Bariera strachu pęka

Niedziela 45/2012

Oburzenie na kłamstwo i bezprawie, które zaistniały w naszym życiu publicznym. Ta ilość kłamstw, która towarzyszy katastrofie samolotu z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej na pokładzie, da się porównać tylko z kłamstwem towarzyszącym zbrodni katyńskiej. Wyobrażam sobie ten film jako próbę dojścia do prawdy, przebicia się przez niezliczone warstwy kłamstwa, które pojawiło się tuż po katastrofie, kiedy jeszcze niczego nie byliśmy pewni i nie wiedzieliśmy, dlaczego do niej doszło ani kto jest winien.

 

Fundacja „SMOLEŃSK 2010” (numer KRS 0000429861), została ustanowiona przez reżysera Antoniego Krauze, który zamierza przy jej pomocy zrealizować film pod roboczym tytułem „Smoleńsk 2010”. Prezes Fundacji – Tomasz Miernowski, prawnik, producent filmowy, wieloletni szef produkcji Studia Filmowego DOM, prezes Fundacji Sztuki Filmowej.

Nadzór – Rada Fundacji w składzie: Andrzej Chodakowski – reżyser, współautor słynnego filmu „Robotnicy ’80”, działacz  „Solidarności” w latach osiemdziesiątych, b. dyplomata; Michał Lorenc – kompozytor, wielokrotnie nagradzany za muzykę do filmów polskich i zagranicznych; Maciej Pawlicki – reżyser, publicysta, były prezes TVP SA; Bronisław Wildstein – pisarz, publicysta, były prezes TVP SA; Marek Nowakowski – pisarz, publicysta.

Konto, na które zbierane są środki pieniężne w celu wspierania realizacji oraz rozpowszechniania filmu fabularnego pod roboczym tytułem „Smoleńsk 2010”:

PKO Bank Polski SA, rachunek nr 55 1020 1169 0000 8202 0186 3042

Adres Fundacji: ul. Batuty 7c m.1004 02-743 Warszawa

Alicja Dołowska: – Bardzo szybko po katastrofie smoleńskiej poinformował Pan opinię publiczną o zamiarze nakręcenia filmu o tej tragedii. Co powodowało Panem, by nie czekać na ostateczne ustalenia?

Antoni Krauze: – Oburzenie na kłamstwo i bezprawie, które zaistniały w naszym życiu publicznym. Ta ilość kłamstw, która towarzyszy katastrofie samolotu z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej na pokładzie, da się porównać tylko z kłamstwem towarzyszącym zbrodni katyńskiej. Wyobrażam sobie ten film jako próbę dojścia do prawdy, przebicia się przez niezliczone warstwy kłamstwa, które pojawiło się tuż po katastrofie, kiedy jeszcze niczego nie byliśmy pewni i nie wiedzieliśmy, dlaczego do niej doszło ani kto jest winien. Na dodatek ci, którzy wykreowali ten świat nieprawdy, z niczego się nie wycofują, nie czują się winni, za nic nie przepraszają. A kiedy po niecałym roku to kłamstwo jeszcze rozlało się po świecie w raporcie Anodiny, który został przyjęty za prawdę również w krajach ościennych – właściwie wszędzie, łącznie ze Stanami Zjednoczonymi, w krajach sojuszniczych, które wydawałoby się, że chcą tak jak Polacy znać prawdę, poszukiwać jej, próbować coś wyjaśnić – wszystko zostało właściwie… przywalone. I mimo że od katastrofy minęły ponad dwa lata, nic nie zapowiada, żeby coś się w tej sprawie zmieniło. Wiem, że film, który chcę zrealizować z pomocą ludzi podobnie jak ja oburzonych, pragnących zbliżenia się do prawdy – bo nic nie wiemy na pewno – nie załatwi jakichś spraw z przestrzeni publicznej, ale może okaże się pomocny tym, którym zależy – a mnie na pewno – żeby ta sprawa nie utknęła, nie ugrzęzła, nie została zepchnięta w niebyt.

– Mamy świadomość, że próbuje się przemilczać prawdę, różnie się nią manipuluje. Ale prawie 70 lat czekaliśmy na film „Katyń”. Dopiero po 40 latach mógł Pan zrealizować „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł” – film o wydarzeniach z grudnia 1970 r. na Wybrzeżu. Czy na film o katastrofie smoleńskiej nie jest jeszcze za wcześnie?

– I tak mam poczucie straconego czasu przez ilość przeszkód, które trzeba pokonać, chcąc mówić publicznie o tragedii smoleńskiej. Ten film na pewno nie przedstawi całej prawdy, bo po prostu nie posiadam odpowiednich narzędzi do jej zbadania. Jednak mam nadzieję, że może okazać się pomocny w dojściu do tego, co się naprawdę wydarzyło 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem. Film „Katyń” powstał rzeczywiście dopiero 70 lat po zamordowaniu „kwiatu rycerstwa polskiego”, jak określił ofiary tego mordu uczestnik ekshumacji – pisarz Józef Mackiewicz, ale my jesteśmy dziś jednak w nieporównanie lepszej sytuacji niż ci, którzy znali prawdę o Katyniu.

– Liczy się Pan z przeszkodami?

– Nieustannie je napotykam. Mimo wszystko udało się nam powołać fundację, która ma zebrać środki na produkcję filmu. Nosi ona identyczną nazwę, jak tymczasowy tytuł filmu „Smoleńsk 2010”. Zakładanie fundacji było żmudną działalnością. Chodziło przecież tylko o wpis w Krajowym Rejestrze Sądowym, a wyglądało na bardzo skomplikowaną sprawę sądową. Na szczęście skończyło się pomyślnie. Wiele osób uważa, że kłopoty z zarejestrowaniem fundacji wiązały się z faktem, iż nie ukrywałem tytułu fundacji, który ma pomóc zdobyć środki. Uważałem jednak, że skoro ludzie walczą o prawdę, to nie należy korzystać z jakichś kruczków czy zakłamań, tylko mówić, o co w tym przedsięwzięciu chodzi.

– Spodziewa się Pan odmów aktorów, którzy nie chcą ryzykować wypadnięcia z łask decydentów zarządzających instytucjami kultury?

– Rozmawiałem z wieloma aktorami występującymi w moich filmach, których znam od lat, darzę wielką sympatią, których kunszt aktorski podziwiam. I dostrzegam, że – szczególnie w świecie aktorskim – istnieje jakaś bariera małej odwagi, jakiś syndrom, mówiący, że nie chcą nawet wiedzieć, jaka jest prawda o katastrofie. Nie wiem, co stanowi przyczynę obaw, bo wiele z tych osób w latach 80. ubiegłego wieku po wprowadzeniu stanu wojennego zachowało się niezmiernie bohatersko, zrezygnowało z uprawiania zawodu, bojkotowało występy w telewizji. Nie mam pojęcia, dlaczego dzisiaj tak się zachowują. Mimo wszystko liczę, że choć są trudności, zdobędę najlepszą obsadę. Czas przecież pracuje na korzyść tych, którzy chcą znać prawdę.

Przypuszczam, że wielu spośród aktorów, którzy na razie stwarzają problemy (nie, żeby mi ostatecznie odmówili, jesteśmy jeszcze w trakcie prac nad scenariuszem), zmieni zdanie, gdy pojawią się oficjalnie nazwiska osób, które się zgodziły. Pomoże to innym dać się przekonać. Chodzi o odrzucenie uprzedzeń, przekroczenie bariery strachu, choć ten strach może dziś nie jest już aż tak duży. Ludzie dali się jednak wpędzić w fałszywą sytuację, że to jest źle widziane. Nie wierzę, by to była prawda, choć takie teksty nieustannie słyszymy. W ten sposób próbuje się nas zniechęcić. Ze strony osób, do których dotarła już informacja o numerach konta fundacji, odbieram liczne sygnały, że ludzie chcą – nawet minimalnymi kwotami – wesprzeć tę sprawę. Miałem natychmiastowy odzew, nie tylko z Polski.

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama