Kontrowersyjny Anioł Ave

Któż jak Bóg 6/2012

Długo zastanawiałem się jak poruszyć dosyć delikatny temat orędzi Anioła Ave dla Polski, by nikogo przy tym nie urazić. Zdaję sobie bowiem sprawę z tego, że mogą one mieć grono szczerych i uczciwych w swych intencjach zwolenników, także wśród naszych czytelników. Pozwólcie jednak, że podzielę się tu z Wami garścią uwag, które powodują, że osobiście patrzę na te orędzia z pewną rezerwą.

 

Może mi ktoś zarzucić, że jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest to, iż od ponad dwudziestu już lat zajmuję się (jako świecki teolog, publicysta i katecheta) sektami i fałszywą duchowością i mam w związku z tym takie małe „skrzywienie zawodowe”. Może i coś w tym jest, choć z drugiej strony zawsze staram się „dmuchać na zimne”, mając uwadze znane słowa św. Pawła: Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła (1 Tes 5:22). Zapewne jesteście już ciekawi, Drodzy Czytelnicy, naszego anielskiego pisma, gdzie dostrzegam ów pawłowy „pozór zła” w proroczym jakoby przesłaniu Anioła Ave?

Zacznę może od przypomnienia, że nikt z nas nie jest zobowiązany do wiary w objawienia prywatne i to nawet te uznane przez Kościół za prawdziwe, jak np. w Fatimie czy Lourdes (objawienia Anioła Ave do takich nie należą). Jeśli ktoś – z sobie wiadomego, istotnego powodu - nie przyjmuje ich, nie ma grzechu. Nie stanowią one bowiem nowego dogmatu naszej wiary. Mogą ją oczywiście umocnić czy ożywić. Czasem stanowią impuls do poprawy życia; są więc dla nas ważne, choć – jak wspomniałem – do zbawienia nie są nam niezbędne. Nas, ludzi wierzących, obowiązuje Objawienie Boże (zwane też publicznym), zawarte w Piśmie Świętym i przekazywane przez Tradycję.

Nie wiem jak Wy, Drodzy Czytelnicy, ale ja, jeśli już chcę wierzyć jakimś objawieniom prywatnym, to chciałbym mieć choć pewną dozę pewności, iż nie jest to jakieś oszustwo, pomyłka, lub – co gorsza – że nie stoi za tymi „objawieniami” zły duch (nie bez powodu zwany przez niektórych najlepszą „małpą Pana Boga”).

Musimy mieć świadomość, że każdego roku pojawiają się informacje o nowych, prywatnych objawieniach, jednak zdecydowaną większość stanowią te fałszywe czy niepewne, a w każdym razie nie uznane przez Kościół.

Według danych z „International Marian Research Institute”, tylko w XX wieku zarejestrowano na świecie 386 rzekomych objawień samej Matki Bożej – nie wspominając o pojawiającym się gdzieniegdzie Jezusie, aniołach czy różnych świętych! Już same te suche liczby, zdają się mówić, że „nie wszystko złoto, co się świeci”. Jak to się jednak ma do prawdziwości orędzi Anioła Ave?

„Anielskie” czary-mary

Stali Czytelnicy naszego dwumiesięcznika pamiętają zapewne, że Aniołowie niechętnie ujawniają swe imiona. Przykładowo, kiedy biblijny Jakub zmagał się z Aniołem nad potokiem Jabcok, zapytał go o imię, lecz ten nie udzielił mu odpowiedzi. Zresztą spośród ogromnej rzeszy niebiańskich duchów Biblia podaje imiona jedynie trzech Archaniołów: Rafała (Pan uzdrawia!), Michała (Któż jak Bóg!) i Gabriela (Bóg jest mocą!). Tyle! O tym, że należy uważać z używaniem anielskich imion, wiedział już starożytny Kościół. Imiona pozabiblijnych Aniołów, oficjalnie odrzucił już bowiem za czasów papieża Zachariasza (w 745 r.), jak i podczas synodu odbywającego się w Aix-la-hapelle w 789 roku.

Wszystkie pozabiblijne imiona aniołów pochodzą min. ze współczesnej literatury New Age oraz ze starej literatury apokryficznej, gnostyckiej, apokaliptycznej, kabalistycznej, czy nawet pewnych traktatów magicznych i ksiąg zaklęć. Gdzie zatem – skoro nie na kartach Biblii – należy szukać anioła Ave?

Otóż aby się o tym przekonać, należy znać choć kilka faktów na temat praktykowanej potajemnie do dnia dzisiejszego „magii enochiańskiej”. Jest to system ceremonialnej magii, oparty na przyzywaniu bytów anielskich. Stworzony on został na podstawie XVI-wiecznych pism Johna Dee i Edwarda Kelleya. Dee i Kelley przekonywali w nich, że sami kontaktują się z aniołami, które miały przekazywać im różne informacje w języku enochiańskim. W tym samym języku spisane są także tzw. Klucze Enochiańskie, mające służyć do wzywania Aniołów. Stanowią one istotny fragment czwartej księgi Biblii Szatana i do dnia dzisiejszego są niezbędnym elementem obrzędów satanistycznych.

Magia enochiańska nawiązuje do apokryficznej Księgi Henocha, a wstęp do jej nowszych wydań napisał protoplasta współczesnego satanizmu, Aleister Crowley.

Do tzw. „trójcy”, tworzącej „Magię Enochiańską”, należy m.in. „Mistyczna Heptarchia”. Jak przekonują jej XVI-wieczni twórcy, jest ona pierwszym system magii planetarnej, który przekazał im – UWAGA! - anioł o imieniu… Ave.

Czy nie wydaje się Wam co najmniej zastanawiające, Drodzy Czytelnicy, że ten sam (?) Anioł Ave „pojawia się” niespodziewanie po pięciu wiekach, bo w 2009 r., i przedstawia jako… „Anioł Stróż Polski” oraz „Anioł Maryi”? Przypadek?

W swoich orędziach, które jakoby kieruje do anonimowej osoby, podpisującej się jako „Adam Człowiek”, Ave przekonuje, że my, Polacy, jesteśmy narodem wyjątkowym, mesjańskim, wybranym przez Boga. Kładzie nacisk na konieczność i niezbędność intronizacji Chrystusa Króla. Jak czytamy w jednym z jego internetowych orędzi: Niestety wielu hierarchów lekceważy tę sprawę, ponieważ są zaślepieni i nie chcą widzieć niebezpieczeństwa w wymiarze nie tylko religijnym, lecz równie społecznym. (…) Również w innych orędziach, Ave nie wypowiada się o naszych biskupach zbyt pochlebnie. Mimo pozorów jego rzekomej troski o Polskę i Kościół, oraz ubranego w piękne słowa „wyższego dobra”, jakoś dziwnie jego orędzia pobrzmiewają mi fałszywym tonem.

Pozostawiam otwartym pytanie, czy aby autor tych słów (człowiek z krwi i kości), nie chce w ten sposób „sprzedać” swoich prywatnych, religijnych i politycznych poglądów, wkładając je bezkarnie w usta tajemniczego anioła Ave? Zapytacie dlaczego miałby to ktoś uczynić? To proste. Aby nadać im większy autorytet! Czym są bowiem ludzkie słowa, nagminnie krytykowanych w orędziach biskupów, wobec pełnych troski anielskich pouczeń?

Treść tych orędzi (które mają miejsce 12 dnia każdego miesiąca) do dziś można śledzić na specjalnej stronie internetowej. Pozostaje jednak otwartym kolejne moje pytanie – czy warto? Może lepiej spożytkować ten czas na czytanie Biblii i objawień uznanych przez Kościół? Takie jest moje skromne zdanie, którym chciałem się dziś z Wami podzielić… Zaś swoją drogą: Czy Anioł Polski, który pojawił się w XIX w. na ulicach Przemyśla pod postacią wiejskiego młodzieńca (pisał o tym kilkakrotnie bł. ks. Markiewicz) miał na imię Ave? Z tego co jest mi wiadome, nie ujawnił On wówczas swego imienia…

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

TAGI| ANIOŁ AVE

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Mateusz
    03.05.2016 08:27
    A jak autor odniesie się do poniżej informacji:

    OGÓLNA OCENA ORĘDZI,
    OTRZYMYWANYCH PRZEZ „ADAMA-CZŁOWIEKA”,
    A PRZYPISYWANYCH GŁÓWNIE NAJŚW. MARYI DZIEWICY
    I ANIOŁOWI STRÓŻOWI POLSKI
    (fragment listu)

    Od czasu, gdy podjąłem się czuwania nad poprawnością teologiczną i stylistyczną Orędzi, oceniam je bardzo wysoko i żałuję, że nie docierają do milionów czytelników (mają zbyt nikły zasięg). Ich ocenę zawrę w punktach.
    1. Nie zauważyłem w nich błędów teologicznych, a jeśli miałem jakieś pytania lub wątpliwości co do interpretacji, dotyczyły one spraw drugorzędnych i zostały wyjaśnione. Jedno tylko ważne sformułowanie zostało „przepracowane” wg mojej sugestii, a poza nim wszystkie inne byłyby do przyjęcia i bez mojej pracy.
    2. Redakcja tekstu wiązała się z wprowadzeniem w nawiasach kwadratowych pewnych słów wiążących i precyzujących myśli, a w kilku przypadkach z przeniesieniem zdania lub akapitu w inne miejsce dla zachowania logicznego ciągu myśli bez powtórzeń.
    3. Poprawki stylistyczne i gramatyczne były, jak sądzę, konieczne, ale w tym mogłaby mnie zastąpić każda osoba z wykształceniem polonistycznym.
    4. Gdybym to ja był ordynariuszem „Adama-Człowieka”, nie miałbym wątpliwości, że otrzymywane przez niego przesłania o charakterze wyraźnie nadprzyrodzonym, a przy tym wolne od błędów i niejasności teologicznych, są godne aprobaty i przybliżenia ich szerszemu ogółowi – opatrzyłbym je klauzulą „Nihil obstat”.
    5. Oczywiście głównym powodem, dla którego bym to uczynił, byłaby ich wielka wartość merytoryczna. Uważam, że Niebo podaje nam w nich wskazówki – jasne, zwięzłe i praktyczne:
    – jak pracować nad sobą;
    – jak apostołować w swoim środowisku;
    – w jakim świetle mamy odczytywać obecną sytuację Polski i świata;
    – jak powinniśmy się przygotować do nadchodzących wydarzeń, związanych z powtórnym przyjściem Chrystusa. Ten ostatni temat poruszany jest w kolejnych orędziach coraz wyraźniej i coraz bardziej szczegółowo, co można uznać za „signum temporis”....

    ks. Adam Skwarczyński
  • Gość
    20.06.2016 12:03
    Czytałem zarówno Orędzia Marii od Bożego Miłosierdzia jak i Adama Człowieka. O ile te pierwsze sprawiły, że przybliżyłem się do Boga o tyle objawienia otrzymywane przez Adama-Człowieka, sprawiły że w Boga zwątpiłem i się odwróciłem. Wystarczył tylko jeden kontakt z objawieniami AC aby zwątpić w Bożą Opatrzność, Miłosierdzie i Sprawiedliwość. Tak zadziałały na mnie, jeżeli są ludzie którzy tak samo się poczuli, radzę je odłożyć na bok. Jeżeli są osoby, które dzięki nim przybliżyły się do Boga (więcej modlitwy, postu i pokuty), niech w nich trwają ale bez nadmiernej ufności.
  • Maria
    24.08.2016 19:41
    I jedne i drugie orędzia są fałszywe.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama