W osaczeniu

Wzrastanie 11/2012

Stałam na szkolnym korytarzu. Wokół było cicho i pusto… Niedawno rozpoczęły się lekcje, więc na pewno za szybko nie będzie tu ludzi… Oswajałam się z tym widokiem na nowo, jakbym była tu pierwszy raz, a przecież chodziłam do tej szkoły pięć długich lat… Lat trudnych i bolesnych…

Dziś stałam tu jako dorosły człowiek, a jednak… czułam się znowu jak kilkunastolatek, który boi się wejść dalej, który w sercu czuje strach przed tym, że za chwilę zza rogu wyskoczy ktoś, kto mnie będzie chciał wyzwać, ośmieszyć, obrzucić papierami, czy ogryzkiem… Zawsze tak się czułam, ilekroć wchodziłam do jakiejkolwiek szkoły, dlatego nigdy nie chciałam zostać belfrem… Zbyt dużo cierpienia, zbyt dużo strachu.

Czy kiedyś zapomnę? Czy kiedyś przestanę się bać? Czy przyjdzie taki dzień, kiedy bez lęku i z zaufaniem będę wchodzić do szkół, kiedy będę nawiązywać relacje? Czy kiedykolwiek przestanę bać się ludzi? Nigdy nie uzyskam pełnego „tak” na moje pytania… Pomimo ogromu wysiłku włożonego w uleczenie wspomnień – zawsze w kontakcie z innymi pojawia się najpierw strach, lęk przed nimi…

Pięć lat… a od czego  rozpoczął się ten koszmar?

Byłam w czwartej klasie podstawówki. Młodsza od swoich rówieśników, ponieważ poszłam do szkoły rok wcześniej niż potrzeba. Wychowywana w ufności do dorosłych, której to ufności właśnie tutaj miałam się pozbyć.

Nie pamiętam, co zrobili chłopcy z mojej klasy. Było to coś złego, ale co – nie wiem, zatarło mi się to w mojej głowie. Fakt, że wychowawczyni zapytała mnie jako przewodniczącą co się stało, a ja (we wspomnianej wcześniej ufności) wszystko powiedziałam. Przecież pytała mnie o to… więc czemu miałabym nie powiedzieć…?

Kiedy pierwszy raz usłyszałam za plecami „kabel”, nie do końca byłam pewna, czy to do mnie. Gdy wylądował na mojej głowie zwinięty papier - już wiedziałam. Chociaż nie rozumiałam, o co im chodzi? O to, że ponieśli konsekwencje swoich czynów? O to, że Pani dowiedziała się prawdy?

Wytrzymałam jakiś czas z nową „ksywką”, z obraźliwymi komentarzami, z obrzucaniem papierami i ogryzkami… Ale nie długo. Poszłam do Mamy. Poskarżyłam się, że tak się dzieje, że ja nie rozumiem. Mama zachowała się jak pedagog – kazała mi powiedzieć wszystko Wychowawczyni. A Wychowawczyni powiedziała na forum klasy, że tak nie wolno. Brzmi banalnie… ale to był ostatni raz, gdy zaufałam metodom dorosłych. Ostatni raz, gdy w ogóle komukolwiek zaufałam…

Przez następnych pięć lat nikomu nie mówiłam o tym, co się dzieje, a gdy Mama mnie pytała – odpowiadałam, że wszystko dobrze. Utwierdziło ją to w przekonaniu, że najlepszym rozwiązaniem jest jej metoda działania. Nie miałam siły wyprowadzać jej z błędu.

Pięć lat krzywdy, brutalności, wyzwisk i psychicznego znęcania. Pięć lat poniżania, wykorzystywania i ośmieszania. Nienawidziłam szkoły, nienawidziłam ludzi, którzy byli ze mną w klasie, a potem nienawidziłam wszystkich uczniów, ponieważ fama o mnie rozeszła się bardzo szybko. I… nie rozumiałam swojej winy w tym wszystkim. I nie rozumiem do dziś. Kara, jaką zostałam uraczona za prawdę była miażdżąca.

Kiedy terapeutka kiedyś nazwała sprawę po imieniu – mobbing – nie mogłam uwierzyć, że to jednak ja byłam ofiarą, a nie ci, którzy mi wmawiali, że są moimi ofiarami.

A teraz stałam na korytarzu szkoły, w której doznałam tyle zła. Nie przestało boleć… Rana, która została mi zadana, którą zadawano mi regularnie przez pięć lat – przerodziła się w ból i smutek, w strach przed nowymi ludźmi, już na wiele, wiele lat. Do dziś…

Czemu tu wróciłam? Może chciałam sprawdzić, czy nadal boli…? A może chciałam zobaczyć, czy już dam radę spokojnie chodzić znajomymi korytarzami, czy dam radę skonfrontować się z uczniami, którzy w mojej głowie będą mi się zawsze kojarzyć tylko z tymi, których poznałam, będąc sama uczennicą.

Czy wybaczyłam? Trudno mi powiedzieć. Kiedyś chciałam skontaktować się z kimś z mojej klasy i zalogowałam się na portalu NK. I zaczęli się do mnie odzywać ludzie, którzy mnie krzywdzili. Nie byłam w stanie pozostać na tym portalu. Oni ze mną rozmawiali, jakby nigdy nic się nie stało, a ja byłam ich dobrą koleżanką ze szkoły. Nie umiałam ich zapytać, czy zdają sobie sprawę, jak wielką krzywdę mi wyrządzili. W moim sercu pojawił się smutek i znowu strach. Usunęłam konto. Nie byłam gotowa na przejście ponad… Zaczęłam się zastanawiać, czy może sobie to wszystko wymyśliłam, może przesadziłam… Terapeutka prosiła, żebym jej opowiedziała, co pamiętam… I wtedy padły słowa o mobbingu… A więc to prawda… Bolesna, ale prawda…

Postałam jeszcze chwilę na korytarzu i wyszłam ze szkoły. W mojej głowie przesuwały się różne obrazy, a serce rozpoznawało znane dobrze emocje i uczucia. Tak, byłam już dorosła, jednak miałam wrażenie, jakby mnie ktoś w tej szkole upośledził, jakby odebrał mi coś ważnego i nie oddał do dziś.

Boże! Gdyby nie Ty i spotkanie z Tobą, akurat wtedy, gdy już nie radziłam sobie sama – nie wiem, czy dziś stałabym tutaj, nie wiem, czy jeszcze bym żyła. Pomóż mi przebaczyć i nie mieć żalu… Pomóż mi żyć bez tego, co mi zostało wtedy odebrane…

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama