Reakcja katolików na billboardy ateistów

Niedziela 47/2012

W Polsce wolność wyznania ze strony ludzi wierzących jest podręcznikowa. Kto u nas prześladuje ateistów? Chyba że za prześladowanie uznamy to, że dzieci niewierzących rodziców siedzą w świetlicach, podczas gdy katolicka reszta rówieśników ma lekcje religii.

 

W Rzeszowie, Częstochowie, potem we Wrocławiu, w Krakowie, Warszawie i w wielu innych miastach pojawiły się billboardy z napisem: „Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę”; „Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam”. Rozwieszają je ludzie związani z Ruchem Palikota.

Organizatorzy wybierają dla swojej akcji miasta w ich mniemaniu konserwatywne. Wśród nich takie „bastiony ciemnogrodzkie”, jak Warszawa, Kraków, Wrocław czy Poznań. W Częstochowie plakaty pojawiły się u wejścia do miasta i w samym centrum. Za uzbierane jak dotąd ponad 65 tys. zł ateiści zapowiadają obwieszenie 34 billboardami 19 polskich miast. W listopadzie zapowiedziano akcję we Wrocławiu, w Poznaniu, Częstochowie, Krakowie, Świebodzinie (tam, gdzie stoi największy posąg Chrystusa Króla), w Zielonej Górze i Łodzi. W grudniu plakaty pojawią się w Gdańsku, Ostrołęce, Rzeszowie, Tarnowie, Katowicach, Płocku, Elblągu, Szczecinie i Warszawie. Na liście są też przewidziane Dąbrowa Górnicza i Toruń. Na kolejne miejsca ataku wybrano: Bydgoszcz, Białą Podlaską, Będzin, Przemyśl, Oświęcim, Opole, Białystok, Starogard Gdański, Radom i Kielce.

Po co taka akcja, taka otwarta wrogość wobec Pana Boga? W deklaracji ideowej akcji czytamy: „Celem kampanii jest wywołanie ogólnopolskiej dyskusji na temat obiegowego postrzegania wartości uniwersalnych jako zasad przynależnych religii, a w szczególności religii katolickiej. Uważamy, że polityka państwa prowadzi do utrwalania stereotypów, łącząc moralność człowieka z jego religijnością, pogłębiając wykluczenia osób, które nie identyfikują się z kościołem katolickim czy żadną inną instytucją religijną”.

Nooo, w takie głupstwa nikt rozsądny nie uwierzy. W tym kraju nikt nikogo z niczego nie wyklucza w związku z wyznawaną religią lub niewiarą w Boga. Przypominam, że mamy za sobą okres realnego socjalizmu, który przez całe dziesiątki lat krzewił laicyzm w społeczeństwie, i Polaka nie wprawia w zdumienie fakt, że ktoś w Pana Boga nie wierzy. Obok nas żyją ateiści albo wystygli katolicy, więc to nie nowina. Nie uchwala się też w tym kraju praw w zgodzie z Dekalogiem – świadczą o tym choćby in vitro czy ciągłe dyskusje o aborcji. Boli też wmawianie tym, którzy chodzą do kościoła, wrogości wobec tych, którzy nie chodzą. Bo takiej wrogości nie ma, a jeśli – to incydentalna, niewarta komentarza. Bardziej spostrzegawczy obserwator wie zresztą, że nie chodzi o krzewienie laickiego ducha, obronę rzekomo uciskanych ateistów, ale o zainteresowanie mediów. Żeby o twórcach i mocodawcach kampanii mówiono w każdym wydaniu informacji, żeby nieustannie proszono ich o komentarz w obojętnie jakiej sprawie, żeby kolorowe pisma podjęły temat i wałkowały go jak najdłużej – reszta zrobi się sama. Tak bowiem teraz tworzy się elektorat, który da w konsekwencji władzę. Tylko o to chodzi. O zamieszanie, o dążenie do władzy za wszelką cenę.

W Polsce wolność wyznania ze strony ludzi wierzących jest podręcznikowa. Kto u nas prześladuje ateistów? Chyba że za prześladowanie uznamy to, że dzieci niewierzących rodziców siedzą w świetlicach, podczas gdy katolicka reszta rówieśników ma lekcje religii. Żyjemy w coraz bardziej różnorodnym społeczeństwie i katolicy nie mają klapek na oczach – doskonale zdajemy sobie z tego sprawę.

Nie powstrzymamy wrogów Pana Boga w tradycyjny sposób – możemy skarżyć ich do sądu na drodze cywilnej, ale to wymaga czasu i pieniędzy. Niektórzy akcję zbagatelizują, bo chrześcijaństwo i tak przetrwa. Naszym zdaniem, na akcję najlepsza jest reakcja – powinniśmy zaapelować do parafii w miejscach, gdzie rozwieszono plakaty, by palić pod billboardami znicze. Niech przedstawiciele organizacji katolickich staną tam i rozdają zaproszenia na koncert do kościoła, na spotkanie, na dyskusję, na film... Niech młodzi zrobią tam głośniejszą akcję ewangelizacyjną, większe zamieszanie niż oni, ale pozytywne, pokazujące, że Kościół to my wszyscy, nie jacyś anonimowi, szarzy i apatyczni ludzie, lecz osoby pełne energii i radości życia, które samą swoją obecnością świadczą o Bogu.

Podobnego zdania jest senator Kazimierz Jaworski, koordynator akcji „Stop laicyzacji”: – W sprawie ateistycznych billboardów, musimy to sobie powiedzieć otwarcie, oficjalnymi środkami nie jesteśmy w stanie zrobić nic. Co najwyżej dostarczymy satysfakcji naszym przeciwnikom, gdy spotka nas niepowodzenie. Uzasadnione nawet wydaje się podejrzenie, że cała ta prowokacja organizowana jest po to, by ukazać, że mechanizmy państwowe na obecnym etapie służą już przede wszystkim ochronie tego, co się Panu Bogu sprzeciwia. Pozostają działania czysto społeczne – i taką drogą poszliśmy w Rzeszowie. Po zapowiedzi, że również u nas zawisną te nieszczęsne billboardy, organizacje katolickie działające od pewnego czasu pod szyldem „Stop laicyzacji” same umieściły w przestrzeni publicznej treści sprzeciwiające się ateistycznej kampanii, uznaliśmy bowiem, że nie możemy pozostać obojętni.

Po drugie – modlitwa. Za osoby, które znalazły się w paradoksalnej sytuacji poszukiwania prawdy i dobra bez Boga, należy się modlić. Tym bardziej że w polskich realiach chodzi zapewne o osoby ochrzczone, o naszych współbraci w wierze, którzy z różnych powodów ją utracili.

Społeczność, która wygraża Panu Bogu pięścią, deklaracjami, iż poradzi sobie bez Niego, po prostu Pana Boga obraża. To nie Pan Bóg potrzebuje czegoś w tej sprawie od nas. To my jako stworzenie nie jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować, również w wymiarze społecznym, bez pomocy Pana Boga. Publiczne deklarowanie ateizmu wymaga więc modlitwy ekspiacyjnej – przekonuje senator Jaworski.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • marek
    23.11.2012 21:52
    Te bilbordy to podręcznikowy przykład psychomanipulacji i prowokacji, bo skoro "nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę" to mózg automatycznie porównuje co będzie po skreśleniu słówka "nie" przy każdym czasowniku. I co wychodzi? Oceńcie sami. Podobnie: "nie wierzę w Boga, nie jestem sam", a więc jeśli wierzę w Boga to jestem sam? Myślę, że o wywołanie takich skojarzeń u odbiorców naprawdę chodziło autorom tych oszukańczych bilbordów. A swoją drogą ciekawe jak by zareagowali Ci autorzy gdyby ktoś wywiesił w całej Polsce bilbordy o adekwatnej treści np. "nie zabijam, nie kradnę, nie jestem ateistą", albo o zgrozo "nie zabijam, nie kradnę, nie uprawiam homoseksualizmu". Pewnie lawinie potępienia z ich strony nie byłoby końca.
  • robert - tychy
    24.11.2012 14:17

    Nie powstrzymamy wrogów Pana Boga w tradycyjny sposób – możemy skarżyć ich do sądu na drodze cywilnej, ale to wymaga czasu i pieniędzy

    przepraszam,ale zaniepokoiło mnie to stwierdzenie - jakiż to "tradycyjny sposób" ma pani na myśli,pani katarzyno? czy podobny do tego,jakim posługiwał się kościół i uległa mu władza kilkaset lat temu wobec ludzi mających czelność myśleć i wierzyć (lub w ogóle nie wierzyć) niż nakazuje nauka kościoła? proszę się jaśniej wyrażać. bardzo mi przykro,że w dzisiejszej demokratycznej i wieloświatopoglądowej rzeczywistości kościół nie ma już sposobności i instrumentów,by "powstrzymywać wrogów Pana Boga w tradycyjny sposób".  

    Nie uchwala się też w tym kraju praw w zgodzie z Dekalogiem – świadczą o tym choćby in vitro czy ciągłe dyskusje o aborcji.

    pani raczy żartować - lub kpić z czytelników pani wynurzeń. to właśnie tematy in vitro i aborcji - dokładniej,trudność ich uregulowania zgodnie z cywilizowanymi standardami - świadczą o tym, jak bardzo trudno jest sforsować ustawy, którym kościół się sprzeciwia. dopiero teraz z wielkim bólem rodzą się jakieś projekty,na których ostateczny kształt trzeba będzie jeszcze długo poczekać.

  • Christophoros
    19.12.2012 10:39
    nie lubię tych, którzy wmawiają mi, że "ich nie lubię". To jakaś paranoja.
  • Christophoros
    19.12.2012 10:49
    może Kościół potrzebuje pewnej reklamy, niestety. Np:

    Afryka : codziennie pomagamy przeżyć 100 000 dzieci,

    Polska: Wspieramy w powrocie do życia alkoholików, samotne matki

    Niemcy: Uzdrawiamy modlitwą ludzi,

    Świat: Wiara daje oparcie tam gdzie masz wątpliwości jak postępować.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama