Ja do nieba tylko z żoną!

Tryby 4/2013

Wiemy doskonale, że małżeństwo u chrześcijan swą istotą wykracza daleko poza jego sens prawny. Po pierwsze, małżeństwo jest sakramentem, czyli znakiem łaski, która uzdalnia obojga małżonków do uświęcania się nawzajem w drodze do zbawienia. Jeśli małżonkowie zgodnie, razem, współpracowali z tą łaską, to czemuż razem nie mieliby się cieszyć z owoców tej łaski w przyszłym życiu.

 

Tytułem wstępu

Wszyscy jesteśmy powołani do świętości. Do takiej świętości, której spełnieniem będzie życie w Królestwie Bożym po zmartwychwstaniu, na nowej ziemi (Ap 21,1–2). Na ziemi, która zostanie nam dana wraz z odnowionymi i odmienionymi ciałami (1 Kor 15,35–53). Tak jak żyjemy teraz, tak i później żyć będziemy w społeczności, tyle że będzie to społeczność świętych. Będziemy żyć w doskonałej relacji z Bogiem i innymi ludźmi. Poznamy wtedy pełnię prawdy  (J 8,31–32), a oznacza to, że nasze poznanie będzie doskonałe. Ponieważ poznamy prawdę, to ipso facto zostaniemy wyzwoleni od zła, a konsekwencją tego będzie zniesienie wszelkiego Prawa, ponieważ nie będzie ono już potrzebne.

I oto pytanie...

Dla-czego taki przydługi wstęp? Ano dla-tego, że powstaje pytanie: co stanie się z naszymi relacjami z innymi ludźmi, które nawiążemy wcześniej tu na tej ziemi? Czy przetrwają one w niebie? Mnie, jako małżonka, najbardziej interesuje, czy ta, która teraz jest dla mnie żoną, będzie także dla mnie żoną w Królestwie Bożym? Bo ja do nieba chcę iść z moją żoną!

Tymczasem w Kościele panuje powszechna opinia, że w raju nie będziemy dla siebie mężem i żoną, małżeństwo zostanie zniesione. Potwierdzają to słowa Jezusa w Ewangelii św. Mateusza, które Pan wypowiada w odpowiedzi na zaczepkę saduceuszy: „Gdy nastąpi zmartwychwstanie, ludzie nie będą się żenić ani za mąż wychodzić, ale będą żyli jak aniołowie w niebie” (Mt 22,30). Czy jednak słowa te faktycznie odrzucają nadzieję na wspólne życie małżonków w niebie? Aby właściwie pojąć znaczenie tego zdania, należy przede wszystkim zbadać, w jakim kontekście zostało ono wypowiedziane. Jest to część odpowiedzi Jezusa na mało finezyjną zaczepkę saduceuszy, którzy nie wierzyli w zmartwychwstanie. Pytają oni Pana w zasadzie nie o małżeństwo samo w sobie, ale o prawo lewiratu. Istniał bowiem w Prawie Mojżeszowym (Pwt 25,5–10) przepis, który nakazywał pojąć za żonę małżonkę zmarłego brata, jeśli ten umarł bezdzietnie, aby w ten sposób zapewnić mu potomka. Co wtedy – pytają się saduceusze – stanie się z taką kobietą po zmartwychwstaniu, czyją będzie żoną? Bo w świetle Prawa, tu na ziemi, była żoną obojga braci, jednego po drugim. Trzeba nam jeszcze jednak pamiętać, że w prawie żydowskim kobieta była podporządkowaną swojemu mężowi, a małżeństwo nie było sakramentem (i u Żydów nie jest nadal), a jedynie instytucją prawną. I sedno odpowiedzi Chrystusa zasadza się właśnie na wytknięciu saduceuszom braku znajomości Prawa, na które się powołują („Błądzicie, bo nie znacie ani Pisma ani mocy Bożej” – Mt 22,29). Prawo, jako działające na nas z zewnątrz, po zmartwychwstaniu nie będzie nas obowiązywać, bo nie będzie takiej potrzeby, bo raz na zawsze zostaniemy wyzwoleni ze zła. Jeśli nie będzie prawa, to nie będzie też małżeństwa w sensie prawnym.

Przymierze na zawsze

Wiemy doskonale, że małżeństwo u chrześcijan swą istotą wykracza daleko poza jego sens prawny. Po pierwsze, małżeństwo jest sakramentem, czyli znakiem łaski, która uzdalnia obojga małżonków do uświęcania się nawzajem w drodze do zbawienia. Jeśli małżonkowie zgodnie, razem, współpracowali z tą łaską, to czemuż razem nie mieliby się cieszyć z owoców tej łaski w przyszłym życiu.

Po wtóre, małżeństwo chrześcijańskie jest czymś dużo więcej niż tylko umową między dwojgiem osób. Samo w sobie jest przymierzem zawieranym przez kobietę i mężczyznę przed obliczem Boga, a przymierze jako takie wykracza poza ramy czasowe i jest niezrywalne. Przymierze małżeńskie winno być zatem obrazem przymierza, jakie Bóg zawarł ze swoim ludem. Obrazem, który jest alegorią oblubieńczej relacji Chrystusa do Kościoła.

„Królestwo Boże jest pośród was”

Jezus, w Ewangelii św. Łukasza, zapytany, kiedy przyjdzie Królestwo Boże, odpowiedział, że już teraz jest ono pośród nas (Łk 17,21). Jest ono tam, gdzie głosi się słowo Ewangelii, gdzie wielbi się Boga, gdzie ludzie są uzdrawiani mocą Jezusowego słowa, gdzie kwitnie miłość braterska, więc i też małżeńska. Ta miłość między małżonkami może być zaczynem Królestwa Bożego. Jest w nas tendencja, aby sądzić, że w niebie wszystko będzie nowe, że przyjdzie nam porzucić to, co stało się naszym udziałem na tej ziemi. Chciejmy docenić wszystko dobre, co przytrafia się nam teraz, chciejmy prosić Boga, aby było także naszym udziałem, kiedy będziemy zdolni patrzeć na Niego twarzą w twarz. Bo przecież „na ziemi jest o niebo lepiej” niż nam się wydaje.

Dedykuję mojej kochanej żonie Ewie
Specjalne podziękowania dla naszych przyjaciół, Eli i Tomka, za inspirację

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • wierny
    18.07.2013 17:54
    Czyli Autor chciałby być wiernym małżonkiem swojej żony przez całą wieczność. Nieźle. Choć moc sakramentu ustaje, można zawrzeć związek małżeński ponownie po śmierci małżonka to jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby o taką opcję prosić Pana Boga.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama