Przyjaciele do zyskania

Tygodnik Powszechny 46/2012

Jezus nie mówi: „nauczajcie”, tylko „zyskajcie sobie przyjaciół”. A zyskiwanie przyjaciół zależy od sposobu, w jaki prowadzimy dialog. Z kard. Dominikiem Duką, prymasem Czech rozmawiają redaktorzy „Tygodnika Powszechnego"

 

Metropolita Pragi i prymas Czech kard. Dominik Duka, uważany za jeden z największych autorytetów Kościoła naszej części Europy, przyjechał do Krakowa z okazji promocji książki „Tradycja jest wyzwaniem”. Zanim spotkał się z czytelnikami w klasztorze dominikanów, odwiedził redakcję „TP”, gdzie rozmawiał z redaktorami i współpracownikami pisma. Poniżej przedstawiamy zapis tej rozmowy – prowadził ją Artur Sporniak, a z czeskiego na polski (kard. Duka nauczył się rozumieć język polski, słuchając w czasach komunizmu Radia Wolna Europa) tłumaczył towarzyszący kardynałowi dominikanin o. Tomasz Dostatni.

„TYGODNIK POWSZECHNY”: Jak być człowiekiem wolnym i jednocześnie wierzącym?

KARD. DOMINIK DUKA: Jeśli przyjmujemy, że podstawową relacją między człowiekiem a Bogiem jest miłość, to nie można sobie wyobrazić człowieka bez wolności. Patrząc od strony religijnej, wolność nie może być wroga człowiekowi. Na waszyngtońskim pomniku poświęconym amerykańskim żołnierzom, którzy walczyli w Korei, widnieje napis: „Freedom is not free” – wolność nie jest za darmo. Trudno to wypowiedzieć w języku czeskim, ale istnieje różnica między wolnością, która wymaga wysiłku, a brakiem czy zerwaniem więzi.

O ile Kościół w czasach komunizmu stwarzał przestrzeń wolności, o tyle dzisiaj, w wolnej Polsce, młodzi słyszą w Kościele raczej o nakazach i zakazach.

We wszystkich krajach postkomunistycznych mamy podobne doświadczenia przezwyciężania dyktatury i budowania demokracji. Brakuje nam tego, co nabyli Francuzi po Wielkiej Rewolucji: przekonania, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego. Musimy sobie uświadomić, że nikt nie jest absolutnie suwerenny i absolutnie wolny. Nasza wolność jest fundamentem, warunkiem pełnej realizacji bycia człowiekiem. Gdy mówicie o dystansie współczesnej młodzieży do Kościoła, doskonale was rozumiem, gdyż podobnie zachowują się także młodzi Czesi. Młodzież jest zdystansowana nie tylko od Kościoła, ale od wszystkich instytucji – a zwłaszcza państwa. Ciągle funkcjonuje podział na: „my” i „oni”.

Do niedawna Kościół w Polsce, jako większościowy, nie musiał martwić się o wiernych. Dzisiaj coraz częściej słychać takie wyznania, jak znanej piosenkarki i aktorki Marii Peszek, która mówi, że odeszła od wiary i wreszcie czuje się wolna. Jak rozmawiać z takimi ludźmi, skoro autorytet Kościoła już nie działa?

Jest zupełnie zrozumiałe, że dorastający człowiek musi wywalczyć sobie wolność i nauczyć się decydować za siebie. Zrozumiała jest także przewaga wolności nad więzią. Ludzie nie chcą żyć pod jakimś dyktatem. Rozmawiać z takim człowiekiem można tak naprawdę dopiero na poziomie prawdziwej przyjaźni. I to on sam musi poznać, że jesteśmy jego przyjaciółmi.

Ludziom, którzy pytają o sens wiary, Benedykt XVI proponuje lekturę Katechizmu. Ale człowiek z wątpliwościami może czuć się przytłoczony nagromadzeniem szczegółowych prawd, w które trzeba uwierzyć: Katechizm ma 2865 punktów!

Moim zdaniem duży Katechizm nie jest przeznaczony dla młodzieży. On jest skierowany przede wszystkim do biskupów, księży i do tych, którzy chcą znaleźć w nim syntezę wiary. Stąd zresztą wziął się pomysł wydania przed Światowym Dniem Młodzieży w Madrycie w 2011 r. katechizmu YUCAT przeznaczonego właśnie dla młodych. Najciekawsze na tym spotkaniu były grupy dyskusyjne, w których młodzież dyskutowała o tym, co usłyszała od Papieża i co jest dla niej najważniejsze. Ważne, że to było właśnie życzenie Benedykta XVI, żeby odbywały się takie dyskusje.

Problemy młodej generacji należy widzieć w perspektywie globalizacji. Gwałtowny rozwój współczesnych środków przekazu – internetu, telewizji, telefonii komórkowej – wywołał kryzys autorytetu. Nagle znaleźliśmy się w sytuacji, w której starsze pokolenie w stosunku do młodszego stało się jakby niepiśmienne. Jeden z zaprzyjaźnionych profesorów mówi mi, że gdy ma kłopot z komputerem, idzie do swojego 12-letniego wnuka. Zmiany kulturowe, które przeżywamy, sprawiają, że szkoła przestała być traktowana jako źródło informacji. Już w podstawówce dzieci mają dostęp do różnych źródeł informacji, a w niektórych dziedzinach nawet przewyższają umiejętnościami swoich nauczycieli. Dzisiejszemu nauczycielowi pozostaje rola sternika wskazującego kierunek. Podobną rolę powinien pełnić duszpasterz.

Z jednej strony współczesna technika daje możliwości oddziaływania, jakimi Kościół nigdy wcześniej nie dysponował, z drugiej redukuje ten przekaz do jednej z bardzo wielu propozycji. Czy Kościół nie powinien skupić się raczej na tworzeniu rzeczywistych relacji między ludźmi, zamiast walczyć o miejsce w wirtualnej przestrzeni?

Nie powinniśmy zajmować skrajnych pozycji. Jeśli zdecyduję się tylko na kontakt indywidualny, stracę możliwość oddziaływania na tysiące ludzi. Nowa ewangelizacja nie jest tylko kwestią języka, choć jest on bardzo ważny. Dzisiaj mamy bardzo wiele różnych specjalistycznych języków w różnych dziedzinach, ale nie ma języka, który byłby uniwersalny i wszystkie je łączył. Czasem myślimy, że dobre funkcjonowanie religii w tym świecie może nam zapewnić język reklamy. Tymczasem trzeba powrócić do apelu Jezusa: „Idźcie na cały świat”. Nie chodzi w nim tylko o terytorium geograficzne, ale również o to wszystko, co właśnie umożliwia nam kontakt ze światem. Czyli także rzeczywistość wirtualna.

Pamiętajmy, że Jezus nie mówi: „nauczajcie”, tylko „zyskajcie sobie przyjaciół”. A zyskiwanie przyjaciół zależy od sposobu, w jaki prowadzimy dialog. Musi tam być obecne owo indywidualne zaangażowanie człowieka, żeby ludzie, z którymi prowadzimy dialog, widzieli, że Kościołowi nie chodzi tylko o sukces. Przyjaciel jest tym, który wsłuchuje się w to, co mam do powiedzenia. Nie będzie mnie osądzał, nawet jeśli zrobię coś złego. Chce mi pomóc. Na tym moim zdaniem polega nowa ewangelizacja. Sądzę, że każdy pragnie takiego spotkania, a negatywne zjawiska w Kościele pochodzą z dezorientacji.

Kryzys spowodowany odchodzeniem młodych z Kościoła prowadzi do nerwowych reakcji. Jak w takich warunkach ćwiczyć cnotę cierpliwości?

Cierpliwość jest niezbędna. Kościół przecież sam siebie nazywa matką. Mówimy „matka Kościół”. A każda mama musi być cierpliwa – i nie tylko wtedy, kiedy jej dzieci są małe, ale przez całe życie.

Księża z terenu położonego kilkadziesiąt kilometrów na południe od Pragi – gdzie całe wsie są katolickie, a mentalność ich mieszkańców bardzo tradycyjna – pytali mnie jakiś czas temu o to samo: co robić, żeby młodzież nie uciekała z Kościoła? Wspólnie doszliśmy do wniosku, że trzeba z tymi ludźmi utrzymać kontakt, choćby organizując dyskotekę. Księża powinni do nich wyjść, by ta młodzież zobaczyła, że są nią zainteresowani. A wówczas da jakąś odpowiedź.

Rzeczywiście w Kościele jest problem braku cierpliwości. Nam się wydaje, że najważniejsze jest przekazanie konkretnych poglądów. Tym samym nie zauważamy egzystencjalnego kontekstu człowieka.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama