Jak laicyzm przygotowywał grunt pod totalitaryzm

Cywilizacja 43/2012

Wojna wypowiedziana chrześcijaństwu przez rewolucję francuską była wzorcowa także w tym sensie, że równolegle z polityką krwawego terroru wymierzonego wobec ludzi wierzących w Chrystusa (bez względu na to, czy byli to duchowni czy świeccy) stosowany był wobec nich swoisty „przemysł pogardy”. Nienawiść szła w parze z lekceważeniem.

 

Wielki myśliciel katolicki, prof. P. C. de Oliveira w swoim najważniejszym dziele Rewolucja i kontrrewolucja jako istotę przewrotu rewolucyjnego wskazał wolę „zniszczenia legitymowanego ładu rzeczy i zastąpienie go sytuacją nie-legitymowaną”. Jaki jest zaś „legitymowany ład rzeczy”, ład po prostu? To nic innego jak „pokój Chrystusa w królestwie Chrystusa, a więc cywilizacja chrześcijańska, surowa i hierarchiczna, z gruntu sakralna, antyegalitarna i antyliberalna”[1].

Historyczna rzeczywistość kolejnych wstrząsów rewolucyjnych – począwszy od rewolucji francuskiej – potwierdza tę diagnozę brazylijskiego myśliciela. Chrześcijaństwo, a przede wszystkim katolicyzm był przez wszystkich rewolucjonistów postrzegany jako najistotniejsza przeszkoda na drodze ustanowienia „nowego ładu”, który miał ukształtować „nowego człowieka” wedle rewolucyjnej ideologii. Rewolucja francuska była pod tym względem wzorcem, powielanym następnie przez kolejnych rewolucjonistów w XIX i XX w. Nic też nie zapowiada, by wiek obecny był pod tym względem jakimś wyjątkiem.

Jeden z deputowanych do rewolucyjnego parlamentu francuskiego w następujących słowach określał istotę polityki rewolucyjnej: „Stworzone zostały dla Narodu prawa; obecnie rzecz w tym, aby stworzyć Naród dla tych praw”[2]. Wtórował mu amerykański sympatyk rewolucji francuskiej, Th. Paine, który rzeczywistość polityczną we Francji i w Europie po 1789 r. skomentował następująco: „Jest w naszej mocy zacząć świat na nowo […]. Narodziny nowego świata już się zbliżają”[3]. Jak wiemy, zmieniono nawet sposób mierzenia czasu. Żeby tak szeroko zakrojone zmiany przeprowadzić, należało uderzyć w podstawę, z której wyrastały wszystkie te obyczaje, prawa, idee i sensy słów – czyli w cywilizację chrześcijańską (a w przypadku Francji – katolicką), dlatego też obserwując politykę rewolucji francuskiej wobec Kościoła dostrzegamy narastającą eskalację wrogości wobec wspólnoty ludzi wierzących w Chrystusa: poczynając od zadekretowanej w 1789 r. konfiskaty wszystkich majątków kościelnych, poprzez tzw. konstytucję cywilną kleru z 1790 r. (będącą de facto próbą próbą ustanowienia we Francji schizmatyckiego Kościoła) i represje skierowane wobec księży, którzy nie chcieli złożyć przysięgi na ten dokument (w 1792 r. jako karę dla „niezaprzysiężonych” zadekretowano banicję, a od 1793 r. karano śmiercią).

To nic innego jak wypełnienie płomiennego apelu pewnego członka klubu jakobinów, który wzywał: „Tak, obywatele, religia jest nie do pogodzenia z ustrojem wolności, czujecie to tak samo jak ja. Rytuały, tajemnice, moralność nie będą mogły odpowiadać republikaninowi... Oddajcie nam pogańskich bogów! Chętnie będziemy czcić Jowisza, Herkulesa czy Pallas Atenę, ale nie chcemy więcej tego baśniowego stwórcy świata... nie chcemy więcej tego Boga nieogarnionego, który wszystko ponoć napełnia”[4].

Autorem tych słów był markiz D. A. F. de Sade. Słynny pornograf miał szczególny dług wdzięczności wobec rewolucji. Do lipca 1789 r., na prośbę swojej rodziny przetrzymywany był w zakładzie dla obłąkanych w Charenton. Niewiele brakowało, by znalazł się w gronie wyswobodzonych 14 VII 1789 r. paru więźniów Bastylii, która była wcześniejszym miejscem jego odosobnienia (również na prośbę rodziny).

Jak wiadomo rewolucja francuska nie cofnęła się przed ludobójstwem, by „zmienić ludzi”. Wojna w Wandei, pierwsze ludobójstwo w dziejach nowożytnej Europy nosiło znamiona wojny religijnej. Lud Wandei walczył pod sztandarami Najświętszego Serca Jezusowego (Sacre Coeur), a armię, którą stworzył, nazwał „Armią Królewską i Katolicką”. Z drugiej zaś strony rewolucjoniści nie kryli, że przynoszą do krainy „od wieków tkwiącej w  okowach fanatyzmu i zabobonu” światło „prawdziwego oświecenia i postępu”.

Wojna wypowiedziana chrześcijaństwu przez rewolucję francuską była wzorcowa także w tym sensie, że równolegle z polityką krwawego terroru wymierzonego wobec ludzi wierzących w Chrystusa (bez względu na to, czy byli to duchowni czy świeccy) stosowany był wobec nich swoisty „przemysł pogardy”. Nienawiść szła w parze z lekceważeniem.

Gdy w 1793 r. swoje apogeum osiągała rozpętana przez rewolucyjne władze kampania dechrystianizacyjna, M. J. Chalier, komisarz republiki na Lyon – odpowiedzialny za krwawe powstania mieszkańców tego miasta przeciw republice (dlatego przeszedł do historii jako „kat Lyonu”), stwierdzał, że „księża są jedyną przyczyną nieszczęść we Francji. Rewolucja, która jest triumfem oświecenia, tylko z obrzydzeniem może spoglądać na zbyt długą agonię zgrai tych niegodziwców”[5]. Rok później, prokurator trybunału rewolucyjnego domagając się (skutecznie) posłania na szafot karmelitanek z Compiegne, jako okoliczność szczególnie je obciążającą wskazywał ich „fanatyzm” i precyzował: „Przez fanatyzm rozumiem wasze przywiązanie do waszych dziecinnych wierzeń, do waszych śmiesznych praktyk religijnych”[6].


[1] P. C. de Oliveira, Revolution et contre-revolution, Sao Paolo 1960, s. 53, 83.
[2] Cyt. za: J. Baszkiewicz, Nowy człowiek, nowy naród, nowy świat. Mitologia i rzeczywistość rewolucji francuskiej, Warszawa 1993, s. 51.
[3] Tamże, s. 394.
[4] D. A. F. de Sade, Pisma polityczne, przeł. B. Banasiak [i in.], Warszawa 1997, s. 205.
[5] Cyt. za: G. Kucharczyk, Czerwone karty Kościoła, wyd. 2 rozszerz., Dębogóra–Kraków 2008, s. 75.
[6] Tamże, s. 78.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama