Po katolicku wychować

Przewodnik Katolicki 44/2012

Czy chcecie przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy? Czym jednak jest owo katolickie wychowanie dzieci? Czy nie jest czasem tak, że odpowiadamy „chcemy”, ale nie wiemy jak?

 

Gdy słyszałem Jana Pawła II, który mówił, że trzeba „bronić rodziny”, to bardzo się dziwiłem. Jak to bronić rodziny? Czy ona rzeczywiście jest tak bardzo zagrożona? Teraz widzę, że miał rację. Papież obserwował, co działo się na zachodzie Europy i chyba czuł, że i nam przyjdzie
tego doświadczać.

Mówi się, że przysłowia są mądrością narodu. Czy nie mogą być zatem mądrością również w wychowywaniu dzieci po katolicku?

Niedaleko jabłko

Czy można wychować religijnego człowieka teoretycznie? Czy można, wysyłając dziecko na katechezę, stwierdzić, że na pewno będzie osobą żyjącą po katolicku? Chciałoby się  powtórzyć znane porzekadło: „Niedaleko pada jabłko od jabłoni”, co w tym przypadku znaczy, że dzieci chłoną jak gąbka to, w jaki sposób żyją ich najbliżsi. Pamiętam, co kiedyś wydarzyło się na jednej z prowadzonych przeze mnie lekcji religii w szkole ponadgimnazjalnej. Uczęszczał na nie chłopak, który bardzo się buntował, wręcz publicznie przeklinał, a wszystko po to, żebym tylko zwrócił na niego uwagę. Po kolejnej „prowokacji” poprosiłem go na rozmowę. Ku mojemu zdziwieniu zgodził się. Zadałem pytanie: „Co się dzieje? Przecież nikt cię nie atakuje.
Jesteś tu dobrowolnie”. Najpierw milczał, a potem w podobnym tonie jak na lekcji wyrzucił z siebie: „Ja tu wcale nie chcę być, bo mój ojciec nie chodzi do kościoła!”.

Czego Jaś…

Chcąc wychować człowieka po katolicku, pamiętajmy o sile nawyków. „Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał”. Dobre przyzwyczajenia kształtują charakter dziecka. Siła nawyku codziennej modlitwy, siła dobrego nawyku regularnej spowiedzi. To jest naprawdę zdrowe podejście do wychowania. Nie postępujmy według błędnego mniemania powtarzanego jak mantra przez tych, którzy tak naprawdę nie kochają Pana Jezusa: „Jak dorośnie, to sam wybierze”. A jeśli nie wybierze? A jeśli w międzyczasie diabeł sprowadzi dziecko na manowce? Innym błędem rodziców w tym względzie, wcale nierzadkim, jest to, że nawyki związane z życiem religijnym cedują na dziadków. – My jesteśmy zapracowani, więc niech babcia nauczy cię modlitwy…

Z kim przestajesz…

Jeśli rodzice pragną po katolicku wychować młodego człowieka, to muszą też patrzeć, z kim on przestaje. Kto oprócz nich ma na niego największy wpływ. „Z kim przestajesz, takim się stajesz”. Przychodzi bowiem taki moment w rozwoju dziecka, że na chłopca, dziewczynę większy wpływ ma kolega i koleżanka niż rodzic. Współcześni rodzice mają chyba jeszcze trudniej niż ci z epoki przedinternetowej, bo ich pociechy wychodzą nie tylko na podwórko. Dziś o wiele częściej wchodzą one na innego rodzaju podwórka, które nazywamy forami internetowymi. A błąd rodzica może polegać na naiwnym rozumowaniu, że skoro jego dziecko jest tuż za ścianą, to na pewno wszystko jest w porządku i nic mu nie grozi. Tymczasem w głowie młodego człowieka zaczynają kłębić się przeróżne słowa, myśli, poglądy. Internet bowiem potrafi być również zwykłą spluwaczką. A potem rodzice się dziwią: „Myśmy go tak nie wychowywali”.

Kto nie idzie…

A jak należy rozumieć przysłowie „Kto nie idzie naprzód, ten się cofa”? Otóż, w wychowaniu po katolicku konieczna jest formacja człowieka nie tylko do dnia Pierwszej Komunii Świętej, ani nie tylko do bierzmowania, bo wtedy nie mamy jeszcze dorosłego katolika. Owszem, mamy dojrzewającego i co więcej bardzo krytycznego. Formacja katolicka musi doprowadzić do przekonania, że wiara to nie jakiś „pakiecik” dobrego wychowania dla przedszkolaka. W innym wypadku będziemy mieć skądinąd poważnych dorosłych, którzy nie mówią paciorka, zapominają o Bozi czy nie chodzą w niedzielę do kościółka. To tak, jakby dojrzały mężczyzna chciał włożyć spodenki gimnastyczne, które nosił w przedszkolu.  Wiadomo, że mu się na szwach poprują. Dlatego i światopogląd z poziomu Pierwszej Komunii Świętej to nie jest katolicka dojrzałość.

Puste naczynia

Przychodzi wreszcie taki czas w wychowaniu po katolicku – choć mam wrażenie, że niektórzy w ogóle do tego momentu ani na katechezie, ani w domu nie docierają – iż trzeba młodego człowieka przygotować na kontakt ze zgorszeniem. Jeśli tego nie uczynimy,
będziemy mieć coraz liczniejsze zastępy osób, których katolicyzm pękł jak balon. Dzisiaj nie ma ich w Kościele i mimo że byli ochrzczeni, głoszą poglądy kompletnie niekatolickie.   Prawdopodobnie nikt ich nie przygotował na to, że mogą się zetknąć z kimś, kto – chciałoby się powiedzieć – bardzo dźwięczy, a w środku jest pusty. „Puste naczynia robią najwięcej hałasu”. Przygotujmy więc dzieci na rozpoznawanie ludzi. Na budowanie na Chrystusie. Na to, że na ziemi nigdy nie będzie raju. I na to, że my wszyscy w Kościele jesteśmy cały czas w drodze do świętości. Są bowiem pośród nas ci, którzy wolą żyć w iluzji tzw. świętego spokoju. Wydaje się, że za dużo jest katolików, którzy nie chcą się komukolwiek narazić? Bóg wysyła nas na walkę, a ilu z nas chce walczyć? Ilu zabiega tylko o opinię?

Per aspera ad astra. Przez trudy do gwiazd. Per crucem ad lucem. Przez krzyż do światła. Czytałem, że niewidome dzieci z Lasek pozdrawiają się słowami: „Przez krzyż do nieba!”. Jednym słowem, ktoś je wychowuje po katolicku..         

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama