Tajemnice Całunu Turyńskiego

Przewodni Katolicki 12/2013

Jan Paweł II mówił o tej relikwii, że jest „wyzwaniem dla rozumu”, Benedykt XVI nazwał ją „ikoną Wielkiej Soboty”. Czy Całun Turyński jest naprawdę tym prześcieradłem, w które było owinięte ciało Jezusa złożone w grobie?

 

Podczas ostatniego publicznego wystawienia relikwii, na przełomie kwietnia i maja 2010 r., katedra św. Jana Chrzciciela w Turynie przeżyła prawdziwe oblężenie. Całun obejrzało 2,113 mln pielgrzymów. Niebawem, w Wielką Sobotę 30 marca, niepowtarzalną okazję obejrzenia z bliska tej najbardziej znanej relikwii Chrystusowej za pośrednictwem włoskiej telewizji publicznej RAI i Mondowizji będzie miał każdy mieszkaniec Ziemi. Taką decyzję podjął papież Benedykt XVI. Już po złożeniu przez niego urzędu świat obiegła wieść, że zezwolił on na telewizyjne wystawienie Całunu Turyńskiego, którego właścicielem jest Stolica Apostolska. Transmisja będzie drugą w historii i potrwa półtorej godziny. Nie trzeba nikogo przekonywać, że będzie to wydarzenie bez precedensu, bowiem od czasu pierwszej telewizyjnej transmisji w 1973 r., technologia zrobiła ogromny krok naprzód. Dzięki specjalnej aplikacji całun będą mogli podziwiać również właściciele smartfonów.

Fotografia, która zmieniła świat

Kiedy w 1898 r. szanowany w Turynie prawnik, a jednocześnie miłośnik fotografii Secondo Pia po raz pierwszy wykonał zdjęcie całunu, okazało się, że obraz na kliszy fotograficznej ma charakter pozytywu, a nie jak wynikało z wiedzy naukowej – negatywu. Nie mógł spodziewać się, że jego zdjęcie wywoła ogromne poruszenie na całym globie. Od tego czasu nie ma na świecie innego przedmiotu czy zjawiska, które byłoby poddane bardziej wnikliwym badaniom z udziałem przedstawicieli tak licznych dyscyplin naukowych, jak m.in.: historia, egzegeza biblijna, chemia, fizyka, medycyna sądowa, anatomia, spektografia, biologia czy paleografia. Powstała nawet osobna dyscyplina naukowa zajmująca się odkrywaniem tajemnic płótna – syndologia (gr. sindon – całun). Chociaż jego fenomen próbował zgłębić niejeden zespół badawczy, kierowany przez największe światowe autorytety naukowe, do tej pory nie udało się stwierdzić mechanizmu, który mógł spowodować powstanie tego wizerunku. Czy zatem jest obraz widoczny na całunie i co o nim dzisiaj wiemy?

Kto zabrał płótna?

W Ewangelii św. Jana zwracają uwagę leżące w grobie płótna i chusta, która była na głowie Jezusa. Dlaczego te skrawki materiału przykuły uwagę obu uczniów? Zwinięte osobno, a nie bezładnie rozrzucone, świadczyły przeciw pogłoskom o wykradzeniu ciała Jezusa z grobu. Dla św. Jana widok grobu z samymi płótnami, w które zawinięto po śmierci ciało Jezusa, był wystarczająco przekonującym znakiem wskazującym na zmartwychwstanie. Nie ma jednak żadnych dowodów, że to właśnie apostołowie, którzy pierwsi weszli do pustego grobu Jezusa, zabrali z sobą Jego płótna pogrzebowe. Apokryfy sugerują, że być może całun był przechowywany przez wspólnotę chrześcijan. Według ustaleń badaczy, rekonstruujących jego dzieje, całun był początkowo przechowywany w Jerozolimie, a po jej zajęciu przez Arabów przeniesiony do Konstantynopola. Wiadomo na pewno, że wizerunek Chrystusa przechowywano w Edessie, na dworze króla Abgara, choć znany był wówczas pod nazwą „chusta Abgara”. Edessa jawiła się wówczas jako bezpieczne miejsce dla tego rodzaju relikwii. Kiedy jednak została zajęta przez Imperium Rzymskie, według legendy, jeden z biskupów miał go ukryć w murach miejskich. Całun został odnaleziony dopiero w 544 r., o czym zaświadczył syryjski historyk Ewagriusz Scholastyk. Dla historii całunu ważny jest też wiek X. Cesarz bizantyjski Roman Lekapanos odzyskał go i przeniósł w triumfalnym pochodzie do Konstantynopola w roku 944. Na pewno był tam przechowywany do XIII w., gdzie zaginął w 1204 r., podczas IV wyprawy krzyżowej. Do XIV w. jego dalsze dzieje nie są znane. Całun pojawia się nagle we francuskiej miejscowości Lirey w Szampanii jako własność znamienitego rycerza, Gotfryda I de Charny. Przez niemal 100 lat, zmieniając miejsce, pozostawał własnością tego rodu. Po raz pierwszy publicznie wystawiono go w 1357 r. w kościele pw. Zwiastowania NMP w Lirey. W 1453 r. został przekazany księciu Sabaudii. Był własnością tej dynastii aż do 1983 r., kiedy to ostatni król Italii Humbert II z dynastii sabaudzkiej zapisał całun Janowi Pawłowi II. Jak wspominała córka króla, był on przekonany, że „tylko papież ze swoją władzą duchowną może godnie strzec tej najważniejszej dla świata chrześcijańskiego relikwii”. Do tego czasu najdłużej przechowywany był w kaplicy zamkowej w Chambéry, gdzie często go wystawiano. W czasie wystawień zdarzały się cuda i uzdrowienia. Niestety, w nocy z 3 na 4 grudnia 1532 r. w kaplicy wybuchł pożar, a sama relikwia omal doszczętnie nie spłonęła. Dwa lata później została poddana renowacji w klasztorze Klarysek w Chambéry. Ostatecznie książę Emanuel Filibert postanowił przenieść całun do nowej stolicy Piemontu, Turynu, w 1578 r. Relikwia dwukrotnie opuszczała miasto – w 1706 r. podczas oblężenia przez Francuzów była przeniesiona do Genui, a w latach 1939–1946 ukryto ją w klasztorze Montevergine niedaleko Avelliono.

„Nie ludzką ręką uczyniony”

Od momentu przełomowego odkrycia Secondo Pii całun był wielokrotnie badany. W tym czasie też padały różne teorie na temat jego powstania. Krążyły opinie, że jest on malowidłem, zdjęciem lub po prostu obrazem wypalonym w tkaninie. Wobec pojawiających się wątpliwości kolejni arcybiskupi Turynu wyrażali zgodę na kompleksowe badania całunu i powołania kolejnych komisji, które wyjaśniłyby, czym w rzeczywistości jest płótno. Nie sposób tutaj przytoczyć całego procesu naukowego oraz aparatury naukowej, za pomocą której wykonywano badania. Warto tylko wspomnieć, że do jednych z najważniejszych zespołów składających się z naukowców, którzy pracowali m.in. dla NASA, należał powstały w 1976 r. The Shroud of Turin Research Projekt (STURP), czyli Projekt Badań nad Całunem z Turynu. STURP przeprowadził jak do tej pory najbardziej szczegółowe badania. Ustalono, że Całun Turyński jest tkaniną pogrzebową, w którą owinięto ukrzyżowanego człowieka. Płótno przechowywane w turyńskiej katedrze zostało utkane ręcznie z lnianej nici. Ma wymiary 437x113 cm i waży 2,5 kg. Można dostrzec na nim blade odbicie ludzkiego ciała – nagiego mężczyzny o atletycznej budowie z brodą i włosami zaplecionymi w wiele luźnych warkoczy – z wyraźnymi śladami ran oraz pojedynczej rany kłutej między 5. a 6. żebrem. Informacje utrwalone na płótnie zgadzają się z opisem śmierci Chrystusa przekazanej przez Ewangelie. Chociaż obraz ma zaledwie kilkadziesiąt mikronów grubości, jest obrazem trójwymiarowym. Odkryto na nim obecność ludzkich komórek, czerwonych krwinek i komórek naskórka. Pewne jest więc to, że na turyńskim płótnie spoczywało martwe ludzkie ciało, bo wszystkie obrazy są zgodne z wiedzą, którą dysponuje medycyna sądowa. Zidentyfikowano 58 różnych gatunków roślin, których pyłki pozostały na całunie. W trakcie badań zauważono, że na całunie widnieją napisy, ale ich interpretacja nadal pozostaje sprawą otwartą.

Opierając się na znajomości procesu krzepnięcia krwi, eksperci medycyny sądowej twierdzą, że ciało Jezusa zostało zawinięte w całun po dwóch i pół godziny od śmierci i pozostało w nim nie dłużej niż 36 godzin, gdyż nie stwierdzono żadnych śladów pośmiertnego rozkładu. Wśród naukowców STURP jest amerykański fotograf żydowskiego pochodzenia, specjalista od obrazowania, informatyki i technologii cyfrowych, Barrie Schwortz. Badacz ten nie ma wątpliwości, że „całun jest dokumentem męki Jezusa, świadectwem Jego cierpienia”. Chociaż Kościół nie zajmuje oficjalnego stanowiska w toczącej się od lat dyskusji na temat autentyczności całunu, wszystkie próby jego skopiowania lub odtworzenia się nie powiodły. Najnowsze wyniki badań dotyczące relikwii Chrystusowej opublikowali w grudniu 2011 r. włoscy naukowcy z Narodowej Agencji ds. Nowych Technologii, Energii i Środowiska (ENEA). Są oni przekonani, że żadna znana technika sprzed XXI w. nie umożliwiłaby stworzenia takiego wizerunku. Czy kiedykolwiek dowiemy się zatem, w jaki sposób powstała? Obecnie, jak pisze Idzi Panic, dominuje „teoria błysku – ogromnej energii, która uwolniła się w niebywale krótkiej chwili, tak że nie zniszczyła materiału”. Naukowcy są pewni jednego, że mają do czynienia z acheiropoietos, czyli wizerunkiem „nie ludzką ręką uczynionym”.    

Korzystałam z:

Grzegorz Górny, Janusz Rosikoń, Świadkowie tajemnicy. Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych, Wyd. Rosikon Press 2012
Idzi Panic, Tajemnica Całunu, Kraków 2010

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama