Sztuka kooperacji

Więź 2/2013

Potrzebujemy ludzi zdolnych do stawiania nowych pytań, mających kompetencje metakognitywne, czyli gotowych do zakwestionowania aktualnego stanu wiedzy i panujących przesądów; myślących interdyscyplinarnie; uczących się na własnych błędach; potrafiących myśleć w sposób niestandardowy; zdolnych do zarządzania własnym procesem uczenia się

 

Koncepcję modernizacji Polski należy, moim zdaniem, całkowicie zmienić. Dyskusja o celach modernizacji powinna zaś być poprzedzona dyskusją o wizji rozwoju Polski. Do tej pory najbardziej popularna — i raczej niekwestionowana wśród elit rządzących i w mediach głównego nurtu — jest wizja polegająca na stałym wzroście. Jest ona do cna materialna i technokratyczna.

Najbardziej wyrazistą emanacją tej wizji były przygotowania do Euro 2012. Sprowadziły się one przede wszystkim do działań w obszarze infrastruktury. Mistrzostwa miały być popisem myśli inżynierskiej i technicznej. Miały pokazać, że potrafimy budować drogi, stadiony i lotniska z równym rozmachem jak kraje zachodnie. Pominięto natomiast wątki społeczne pomimo gotowego, wspaniałego przykładu — Igrzysk Olimpijskich w Londynie, które od samego początku miały być „igrzyskami społecznymi”. W tym celu już kilka lat wcześniej rozpoczęto w Londynie projekty rewitalizacji społecznej dzielnic, w których powstawały nowe obiekty olimpijskie; starano się zadbać o ożywienie sportowe grup, które na ogół są zaniedbywane w obszarze sportu: seniorów czy osób niepełnosprawnych, mniejszości etnicznych, dzieci i młodzieży z biedniejszych dzielnic. Podobne projekty pojawiły się w Polsce. Niestety, szybko okazały się mniej istotne…

Ten proces dobitnie pokazał, jak wąska jest polska koncepcja modernizacji. Jej wyrazistym symbolem jest Stadion Narodowy. W żaden sposób nie włączono go w tkankę miejską, a okolicznym mieszkańcom kojarzy się raczej z rodzajem „statku kosmicznego”, który nagle wylądował w miejscu swojskiego „Jarmarku Europa”. Stadion jest ogrodzony wielkim parkanem i strzeżony przez ochroniarzy, przez to nie może stanowić w żaden sposób miejsca przyjaznego mieszkańcom, spacerom rodzinnym, sportowej aktywności w plenerze. Stadion jako obiekt (dodajmy — jeden z najkosztowniejszych tego typu w Europie), inaczej niż Stade de France czy Arena Amsterdam, nie będąc miejscem przyjaznym, nie generuje kapitału społecznego w okolicy. Raczej kojarzy się z drogimi imprezami komercyjnymi czy korporacyjnymi.

W tej wizji rozwoju zabrakło następujących elementów:

  • zrównoważone inwestowanie, połączone z szacunkiem dla środowiska naturalnego i środowiska społecznego;
  • uwzględnienie roli kapitału społecznego i więzi między ludźmi, które są w dzisiejszym świecie „płynnej nowoczesności” o wiele bardziej kruche niż kiedyś;
  • dbałość o piękno i ład przestrzenny, o harmonię w przestrzeni publicznej, sprzyjającą spontanicznym spotkaniom i byciu razem;
  • uwzględnienie zróżnicowanych potrzeb wielu różnych grup społecznych (w Polsce pierwszeństwo w agendzie rozwoju, zarówno na szczeblu rządowym, jak i samorządowym, mają tematy „męskie”, takie jak „twarda” infrastruktura czy wielkie, czasem nawet przeskalowane obiekty sportowe, często związane z piłką nożną);
  • aspekt dialogiczny i partycypacyjny w rozwoju (projekty rozwojowe, zwłaszcza jeśli chodzi o przestrzeń wspólną, lokalny system transportu zbiorowego, powinny być poprzedzone dogłębną diagnozą lokalnych potrzeb i odpowiednio szerokimi konsultacjami — do czego najczęściej brakuje władzom umiejętności i czasu);
  • stworzenie przejrzystego mechanizmu partnerstwa publiczno-prywatnego (mimo istnienia w Polsce odpowiedniej ustawy oraz bogatej literatury na ten temat).

Taka koncepcja rozwoju sprawia, że ludzie coraz mniej sobie ufają, ich relacje są coraz bardziej rywalizacyjne, z miejsca pracy chce się uciekać, a przestrzeń publiczna kurczy się na rzecz przestrzeni skomercjalizowanej, która nie jest już dostępna dla każdego. Lokalne samorządy chętniej wybierają kolejny supermarket niż np. alternatywne centrum rzemiosła. Budujemy kraj pełen nowoczesnych, bardzo drogich obiektów ze stali i szkła, w których jednak ludzie nie czują się dobrze, nie czują się razem.

Co więcej, ów „dynamiczny” rozwój jest bardzo niezrównoważony także pod względem spójności społecznej — ośrodki miejskie coraz bardziej wyprzedzają peryferie, które ulegają narastającej degradacji. Z peryferii nie tylko wyjeżdżają najbardziej zdolni i najbardziej energiczni ludzie. Ci, którzy tam pozostali, są — w imię „ekonomicznej konieczności” — stopniowo pozbawiani szkół, przedszkoli, bibliotek, przychodni i innych obiektów użyteczności publicznej, a także publicznej sieci transportu.

Potrzebujemy pilnie rozwoju sztuki kooperacji. Amerykański socjolog Richard Sennett w najnowszej książce Together. The Rituals, Pleasures and Politics of Cooperation pokazuje, jak trudno nauczyć ludzi tej umiejętności. Jest to jednak konieczne, bowiem w miarę postępów nowoczesności indywidualistyczne wzory zachowania owocują coraz większym „chłodem” i alienacją w relacjach międzyludzkich, utrudniają ich nawiązywanie i podtrzymywanie. Ludzie muszą więc od nowa szukać sposobów na budowanie kooperacyjnych relacji między sobą. Według Sennetta, potrzebujemy specjalnych skryptów zachowań i rytuałów (nie tylko religijnych), które sprzyjałyby formowaniu jednostek nastawionych na wzmacnianie „my”, czyli wspólnoty, a nie tylko podtrzymywanie własnego „ja”.

Aby świadomie zmieniać dotychczasową wizję rozwoju, potrzebujemy w Polsce ludzi o kompetencjach refleksyjnych i krytycznych. Są nam potrzebni liderzy (community organizers), zdolni do budowania wspólnej wizji rozwoju, mający duże umiejętności dialogiczne. Potrzebujemy ludzi zdolnych do stawiania nowych pytań, mających kompetencje metakognitywne, czyli gotowych do zakwestionowania aktualnego stanu wiedzy i panujących przesądów; myślących interdyscyplinarnie; uczących się na własnych błędach; potrafiących myśleć w sposób niestandardowy; zdolnych do zarządzania własnym procesem uczenia się. Powinni też cechować się rygorem myślenia etycznego, czyli zdolnością brania pod uwagę etycznych, długofalowych skutków różnych decyzji politycznych i ekonomicznych.

Wychowanie takich liderów jest szczególnym zadaniem najlepszych uczelni wyższych i wypada mieć nadzieję, że to zadanie zostanie w końcu przez nie podjęte, na wzór najlepszych uniwersytetów amerykańskich, które są nastawione na wychowanie wizjonerów i liderów, a nie tylko wykształcenie posłusznych urzędników podtrzymujących status quo.

Maria Rogaczewska — asystent naukowy w Instytucie Socjologii UW w Zakładzie Psychologii Społecznej. Należy do Zespołu Projektu Społecznego Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w badaniach z zakresu socjologii religii, społeczeństwa obywatelskiego, przemian więzi społecznych, rozwoju wspólnot lokalnych. Członkini redakcji WIĘZI, Zespołu Laboratorium WIĘZI i stowarzyszenia „Amicta Sole”. Mieszka w Warszawie.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

TAGI| KOOPERACJA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama