W trampkach z ks. Jankiem Bosko

Przewodnik Katolicki 35/2013

– On był wielki, a my chcemy iść jego drogą. Zobaczenie relikwii kogoś, kto jest dla nas wielkim wzorem, to jak dla fana Michaela Jacksona noszenie jego kurtki – mówią młodzi wielbiciele ks. Jana Bosko. Nie jest ich mało. Udowodniły to zakończone właśnie w tym miesiącu peregrynacje relikwii świętego w naszym kraju.

 

Święto młodych. A raczej młodości, bo kilkunastoletni entuzjazm przeplata się tu z doświadczeniem i starymi, spracowanymi dłońmi, które w oczekiwaniu na przyjazd Gościa odmawiają chyba już czwarty raz Różaniec.

Głos z głośnika buduje napięcie: „Czy wiecie, że kierowcy, którzy przywiozą naszego Gościa, podpisali oświadczenie, że nikomu innemu nie powierzą kierowania autem? Taki ważny ten nasz Gość! Tak, tak... Przypomnę, że w sarkofagu znajduje się odlana figura świętego. Sarkofag ma pieczęcie Stolicy Apostolskiej, które potwierdzają jego autentyczność. W klatce piersiowej zamknięta jest jego dłoń. Prawa. Prawdziwa. Ta ręka, którą błogosławił młodzież, którą czynił tyle dobrego. Jeszcze chwila, czekajmy w skupieniu”. Tylko jak tu się skupić, kiedy orkiestra podgrzewa atmosferę budującym jeszcze większą ekscytację Final Cuntdown (ang. ostateczne odliczanie)? Zaraz ma się rozpocząć Salezjańskie Święto Młodych „Spełniony sen”. W roli głównej – św. ks. Jan Bosko, wychowawca i opiekun młodzieży. Jesteśmy w Oświęcimiu; tak, tym od okrutnego obozu. To właśnie tutaj kończy się ogólnopolska peregrynacja relikwii, które przyjechały do Polski aż z Turynu. Czy na tak wielkie uroczystości nie byłoby lepiej wybrać miasta powszechnie uznawanego za bardziej... hm... reprezentatywne, myślę sobie? Warszawę, Kraków czy choćby Poznań?

Ewelina Matyjasik, „głowa” Święta Młodych, główny organizator, marketingowiec i… pełniąca jeszcze parę innych funkcji, rozwiewa moje wątpliwości: – Przygotowania do peregrynacji trwały dwa lata. Nasi szefowie, czyli przełożeni czterech salezjańskich inspektorii, zadecydowali, że przywitanie relikwii odbędzie się w stolicy, czyli w Warszawie, właśnie po to, by było reprezentatywnie, a zakończy się w Casa Madre, czyli pierwszym salezjańskim domu w Polsce, w Oświęcimiu. Powitanie było oficjalne, z patosem, a zakończenie ma być w trampkach. Uduchowione, ale na wesoło!

Tak się zaczęło

Kontynuatorzy misji wychowawczej Jana Bosko są obecni w Polsce od ponad wieku, a Oświęcim stał się ich pierwszą placówką. Lekcję historii daje nam ks. Bogdan Nowak, dyrektor oświęcimskiego Zakładu Salezjańskiego im. ks. Bosko. – W pobliskiej Polance Wielkiej proboszczem był ks. Andrzej Knycz. Duszpasterz zachorował na oczy, groziła mu utrata wzroku. Napisał list do znanego już w Polsce ks. Bosko i prosił o modlitwę w swojej intencji. Ten mu odpisał osobiście, że wszystko będzie dobrze. Tylko żeby nigdy nie zapomniał o zgromadzeniu salezjańskim. Po uzdrowieniu ks. Knycz został mianowany proboszczem w Oświęcimiu. Zaczął się interesować ruinami podominikańskiego klasztoru, które od czasu kasaty zakonu niszczały już ponad 100 lat. Wykupił zabytkową kaplicę św. Jacka oraz zbierał pieniądze na zakup pozostałych budynków. Postanowił przekazać je jakiemuś zgromadzeniu. Ze zrozumiałych względów padło na salezjanów, którzy przybyli tutaj 15 sierpnia 1898 r. Dziś obchodzimy 115. rocznicę tego wydarzenia. Do teraz funkcjonuje szkoła z internatem otwarta w 1900 r. Mamy parafię pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Prowadzimy warsztaty i oratorium dla młodzieży. To świetlica, w której młodzież szkolna i ta „z miasta” może spędzić popołudnie, skorzystać z darmowych korepetycji,  porozmawiać, wypić herbatę – dodaje  ks. Nowak.

Odejdź od nas każda trosko

Od przyjazdu relikwii dzielą nas ostatnie minuty. Ich uroczyste powitanie rozpocznie wielką imprezę, jakiej Oświęcim i okolica dawno nie widziały. Atrakcji, które zaplanowano na najbliższe trzy dni, nie powstydziłaby się nawet stolica. Uzupełnieniem wrażeń duchowych są koncerty wpisujące się w Małopolski Festiwal Jackowe Granie, który od sześciu lat odbywa się w Oświęcimiu i przybliża zwykłym zjadaczom chleba tzw. kulturę wysoką. Zagrają także ci, których młodzi lubią najbardziej, m.in. Propaganda Dei, Maleo Reggae Rockers i Love Story. W Muzeum Zamek można obejrzeć wystawę o św. Janie Bosko. Dla fanów sportu zaplanowano 5-kilometrowy bieg patronalny „Biegać jest bosko”. Nie zabraknie też słynnego na całą Małopolskę salezjańskiego bigosu, którego receptura jest ulepszana nieprzerwanie od 115 lat. Po prostu chodzi o to, żeby dotrzeć nie tylko do wierzących. Zresztą to do tych, którzy pluli na Kościół i nie chcieli mieć z nim nic wspólnego, chętnie wychodził ks. Janek, by stopniowo zmieniać ich nastawienie. Może teraz przemieni serca działaczy Ruchu Palikota, którzy w przededniu uroczystości nawoływali do bojkotowania peregrynacji, gdyż bez sensu jest wydawanie publicznych pieniędzy na przywożenie „włoskich trupów kleru”? W przygotowania peregrynacji zaangażowało się prawie 100 wolontariuszy. To młodzież salezjańska, głównie uczniowie szkoły, którym nie było żal kawałka wakacji na ciężką pracę dla swojego patrona. Wszyscy pogodni i rozentuzjazmowani, zupełnie nie sprawiają wrażenia, jakoby odrabiali pańszczyznę – „jestem tu, bo muszę”. – Denerwuje się pani, czy wszystko się uda? – pytam Ewelinę Matyjasik, a ona bez zastanowienia odpowiada: – Nie! Wiem, że Jan Bosko z każdej opresji wychodził obronną ręką. On nigdy się nie bał. Poza tym strach nie jest zbyt chrześcijański.

Pozostali myślą podobnie, czego potwierdzeniem są powiewające flagi z napisem: „Odejdź od nas każda trosko, jest już z nami Janek Bosko”. Tak, już jest! Wjeżdża na plac w asyście nie byle jakiej – towarzyszy mu 200 motocyklistów. Przywieźli go ze Skawy, to ponad 50 km. Wrażenie spektakularne. Nie słychać okrzyków radości i wiwatów, bo harleyowe silniki skutecznie je zagłuszają. Dociera do mnie tylko zasadne pytanie rezolutnego przedszkolaka, który widząc sarkofag, zastanawia się głośno: „Babciu, a jak on może spać w takim hałasie?”.

Zaczyna się więc z pompą, ale zaraz potem robi się poważnie, kiedy bp Tadeusz Rakoczy, główny celebrans, znany ze swojej sympatii do salezjańskiego zgromadzenia, pobożnie i z wielką czcią całuje sarkofag. Radosna procesja prowadzi Gościa do ołtarza polowego, gdzie odbędzie się Msza św.

Miasto dla Don Bosco

Podczas Eucharystii bp Rakoczy ogłasza uroczyście, że za zgodą Stolicy Apostolskiej św. Jan Bosko zostaje patronem miasta Oświęcim. Stosowny dekret podpisał prefekt kard. Antoni Canizares Liovera: „Ponieważ jest pewnym, że zarówno elekcja, jak i aprobata dokonane zostały zgodnie z przepisami prawa, dlatego Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów mocą pełnomocnictwa, udzielonego przez papieża Franciszka, po rozważeniu przedstawionych racji, przyjmuje prośby i zatwierdza świętego Jana Bosko, kapłana, na patrona u Boga dla miasta Oświęcim z wszystkimi przywilejami, zarówno prawnymi, jak i liturgicznymi. Żadne przepisy przeciwne nie mogą stać na przeszkodzie”.

– Szczerze mówiąc, na początku sam powątpiewałem w słuszność tego pomysłu i zastanawiałem się, czy to dojdzie do skutku... – przyznaje się bez bicia ks. Bogdan Nowak, inicjator. – Procedura nadania miastu patrona to nie taka prosta sprawa. Nie wystarczy prosta uchwała i już.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama