chrystusa i pozostali przy starym Prawie? Czy Bóg, który zawarł z nimi przymierze, teraz obraził się na nich i opuścił ich na zawsze?

Tym zagadnieniem zajmuje się św. Paweł, poświęcając mu aż dwa rozdziały swojego „programowego” dzieła – Listu do Rzymian (rozdz. 9–11). Paweł rozważa fundamentalną kwestię: czy słowo Boże zawiodło? Bowiem to, co stało się z Żydami, jest też ważne dla nas, chrześcijan: bo jeśliby Bóg „zabrał ich w podróż i porzucił w połowie drogi” (nawet jeśli stało się to z ich winy), to co będzie z nami, jeśli zdarzyłoby się nam pogubić się w życiu? Czy możemy być pewni Bożej troski i prowadzenia?

Apostoł zaczyna od niezwykłego wyznania: „W sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieustanny ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwą, odłączonym od Chrystusa dla zbawienia braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami” (Rz 9, 3). Poruszający przejaw miłości do własnego narodu, od którego przedstawicieli przecież spotkało Pawła (i nie tylko jego) tyle cierpień, a jednak on jest gotów nawet na takie „szaleństwo solidarności”: żeby ich ocalić, sam byłby gotów stracić to, co w jego życiu najdroższe.

Podobny przejaw heroicznej solidarności z własnym narodem miał miejsce już wiele wieków wcześniej, gdy pod Synajem lud zrobił sobie złotego cielca. Mojżesz, przewodnik narodu, poczuwając się do szczególnej odpowiedzialności, tak prosił Boga: „Przebacz jednak im ten grzech! A jeśli nie, to wymaż mnie natychmiast z tej księgi, którą napisałeś!” (Wj 32, 32). Chodzi tu o księgę ludzi żyjących: wykreślenie Mojżesza z księgi oznaczałoby jego śmierć. Nie jest to jednak tylko gest rozpaczy, podobny do postawy Eliasza, który chce umrzeć pod janowcem (a równocześnie, paradoksalnie, ucieka przed zemstą królowej), nie widząc sensu dalszej działalności; Mojżesz raczej utożsamia się całkowicie z tymi, których mu powierzono, jest gotów umrzeć, byleby Bóg przebaczył i dalej prowadził lud, który jemu powierzył (to znamienne, że w innej swojej wypowiedzi o złotym cielcu Mojżesz powie „nasz grzech”, choć on sam nie miał z tym nic wspólnego).

Mówię tak szeroko o tych przykładach biblijnych, bo cały ten numer jest poświęcony kobiecie, która oddała swoje życie w darze duchowej więzi i solidarności ze swoimi rodakami. I gdy w przypadku Mojżesza i św. Pawła wystarczyła ich gotowość ofiary (co prawda św. Paweł zginął śmiercią męczeńską, ale nic nie wskazuje, byśmy mieli interpretować jego śmierć jedynie w duchu solidarności z narodem), ofiara św. Teresy Benedykty została złożona i przyjęta.

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

TAGI| BÓG, PRZEWODNIK

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama