W poszukiwaniu szczęścia. Z Bogiem czy bez Niego?

Cywilizacja 43/2012

Spotkanie z Bogiem pozwala człowiekowi odkryć sens własnego życia. Chrześcijaństwo jest humanizmem – umieszcza człowieka w centrum stworzonego świata i przyznaje mu najwyższe miejsce – bytu stworzonego na obraz Boży.

 

Istotą religii jest – jak określił to É. Gilson – „osobowy stosunek człowieka do transcendentnego, realnego i osobowego Absolutu (Boga)”[1]. Dotyczy to szczególnie religii chrześcijańskiej, która staje się dla wierzącego silnym wsparciem rozwoju jego osobowości[2].

Spotkanie z Bogiem pozwala człowiekowi odkryć sens własnego życia. Chrześcijaństwo jest humanizmem – umieszcza człowieka w centrum stworzonego świata i przyznaje mu najwyższe miejsce – bytu stworzonego na obraz Boży. Objawienie Miłości Boga rozwija człowieka o nowy sposób ubogacenia siebie i innych. Stąd też pragnienie szczęścia otrzymuje nową perspektywę Bożej tęsknoty za dobrem[3].

Jezusowe szczęście

W Nowym Testamencie szczęście ujmowane jest w zupełnie innych kategoriach, niż miało to miejsce wcześniej. Teraz sam Bóg, najwyższa, nieskończona wartość, szczęście samo w sobie, jest dostępne człowiekowi bezpośrednio w życiu Jezusa z Nazaretu. Jezus jest prorokiem szczęścia, drogą do niego i samą szczęśliwością[4]. To dzięki Niemu dowiedzieliśmy się, że „Więcej jest szczęścia w dawaniu aniżeli w braniu” (Dz 20, 35); „Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je” (Mt 16, 25); „Sługa nie jest większy od swego pana [...]. Wiedząc to będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować” (J 13, 16–17).

Drogą szczęścia chrześcijanina jest miłość, przywołana jako obowiązek w przykazaniu miłości. Przy czym konkretną i ostateczną normą miłości nie jest już miłowanie bliźniego jak siebie samego – co jest zapożyczone ze Starego Prawa a w Nowym zachowuje swą wartość i jest przez Ewangelię uświęcone, lecz nową normą dla chrześcijanina jest miłować bliźniego tak, jak to przeżywał Jezus. Kochając bliźniego jak siebie samego konfrontujemy go ze sobą, jest w tym obecny zastarzały egoizm, w którym mamy się przeglądać. W konfrontacji z Jezusem spotykamy całkowite zapomnienie o sobie w służbie Boga i swych braci. Niezaprzeczalnym dowodem takiej miłości jest Jego Męka i Śmierć: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Ta miłość ma być obecna wszędzie i we wszystkich wymiarach życia. To istotne i najważniejsze wymaganie, o którym pisał św. Paweł: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. [...] Albowiem przykazania: «Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj», i wszystkie inne – streszczają się w tym nakazie: «Miłuj bliźniego swego jak siebie samego!». Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa!” (Rz 13, 8–10)[5]. To nie jest tylko teoretyczne rozważanie o miłości, ale wskazanie na chrześcijańską praktykę (praxis). Przykazanie miłości jest oczekiwaniem chrześcijańskiego działania. Wiąże się z radykalnym żądaniem sprawiedliwości. W Kazaniu na Górze, w Ośmiu Błogosławieństwach, które są Kodeksem Szczęścia, Jezus mówi o szczęściu osiąganym przez ubóstwo, cierpienie, panowanie nad sobą, prześladowanie, płacz, smutek[6].

Chrześcijańskie rozumienie społecznego stanu człowieka wynika także z centralnej prawdy o Wcieleniu. Wspólnota chrześcijańska jest Ciałem Chrystusa, latoroślami krzewu winnego. Kwitnące życie duchowe jest życiem samego Chrystusa, tym, czym On sam się cieszy jako wcielone Słowo wraz z Ojcem i Duchem[7].

Szczęście Ojców Kościoła

Przez wiele wieków chrześcijanie byli oskarżani o to, że są za wywyższaniem smutku, podkreślaniem roli cierpiętnictwa, a odbieraniem ludziom radości życia i jego uroków. Takie obiegowe opinie o myśleniu chrześcijańskim miały swe liczne źródła. Jednym z nich była pokorna i cicha postawa wierzących w Chrystusa. Jak pisał o nich Arystydes, w pierwszej połowie II w.: chrześcijanie „Nie rozgłaszają [...] publicznie wobec tłumu swych dobrych uczynków, przeciwnie, pełnią je po cichu, strzegąc swego daru tak, jak gdyby ukrywali jakiś skarb przez siebie znaleziony. Starają się być sprawiedliwi, ponieważ tak przystoi ludziom żyjącym nadzieją ujrzenia kiedyś swego Zbawiciela w chwale i otrzymania od Niego tego, co przyobiecał. Dokładniejszych wiadomości o nauce i przykazaniach chrześcijan, jak również o ich wspaniałych nabożeństwach oraz o oczekiwanej przez nich na drugim świecie nagrodzie stosownie do wartości uczynków każdego z nich, możesz – władco – zaczerpnąć z ich pism”[8]. Wszelkie dobro czynione innym ludziom, jak i troska o sprawiedliwość miały świadczyć o optymizmie chrześcijan, nadziei zbudowania lepszego świata, o próbie budowania szczęśliwego społeczeństwa już tutaj, na ziemi.

Jednocześnie chrześcijanie zdecydowanie odcinali się od płytkich, pogańskich fascynacji rzeczami materialnymi, bogactwem i szczęściem rozumianym na sposób zmysłowy. To nie było dla nich. O pogardzie dla ziemskich skarbów, które potrafią zamknąć perspektywę powołania Bożego, pisało wielu Ojców Kościoła. Św. Jan Chryzostom w komentarzu do ewangelicznego wezwania „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi” (Mt 6, 19 a), zwracał uwagę, że żądzę bogactw budzi żądza sławy. „Właśnie dlatego ludzie wymyślają tłumy niewolników, zgraje eunuchów, konie w złocistym stroju, srebrne stoły i inne jeszcze śmieszniejsze rzeczy, nie po to, by zaspokoić potrzebę lub doznać przyjemności, ale by pokazać się przed tłumem”[9]. Bogactwo jest wartością nietrwałą, znikomą i przemijającą. Posiadający je cieszą się nim jedynie przez krótki czas, pomimo tego, że gorliwie zabiegają o nie. Dlatego stawianie dóbr doczesnych wyżej od duchowych jest śmieszne i nierozumne. Należy nimi tak obracać, by przynosiły dobre owoce – jak to Jezus uczył w przypowieści o siewcy – nawet nie wiedząc, czy wydatek przyniesie zysk. Każdy jednak dar przekazany z radością łączy się z nadzieją na ogromną radość i szczęście, które będzie trwało wiecznie[10].

Jednoznaczne podkreślenie wyboru wartości duchowych stawianych ponad doczesnymi, było cechą chrześcijańskich mnichów, którzy porzucili swe doczesne życie, sprzedali majątki, zaczęli poszukiwać doskonałości duchowej w modlitwie, poście i w samotności. Nauczyli się pokładać ufność wyłącznie w Bogu. Tak uczynił św. Antoni Pustelnik udający się na pustynię egipską, a za nim bardzo wielu naśladowców, którzy w ten sposób chcieli ukazać wszystkim, że zdrowie i bliskość z Bogiem są naturalnym stanem, którym człowiek powinien się cieszyć[11].



[1] Cyt. za: Z. J. Zdybicka, Religia i religioznawstwo, Lublin 1988, s. 367.
[2] Zob. K. Olbrycht, Religia a wspieranie rozwoju człowieka, w: Religia a sens bycia człowiekiem, pod red. Z. J. Zdybickiej, Lublin 1994, s. 103–112.
[3] Zob. L. Ferry, Człowiek-Bóg czyli o sensie życia, przeł. A. Miś, H. Miś, Warszawa 1998, s. 145–179.
[4] Zob. S. Kunka, Być szczęśliwym dziś. Marzenie czy rzeczywistość?, „Obecni” (2012) nr 24, s. 27–39.
[5] R. Herka, O chrześcijańskiej miłości i szczęściu, tamże, s. 5–9.
[6] Zob. R. Coste, Miłość która zmienia świat. Teologia miłości, przeł. M. Stokowska, Rzym–Lublin 1992, s. 77–122.
[7] Zob. D. L. Carmody, J. T. Carmody, Mistycyzm w wielkich religiach świata, przekł. E. Łukaszyk, Kraków 2011, s. 233–253.
[8] Arystydes, Apologia, w: M. Michalski, Antologia literatury patrystycznej, t. 1, Warszawa 1975, s. 90–91.
[9] Św. Jan Chryzostom, Miłosierdzie. Wypisy z „Homilii na Ewangelię według św. Mateusza”, Kraków 2004, s. 29.
[10] Zob. P. Szczur, Problematyka społeczna w późnoantycznej Antiochii na podstawie nauczania homiletycznego Jana Chryzostoma, Lublin 2008, s. 94–95, 150–156, 243–248.
[11] Zob. D. L. Carmody, J. T. Carmody, Mistycyzm w wielkich religiach świata, s. 245–253.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

TAGI| BÓG, SZCZĘŚCIE

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama