Dlaczego żyjemy?

Zeszyty Karmelitańskie 4/2012

Możemy pytanie „dla czego żyjemy?” rozumieć w kontekście normatywnym i zapytywać, dla czego powinniśmy żyć, nawiązując do klasycznego kształtu źródłowego pytania etyki – jak żyć? Możemy wreszcie pytać o ostateczny cel ludzkiego bytowania, ku któremu, chcąc nie chcąc, żyjemy, ku któremu jesteśmy ze swej natury, wewnętrznej istoty ukierunkowani, niezależnie nawet od świadomości tego ostatecznego celu.

 

Tytułowe pytanie jawi się jako fundamentalny problem ludzkiego życia. Kiedy jednak chcemy na nie udzielić konkretnej odpowiedzi, ujawnia swą złożoność i wielopiętrowość. Można je wszak rozumieć na płaszczyźnie faktycznej i pytać, dla czego żyjemy hic et nunc? Dla czego żyje człowiek współczesny, ponowoczesny, jak zwykło się go określać. Co jest dla niego ważne, jakie ma kryteria hierarchizacji dóbr? Jakie cele stawia sobie w życiu? Możemy pytanie „dla czego żyjemy?” rozumieć w kontekście normatywnym i zapytywać, dla czego powinniśmy żyć, nawiązując do klasycznego kształtu źródłowego pytania etyki – jak żyć? Możemy wreszcie pytać o ostateczny cel ludzkiego bytowania, ku któremu, chcąc nie chcąc, żyjemy, ku któremu jesteśmy ze swej natury, wewnętrznej istoty ukierunkowani, niezależnie nawet od świadomości tego ostatecznego celu. Na etapie wstępnych refleksji rysuje się też organiczny związek tytułowego pytania z problemem sensu ludzkiego życia. Co nadaje sens egzystencji człowieka? Bóg, miłość, rodzina? Czy żyjąc tymi rzeczywistościami mamy gwarantowane poczucie sensu? Czy życie w ogóle potrzebuje takiej zewnętrznej instancji dającej sens, czy też w samym życiu tkwi sensowność, jak chciał Victor E. Frankl? Spróbujmy zatem uporządkować płaszczyzny analizy pytania „dla czego żyjemy?”.

Płaszczyzna fenomenologiczna

To płaszczyzna empirii, faktyczności, doświadczenia, stawiania pytań w przestrzeni wyzwań niesionych przez konkretne sytuacje życiowe, dylematy, które trzeba jakoś rozstrzygać, wybory, przed którymi stajemy. Decyzje z jednej strony wynikają z naszej hierarchii wartości, z drugiej określają nasz horyzont aksjologiczny. To, co czynimy, jest warunkowane w dużej mierze przez naszą świadomość aksjomoralną, ale też zwrotnie tę świadomość kształtuje i zmienia. Tego wewnętrznego scalenia obu elementów nie da się rozpętlić. Robimy coś zgodnie ze swym przekonaniem lub wbrew sobie, w zgodzie z własną gradacją dóbr lub przeciw jej logice. Kierujemy się własną korzyścią, pożądaniem dóbr, pogonią za przyjemnościami, poczuciem obowiązku, chęcią oddania sprawiedliwości temu, co ważne, istotne, doniosłe samo w sobie. Wydaje się, że ta płaszczyzna ujawnia dwa podstawowe poziomy.

Poziom opisowy

To przestrzeń badań i penetracji poznawczych historii, socjologii i psychologii. Najpierw pojawiają się tu pytania: co ludzie cenią i preferują, dla jakich wartości żyją, co wypełnia ich codzienność, czym kierują się, dokonując wyborów, jak rozumieją własne życie. I dalej, jakie zmiany w tym zakresie zaszły i zachodzą oraz jakie mechanizmy rządzą tymi przemianami? Dla czego żył człowiek starożytności i średniowiecza, człowiek renesansu i baroku, dla czego żyje człowiek współczesny? Jaką posiadał i posiada fizjonomię moralną i egzystencjalną? Przez ostatnie dziesiątki lat wiele mówi się o kondycji ponowoczesnej współczesnego człowieka, o postmodernistycznym przeżywaniu życia. Zygmunt Bauman w tym kontekście mówi o epizodyczności i niekonsekwencji życia, utracie swoistej całości, jaką było życie dla poprzednich pokoleń, zatraceniu świadomości swego ostatecznego celu, o utracie poczucia celu życia, o którym tak wiele mówili teolodzy, filozofowie, etycy i moraliści ubiegłych wieków, o wyzwalaniu się spod dyktatu etycznych norm i zasad. O ile człowiek nowoczesny może być określany jako homo viator, pielgrzym, znający kres swej wędrówki i konsekwentnie, choć nie bez potknięć i upadków, doń zmierzający, o tyle człowieka ponowoczesnego możemy określać mianem spacerowicza, włóczęgi, turysty (moda na „turystykę” to temat na osobne opracowanie) czy gracza. Człowiek ponowoczesny stoi wobec chaosu i płynności, próbując swe życie przeżyć podobnie. Pisał Bauman: „Rozpad «projektu życiowego» na kalejdoskop samoistnych epizodów, niepowiązanych ani przyczynowo, ani logicznie, rezonuje z równie kalejdoskopową ponowoczesną kulturą «nieustającego karnawału», która zastępuje kanon kulturowy korowodem krótkotrwałych mód” (Dwa szkice o moralności ponowoczesnej, Warszawa 1994, s. 17). Wszystko to rodzi problemy człowieka ponowoczesnego z tożsamością, z odpowiedzią na pytanie, kim jest, kim chce być. W płynności czasów i kultury roztapia się tożsamość konkretnego człowieka, który nie potrafi znaleźć wspólnego mianownika dla swego niekoherentnego w swej epizodyczności życia. Płynny jest zawód, powołanie, płynne role rodzinne i społeczne, próbuje się wręcz spowodować poczucie płynności własnej płci. Brak jakiegoś jądra osobowości, podstawy bycia tym oto człowiekiem powoduje kłopoty z określeniem własnej tożsamości. Znakomicie opisywał to z właściwą sobie ironią i cieniem sarkazmu Sławomir Mrożek: „Świat stał się bieganiną, każdy biega z miejsca na miejsce i pyta drugiego: «Nie było tu mojego ja? Szukam go wszędzie». «Nie, ale może Pan widział moje tam, skąd Pan przybywa». Tu tamtego nie było, tego tam nie ma. Więc znowu pędzą, a wszyscy zdyszani. Już nawet ćwierćinteligent wie, że musi szukać swojego «ja», zamiast się czegoś porządnie nauczyć” (cyt. za: Z. Bauman, Moralność w niestabilnym świecie, Poznań 2006, s. 27). Pytanie, „dla czego żyję”, jawi się dla tak opisanej kondycji człowieka ponowoczesnego jako trudne, w zasadzie wręcz niemożliwe do zyskania odpowiedzi en bloc. Kalejdoskop wielu wartości, nierzadko wykluczających się wzajemnie, a zrelatywizowanych na konkretne epizody, części życia, role społeczne – oto ogólna odpowiedź.

I wreszcie poziom stricte psychiczny – stawianie sobie pytań o przyjmowane w życiu cele, ich hierarchizację, a także praktykę życiową – czasem zbieżną, czasem rozbieżną z teoretycznymi odpowiedziami na powyższe pytania. Psychologia w interesującej nas kwestii stawia pytania o zależności między określonym kształtem wyborów dóbr i wartości a cechami osobowości, stopniem jej dojrzałości, charakterem itd. Pyta też o motywy decyzji i działań. Ogólnie można powiedzieć, że żyjemy dla tego, co jawi nam się jako cenne, ważne, wartościowe, jakoś korzystne. Może się to przedstawiać pod postacią dobra dla nas, tego, co subiektywnie zadowalające, co przyjemne, lub jako dobro samo w sobie, wartość obiektywna (Dietrich von Hildebrand). Klasycznie wartości – za Maxem Schelerem – dzieli się na hedoniczne (przyjemnościowe), witalne (związane z życiem, zdrowiem), użytecznościowe (z ekonomicznymi na czele), kulturowe (prawne, estetyczne, poznawcze) i religijne (związane ze sferą sacrum). Człowiek staje wobec tych wartości i dokonuje wyborów: jedne wartości afirmuje, inne odrzuca, dokonując tym samym aktów preferencji, realizujących lub unicestwiających wartości stricte moralne. W przestrzeniach tych wyborów ujawnia się konkretny, praktyczny i realny, a nie tylko deklaratywny kształt odpowiedzi na tytułowe pytanie. Żyjemy dla Boga, dla siebie, dla wartości użytecznościowych, dla moralnego dobra, dla wielkich i małych przyjemności. Opis dostarcza nam odpowiedzi na pytanie, jak od strony statystycznej wygląda życie współczesnego człowieka w wybranych współrzędnych geograficznych i kulturowych, w aspekcie określonych zmiennych. Nieustannie jednak pulsuje pytanie o wymiar normatywny. Wiemy – przynajmniej w ogólnych zarysach – jak jest, ale jak być powinno?

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama