Spróbuj nie wypić DZIŚ

Przewodnik Katolicki 32/2013

To być może najbardziej demokratyczne miejsce świata, a jednocześnie miejsce najbardziej uczące pokory. Obok siebie stają i biorą się za ręce starszy i młodzi, kobiety i mężczyźni, psia fryzjerka, bezdomny i doktor medycyny.

 

Są jednakowo słabi i jednakowo silni. Słabi – bo nad ich życiem zapanował alkohol. Silni – bo wiedzą, że mimo wszystko mogą być trzeźwi. Trzeźwi alkoholicy.

Alkoholowe kłamstwo

Największym kłamstwem o alkoholu, jakie sprzedaje nam współczesny świat, jest obraz wspaniałej zabawy, luzu, roześmianych przyjaciół i kolorowych imprez. Rzeczywistość wygląda inaczej i nie ma w niej miejsca na śmiech ani słodkie słowa. To świat śmierdzących knajp, zataczających się, brzydkich ludzi, wymiotowania w taksówkach albo na ulicy, wulgarnego języka, dzieci życzących śmierci swoim ojcom i kaca, który nie pozwala następnego dnia wstać z łóżka, podłogi czy ulicy.

Ci, którzy chcieli wyrwać się z tego świata, przyjechali 26 lipca do Lichenia. Trzydniowe spotkania trzeźwościowe są już tradycją trwającą od 21 lat. I choć w tym roku podczas mityngów na wielkim placu przed bazyliką wydawać się mogło, że jest ich niewielu, wystarczyło rozejrzeć się nieco uważniej. Ci, którzy chcą żyć w trzeźwości, byli wszędzie: ukryci przed palącym słońcem między drzewami, na zacienionych dróżkach, z całymi rodzinami, witający się serdecznie, uśmiechnięci, radości i spokojni. Wielka rodzina trzydziestu tysięcy trzeźwych alkoholików. Najlepszy dowód na to, że pełne i szczęśliwe życie to nie lejące się w reklamach piwo – ale trzeźwość.

Dziadek oszukuje!

Jurek, alkoholik, mieszka w Radzyniu Podlaskim. Był kominiarzem. Długo nie uważał się za alkoholika, bo pił tylko wódkę. Później staczał się coraz niżej – pił wszystko, co się pali. Trzeźwy jest od 19 lat.

– Obchodziłem w tym roku 40-lecie małżeństwa. Moja żona wytrzymała ze mną 21 lat picia. Opiekowała się mną i nie zostawiła mnie, opiekując się jednocześnie czwórką dzieci. A dzieci bały się ojca i nigdy nie wiedziały, czy będą mogły spać w domu, czy będą uciekać do babci czy sąsiadów. Naprawdę szczęśliwe były wtedy, kiedy trafiałem na dołek. 

Dopiero kiedy mijały cztery lata mojej trzeźwości, syn uwierzył, że nie będę pił. Zamówił wtedy Mszę dziękczynno-błagalną, uściskał mnie i powiedział, że mnie kocha. Miał wtedy 21 lat, a ja po raz pierwszy słyszałem od niego te słowa. 

Doczekałem się pięciorga wnucząt. Dwa lata temu był tu ze mną najstarszy z nich. Dawałem świadectwo, kiedy mój przyjaciel z grupy nachylił się i powiedział do niego: „Posłuchaj, jaką twój dziadek był świnią!”. A on odpowiedział: „Proszę pana, mój dziadek specjalnie tak mówi, on oszukuje, żeby mu ludzie bili brawo! A tak naprawdę to on nawet piwa nie pije!”.

Wnuk tak mówi, bo nigdy nie widział mnie pijanego, i nie chcę, żeby kiedykolwiek mnie takim zobaczył. I módlmy się za tych, którzy tkwią jeszcze w nałogu – żeby mogli się podźwignąć tak, jak nam się udało.

Nie umiałem się wysłowić

Marian, alkoholik, pochodzi ze Strzelec Krajeńskich. Jest przekonany, że Bóg ocalił go przed zapiciem się na śmierć. Kiedyś jego największym marzeniem było nie pić przez siedem miesięcy.

– Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Lichenia, czułem się obco – wspomina. – Bałem się ludzi, bałem się konfesjonału, bałem się wszystkiego. Wszystko przez alkohol, który zabrał mi wszystko: poczucie własnej wartości, odwagę, mądrość. Nie umiałem się wysłowić, bez przekleństw nie potrafiłem cokolwiek powiedzieć. Teraz mogę mówić do tak wielkiego audytorium. W AA się rozwijam i chcę się rozwijać nadal, tu poznaję piękno trzeźwego życia.

Kiedyś na mojej drodze stanął uzależniony, który miał za sobą siedem miesięcy abstynencji. Pomyślałem: – To jest coś! A kiedy na pierwszym mityngu usłyszałem, że jest człowiek, który nie pije od piętnastu lat, nie wierzyłem, że to jest w ogóle możliwe. Teraz sam mam dwadzieścia trzy lata abstynencji. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu i miesiąc po miesiącu dowiaduję się, jak pięknie jest być trzeźwym człowiekiem.

Chodźmy do normalnych

Antek, alkoholik ze Świdnicy, jest organistą. Przed proboszczem nie ukrywał, że ma problem z alkoholem. Usłyszał wtedy: „Jeśli dziś jesteś trzeźwy, to graj”. Jego „dzisiaj jestem trzeźwy” trwa już dziewięć lat.

– Swoją szansę na życie dostałem dziewięć lat temu – mówi Antek. – Ktoś mi powiedział: „Spróbuj zrobić tyle, żeby nie pić, ile wcześniej byłeś w stanie zrobić, żeby się napić”. Do dziś tak robię i to jest wielki wysiłek. Dla mojej trzeźwości nie ma za dużej odległości, jaką trzeba przejechać. Dla mojej trzeźwości nigdy nie jest za dużo mityngów – jak była taka potrzeba, było ich nawet sześć w tygodniu.

Każdy dzień jest dla mnie szansą i każdego dnia muszę wybierać. Chcę żyć i każdego dnia wybieram trzeźwe życie. I za to moje trzeźwe życie jestem odpowiedzialny. Nie szukam wytłumaczeń: że pić się chce, że mnie nosi. Antkiem alkoholikiem jestem nie tylko na mityngu – jestem nim wszędzie, to moja tożsamość wypisana w sercu.

Każdego dnia mam kolejną szansę, pod warunkiem że poznam prawdę o sobie: jestem Antkiem alkoholikiem. Dlatego szukam trzeźwych ludzi. Kto chce być trzeźwy, nie będzie szukał pijanych. Kiedyś jeden z kolegów powiedział mi: „Chodź, pójdziemy do normalnych!”. Odpowiedziałem mu: „Ja już tam byłem. Ja już tam byłem, a tu przeżywam najpiękniejszą przygodę mojego życia. Od dziewięciu lat nie piję. I znów gram, to moje życie”.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama