Siła i piękno wiary Ewangelia pracy – teoria czy praktyka?

Przewodnik Katolicki 25/2013

Tematyka pracy ludzkiej jest zagadnieniem kluczowym dla rozumienia kwestii społecznych. Potwierdza to choćby doświadczenie polskie ostatnich dziesięcioleci. Lata powojenne przyniosły nam system ideologiczny, który mienił się „filozofią pracy”. Marksizm stawał w wyraźnej opozycji do poprzedniego ustroju ekonomicznego.

 

Kapitalizm, główne źródło nieszczęść i wyzysku człowieka przez człowieka, był systemem, którego sednem było posiadanie własności przeciw pracy. Kapitalista posiadał i mnożył wartość nie dla wartości pracy, ale dla samego zysku. Taki system łączył się z wyzyskiem pracy i uciskiem człowieka pracującego. Prowadził faktycznie w historii (a i współcześnie) do konfliktów między światem kapitału i pracownikami najemnymi.

Konflikty powstające w tym obszarze były w istocie konfliktami sztucznie generowanymi – ich źródłem były błędne założenia ideologii liberalistycznej, prowadzące do zniewolenia i proletaryzacji świata pracy. Kapitał traktowany jest tutaj jako czynnik sprawczy, natomiast praca jest traktowana jako czynnik instrumentalny. Konsekwencją tych założeń jest odrzucenie zasady prymatu osoby nad rzeczą i uznanie pracy za towar (por. Jan Paweł II, Laborem exercens, nr 12).

Marksizm dostrzegając te wady i grzechy kapitalizmu, zaproponował radykalną zmianę.

Jako system kolektywistyczny, w którym jednostka była zerem, jednostka była niczym, także skonfliktował własność z pracą. Z tym, że zafundował podporządkowanym społeczeństwom posiadanie wbrew pracy, polegające na zawłaszczeniu środków produkcji przez państwo. Człowiek pracy był tutaj traktowany jako narzędzie produkcji. Faktycznie zatem, zarówno środki produkcji, jak i pracujący przyporządkowani zostali kapitałowi.

A ponieważ o kapitale decydował plan gospodarczy, zatem nie mogło być mowy o postępie gospodarczym, technicznym czy społecznym. Zgodnie z planem, zakłady produkcyjne wytwarzały tysiące par obuwia jednego kształtu i jednego rozmiaru. Plan był wykonany, nawet przekraczany, tyle że produkcja nie miała zbytu, nie miała też sensu.

Marksizm, w swojej istocie okazał się najdosłowniej „opium dla ludu”. Dokonał radykalnej alienacji pracownika, konfliktując go z jego własnymi wytworami. Pozbawiał go lub przynajmniej próbował pozbawić wolności.

To z protestu przeciwko takiej „filozofii pracy” zrodziła się solidarność w Polsce. Upomniała się o prawa człowieka. Punktem inicjalnym było upomnienie się o niesłusznie zwolnioną z pracy pracownicę Stoczni Gdańskiej, Annę Walentynowicz. Solidarność usiłowała przywrócić pracy jej właściwą gramatykę – pokazać, że sensem pracy nie jest posiadanie przeciw pracy, ani też sensem pracy nie jest posiadanie wbrew pracy. W ogóle istotą pracy nie może być żadne „przeciw” ani żadne „wbrew”. Istotą pracy winno być porozumienie.

Epizod polskiej solidarności jako cnoty moralnej i społecznej oraz epizod polskiego ruchu „Solidarność” okazały się niestety krótkotrwałe. Odrzucenie marksizmu stało się pretekstem do budowania bardzo zróżnicowanych zasad życia ekonomicznego. Niejednokrotnie oznaczało to powrót do prymitywnego kapitalizmu.

Powróciliśmy, niestety, do przestrzeni niejednokrotnie wyzysku człowieka.

Choroba i kryzys pracy

Przejawem – może nie najistotniejszym, ale dość rozległym obecnego stanu rzeczy stały się tzw. umowy śmieciowe. Za tym niezbyt eleganckim pojęciem kryje się określenie umowy cywilnoprawnej zawartej pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, szczególnie w celu ominięcia przepisów prawa pracy lub obniżenia klina podatkowego.

Przyjmując tak szerokie rozumienie tej umowy, zauważa się, że w  2010 r. w oparciu o umowy cywilnoprawne pracowało 20,9 proc. zatrudnionych w Polsce. Jednocześnie wyraźnie daje się zauważyć, iż zatrudnianie na podstawie takich umów cywilnoprawnych – zamiast solidnych umów o pracę – jest zjawiskiem narastającym.

Umowy śmieciowe zdają się stanowić dla stosujących je doskonałą albo przynajmniej dobrą zasłonę dla różnego rodzaju nadużyć. Pracownik zatrudniony na podstawie takiej umowy ma bardzo ograniczone prawa, jest po części uprzedmiotowiony.

Przykładów instrumentalizacji i wyzysku pracowników jest wiele. Jedna, drobna ilustracja z forum internetowego. Ktoś pisze: „Witam, co mogę zrobić w sytuacji gdy:

1) W umowie o pracę mam 40 godz. tygodniowo, a często jest tak, że pracuję po 12 godzin dziennie. Szef nie płaci nadgodzin, jest premia uznaniowa, ale to zależy od szefa, czy się ją dostanie.

2) Praca w każdą sobotę po 8 godzin dziennie lub więcej. W soboty nie podpisujemy listy obecności, wygląda to tak, jakby sobota była dniem wolnym od pracy.

3) Na dzień wolny trzeba się zapisać z tygodniowym wyprzedzeniem i tym dniem nie może być sobota” (http://forumprawne.org/prawo-pracy/155128-wyzysk-pracownika.html). Dodaje zarazem:

„chcę się dowiedzieć, jakich przepisów kodeksu pracy nie przestrzega pracodawca”. W odpowiedzi, ktoś inny wyjaśnia:

„Prawdopodobnie bardzo wielu przepisów, np.:

– art. 131 kp (maksymalny tygodniowy czas pracy łącznie z godzinami nadliczbowymi to 48 godzin);

– art. 151 kp (warunki, w jakich dopuszczalna jest praca w godzinach nadliczbowych);

– art. 151(1)kp, 151(2)kp, 151(3)kp – chodzi o wynagrodzenie i dodatki za pracę w godzinach nadliczbowych oraz inne kwestie (przeczytaj);

– art. 94 pkt 9a kp – nie prowadzi dokumentacji w sprawach związanych ze stosunkiem pracy”.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

TAGI| EWANGELIA, PRACA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • trup
    28.06.2013 23:33
    ks.pro.dr.hab. pewno nie miał do czynienia z czyms takim jak firma , którą należay prowadzic i jednocześnie mysleć o tym ze człowiek pracujacy w tej firmie chciałby sobie dorobić .A przepisy prawa pracy definiują okreslona ilopść godzin jaka pracownik w swojej firmie może pracować ponad plan - jeżeli przekroczy tę ilość goddzin to niestety , ale chociażby pracodawca miał dla niego pracę - to nie może sobie pozwolić na nadgodziny dla danego pracownika . Jeżeli jeszcze prawo pracy określa że nalezay odprowadzic ponad 50 % pensji pracownika na różne pierdoły typu zusy , podatki - to jak ma pracodawca dać pracownikowi legalnie zarobic troche wiecej - tak aby pracownik nie musiał zapłacic podatku (który to podatek i tak idzie na in vitro , wojsko polskier w obcym kraju , finansowanie partii politycznycH i inne ważne sprawy politykow typu goł goł )W małej firmie pracodawca współżyje z pracownikiem - wbrtew niestety prawu pracy .
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama