Dwa skrzydła wiary

Tygodnik Powszechny 47/2012

Wiara bez osobistego zaangażowania stałaby się zimnym doktrynerstwem. Z kolei zaangażowanie bez wnikania w treści wiary – niebezpiecznym fideizmem.

 

Niedawno w Kościele katolickim rozpoczął się Rok Wiary. Pozwalam sobie dorzucić „trzy grosze” do dyskusji, jaka z tej okazji została zapoczątkowana na łamach „TP”.

W ogłoszonym na Rok Wiary liście apostolskim „Porta fidei” Benedykt XVI pisze: „Podwoje wiary (por. Dz 14, 27) są dla nas zawsze otwarte. Wprowadzają nas one do życia w komunii z Bogiem i pozwalają na wejście do Jego Kościoła” (PF, 1). W języku staropolskim „podwoje” oznaczały szerokie drzwi z podwójnymi skrzydłami, jakie jeszcze czasem można spotkać w niektórych kamienicach. Nie inaczej jest z wiarą człowieka – ma ona dwie strony jednakowo istotne.

Pierwszą jest zbiór prawd, w które wierzy Kościół, zawarty w różnych formułach, szczególnie w Składzie Apostolskim oraz w nieco poszerzonej jego formie – tzw. credo nicejsko-konstantynopolitańskim, które wypowiadamy na Eucharystii w każdą niedzielę i większą uroczystość. „Wierzymy w coś...”, a raczej „w Kogoś” – w Boga, który jest Ojcem, w Jego Jednorodzonego Syna, który przyjął ludzkie ciało, w Ducha Świętego. Wierzymy w Trójcę Świętą, w Kościół powszechny, zmartwychwstanie ciała, życie wieczne... Tego przedmiotowego skrzydła wiary brakuje mi dość wyraźnie w „Credo katolika otwartego”, co zresztą zauważył już ks. Woźniak. Nie można go ukryć tylko pod terminem „Tajemnicy”, choć większość pewnie zgadza się z postulatami teologii apofatycznej, nakazującej nam wielką pokorę w poznawaniu Boga.

W Chrystusie Bóg objawił nam siebie, swój „charakter”. Treść wiary stanowi punkt wyjścia i warunek sine qua non właściwej relacji człowieka do Boga-Trójcy. Nie można wierzyć w Kogoś, kogo się nie zna, choćby trochę. Tym bardziej nie można kochać Osoby, której poznanie nas nie interesuje. Św. Augustyn w homilii na temat redditio symboli, przekazania credo, mówi: „Symbol świętej tajemnicy, który otrzymaliście wszyscy razem i który wyznaliście jeden po drugim, jest słowami, na których opiera się, jak na stałym fundamencie, wiara Matki-Kościoła, a fundamentem tym jest Chrystus Pan... Otrzymaliście więc i powtarzaliście to, co wiernie powinniście naśladować, co w duszy i sercu zawsze powinniście przechowywać, co powinniście na łożach waszych odmawiać, o czym myślicie na placach i w miejscach publicznych, o czym także i podczas posiłków waszych nie zapominajcie, strzeżcie tego w sercu, chociaż ciało zasypia” (św. Augustyn, Kazanie 215; por. PF, 9).

Każdy dzień tego szczególnego roku winien być naznaczony lectio divina – boskim czytaniem i medytowaniem testów biblijnych, teologicznych, zwłaszcza ojców Kościoła, dokumentów soborowych oraz Katechizmu. A wszystko, by móc powtórzyć za św. Pawłem: „Wiem, komu zawierzyłem” (2 Tm 1, 12).

Lecz to nie wystarczy. Św. Jakub przestrzega: „Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz – lecz także i złe duchy wierzą i drżą” (Jk 2, 19). Nie wystarczy wierzyć w treści dogmatyczne. Jezus wymaga od nas osobowego, egzystencjalnego zaangażowania w to, co wyznajemy ustami. Oddania się Jemu. Innymi słowy, zewnętrzna treść – przedmiot naszego wierzenia – ma się stać uwewnętrznionym, podmiotowym aktem wiary. To on jest owym drugim skrzydłem podwojów, przez które mamy przechodzić do pełni życia. Mamy nie tylko „wierzyć w Boga”, ale „wierzyć Bogu”! Piotr Sikora o wiele wyraźniej kreśli ten aspekt w swoim „Credo...” (p. II, 3).

Kard. Newman, którego Jean Guitton nazwał „niewidocznym teologiem Soboru Watykańskiego II”, powiedział w jednym z kazań: „Prawdziwym chrześcijaninem (...) jest ten, który posiada wiarę posuniętą do tego stopnia, że żyje świadomością obecności Boga w sobie – obecnością nie tyle zewnętrzną, ani nie tylko naturalną, czy też w sensie czuwającej Opatrzności, lecz obecności w samej głębi swojego serca i swojej świadomości”.

Rok Wiary przynagla nas, byśmy czynili jak najwięcej aktów wiary w Tego, który sam powiedział, że trwa w nas (por. J 15, 4). Byśmy często wchodzili do tego „pomieszczenia”, gdzie Ojciec „widzi w ukryciu i daje się” nam (por. Mt 6, 6). Im częściej tam się znajdę, tym szybciej moje życie stanie się relacją i prawdziwą przygodą z Bogiem, przybierając głębszą postać radykalnego za-wierzenia. „Św. Łukasz uczy, że znajomość treści, w które należy wierzyć, nie wystarcza, jeżeli następnie to serce, autentyczne sanktuarium człowieka, nie jest otwarte na łaskę, która pozwala mieć oczy, aby spoglądać na głębię. Wiara jest decyzją na to, żeby być z Panem, aby z Nim żyć” (PF, 10) – pisze Benedykt XVI.

To odkrycie Boga w sobie prowadzi do czegoś jeszcze więcej – do zrozumienia, że Bóg mieszka także w drugim! Tym, który znajduje się w trudniejszej sytuacji niż ja, który jest głodny, spragniony, który nie wie, jak związać koniec z końcem, albo po prostu już nie jest tego w stanie zrobić. Bo „jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy [sama] wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: »Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!« – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda?” (Jk 2, 14-16).

Rok Wiary prowadzi mnie do otwarcia oczu, by w k a ż d y m człowieku ujrzeć kogoś wyjątkowego, postawionego na naszej drodze przez samego Boga. „Dzięki wierze możemy rozpoznać w tych, którzy proszą o naszą miłość, oblicze zmartwychwstałego Pana. Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (PF, 14).

Oto dwa skrzydła wiary: wiara przedmiotowa, którą nieustannie należy zgłębiać, i wiara podmiotowa, jako osobiste oddanie się przez modlitwę, akty wiary i służbę innym. Nie stoją one w sprzeczności ze sobą, lecz wzajemnie się warunkują. Wiara jako treść bez osobistego zaangażowania stałaby się zimnym doktrynerstwem; z kolei zaangażowanie bez wnikania w treści wiary – niebezpiecznym fideizmem. „Istnieje w istocie głęboka jedność między aktem, którym się wierzy, a treścią, której dajemy nasze przyzwolenie” (PF, 10) – pisze papież. Jesteśmy orłami. Nadszedł czas, by wzbić się na obu skrzydłach ku niebotycznym szczytom, do których wzywa nas Bóg. Właśnie teraz.

Ks. ANDRZEJ MUSZALA jest dr. hab. teologii, dyrektorem Międzywydziałowego Instytutu Bioetyki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, duszpasterzem akademickim.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama